Impreza organizowana przy wsparciu publicznych pieniędzy musi się rządzić wyższymi standardami, musi je wyznaczać, zawieszać poprzeczkę wysoko, by cała reszta dążyła do tego, by ją dosięgnąć. Jeżeli organizator nie daje takiego zabezpieczenia, to nie powinien być finansowy ze środków publicznych.

“Prosimy na nas nie głosować” – zespół “We Call It a Sound” wezwał w ubiegłym tygodniu swoich fanów do tego, by nie wysyłali sms-ów w konkursie “Off Festival”, którego główną nagrodą jest występ na festiwalu. Członków zespołu oburzył fakt, że organizator nie zapewnia mu żadnej gaży, zwrotów kosztów dojazdu czy zakwaterowania, natomiast faktycznie, jego fani wysyłając sms-y ze wskazaniem, który zespół im się podoba, nabijają portfele firmom telekomunikacyjnym, zamiast samym muzykom.

“Festiwal dotowany jest całkiem pokaźnie z budżetu miasta, sponsorów i mecenasów ma nieanonimowych, stąd w kontekście częstych ostatnio dysput krytykujących granie za darmo – jesteśmy zaniepokojeni i lekko skonsternowani.

Aby oddać na nas głos musielibyście wysłać SMS, którego koszt brutto wynosi 2,46zł. Jest to tzw. SMS Premium i organizator konkursu czerpie z każdego z nich finansowy profit. Żeby nas na festiwalu zobaczyć – i tak będziecie musieli zapłacić za bilet/karnet, więc jest to koszt zawyżony. Jasnym jest, że zwycięstwo w takim konkursie można sobie kupić – kopiąc jeszcze jedną, odpowiednio dużą dziurę we własnym budżecie. Uzbierana suma z wszystkich głosów (sądząc po ilości głosów wygenerowanych w podobnym konkursie w Muzzo kilka lat temu) powinna wygenerować przychody liczone w tysiącach złotych. Czy ta kwota – być może z niewielkim jej wsparciem – nie wystarczy na to, by potraktować zespoły z należnym szacunkiem i zrekompensować im koszty dotarcia na teren festiwalu?

Sami uczestniczyliśmy kiedyś w podobnych konkursach. Na szczęście wygraliśmy tylko jeden – taki, w którym nagrody były pokaźne i miast generować dziury w budżecie – popchnęły nas dziesiątki mil naprzód. Stąd uważamy, że Wasze wsparcie dla tego typu inicjatyw wyczerpaliśmy już lata temu – napisali muzycy.

Problem jest dość poważny, a sprawa, wprost skandaliczna. “Off Festival” to nie “Open`er”, który jest nieco inną inicjatywą. Na fali dyskusji o zbyt drogich biletach na gdyński festiwal chciałbym przypomnieć, że to komercyjne (a nie alternatywne) przedsięwzięcie, gdzie kasa musi się zgadzać raczej na plus, a nie na minus. Alter Art, który organizuje ten największy festiwal w Polsce jest wciąż synonimem sukcesu, budowy marki od zera, dzisiaj znanej już nie tylko w Polsce, ale też całej Europie. Jak długo jego organizatorzy będą zauważać głosy swoich fanów, a krytykę poczytywać jako troskę, a nie napaść, tak długo festiwal ten ma szanse być odkrywczym dla przyjeżdżających tam ludzi. Jest to również przedsięwzięcie, które w przeciwieństwie do OFF-a, nie wisi na publicznym garnuszku, przynajmniej w takim stopniu.

Czytaj: Kontrowersyjny spot Europejskiej  Stolicy Kultury

OFF Festival jest wprost wspomagany przez budżetowe pieniądze i to wcale niemałe. Z danych ogólnodostępnych w Internecie można dowiedzieć się, że jest to festiwal stale wspomagany z finansów publicznych.

W 2010 r. Śląski Urząd Marszałkowski zakupił do Fundacji Independent (prezesem zarządu jest Anna Izabela Rojek), która organizuje OFF-a “pakiet sponsorski” za 120 tys. zł.; w 2011 – na organizację festiwalu Fundacja otrzymała – 300 tys. zł.; w 2012 roku – również na organizację imprezy – 120 tys. zł., oraz na organizację, reżyserię i realizację części artystycznej – 145 tys. zł; w 2013 roku – na organizację przeznaczono 100 tys. zł. Jednak to nie koniec.

Festiwal wspomagany jest też przez Instytucję Kultury “Miasto Ogrodów” (podlega pod UM Katowice), który kontraktuje artystów występujących podczas festiwalu. I tak, w 2012, oraz 2013 roku płacił m.in. za występ zespołów: Iggy & The Stooges (512 910 zł), Swans (20 000 EUR), Thurston Moore (102 264 zł), Charles Bradley And His Extraordinaires  (15 000 EUR), Battles (30 200 EUR), Metronomy (35 000 EUR), My Bloody Valentine (150 000 EUR), Godspeed You! Black Emperor (55 000 EUR), Deerhunter Music Group (40 000 EUR), The Walkmen (30 000 EUR), The Smashing Pumpkins (50 000 EUR), The Pop Group (20 000 EUR) – co daje już solidną sumkę (na same zespoły)

W 2013 roku, ta sama instytucja, czyli “Miasto Ogrodów” przeznaczyła na OFF Festival, jeszcze wyższą kwotę, bo aż dwóch milionów złotych. – liczby te można znaleźć w “Informacji o wykorzystaniu środków finansowych z budżetu miasta Katowice na poszczególne zadania w okresie od 01.01.2013 r. do 31.12.2013 r.” w dziale “Promocja Kulturalna miasta”.

Dofinansowanie OFF Festival 2013

Trzeba jeszcze koniecznie dodać, że z powyższej informacji wynika, że OFF jest najbardziej dotowanym przedsięwzięciem artystycznym, do którego poziomu finansowania, nikt inny nie miał nawet szansy się zbliżyć.

Zaangażowanie publicznych pieniędzy powoduje, że zmieniają się standardy oceny. Tak, mamy prawo wymagać od “Fundacji Independent” uczciwego traktowania wykonawców, a takim na pewno nie jest organizacja konkursu dla zespołów, które nie otrzymają za to złamanego grosza, oprócz “glorii i chwały” występu na scenie, właśnie tego festiwalu.

Czytaj: Polska promocja artysty. Wydawca bierze 75 procent

Postępowanie organizatorów jest zupełnie niezrozumiałe, zwłaszcza gdy zerkniemy w warunki konkursów muzycznych organizowanych w Polsce, przez np. domy kultury. Wystarczy sięgnąć do kilku pierwszych, by zobaczyć, że organizatorzy zawsze zapewniają coś więcej, niż występ na głównej scenie (dane na podstawie “Fabryka Zespołów”). To: pieniądze (kwoty w okolicy kilku tysięcy złotych), ufundowanie studia nagraniowego, czy jakieś proste nagrody rzeczowe związane z graniem.

Jak na tym tle wygląda OFF Festival? Słabo.

Jednak na zwykłej dyskusji nie powinno się skończyć. Ze względu na zaangażowanie środków publicznych w tę imprezę, katowicki Urząd Miasta, który szeroką garścią je wykłada, powinien bezwzględnie doprowadzić do ucywilizowania zwyczajów tam panujących. Nie można znaleźć żadnego usprawiedliwienia dla tego, co robią organizatorzy. Właśnie tego rodzaju obyczaje powodują, że rynek muzyczny w Polsce wygląda tak, jak wygląda, czyli… nie wygląda.

“Bardzo chcielibyśmy wystąpić na Offie – graliśmy tam w roku 2010, tuż po debiucie. Teraz mamy za sobą trzecią, najlepszą naszą płytę, jednak nie nagraliśmy jej po to, żeby się z kimkolwiek ścigać. Jeśli jedynym warunkiem zagrania w tym roku jest uzbieranie odpowiedniej kwoty, którą rozdzielą między siebie operatorzy telekomunikacyjni i organizator konkursu, oraz zasilenie rodzimego (lub nie) przemysłu paliwowego z własnej kieszeni – wolimy stawić się na festiwalu po drugiej stronie sceny. Z uczestnictwa w konkursie jednak nie rezygnujemy. Prosimy więc raz jeszcze – NIE GŁOSUJCIE NA NAS! Będziemy za to wdzięczni za udostępnianie i głośne szeptanie. Cóż, Arturze Rojku, może na podobnych warunkach zaprosisz się sam?” – głosi odezwa zespołu “We Call It a Sound”.

W ślad za We Call It a Sound” poszedł inny zespół “Szezlong”. Oto ich historia.

Warto odnotować, że 17 lipca 2014 r., Off Festival zareagował na krytykę pozytywnie obiecując, że wyciągnie wnioski z z dyskusji na temat warunków konkursowych dla zespołów grających na tym festiwalu. Trzymamy za słowo, a jednocześnie gratulujemy konstruktywnego podejścia do problemu.

Off Festival

Fot. “We Call It Sound”/fanpage FB

Źródła: BIP “Miasto Ogrodów”

15 Responses to “Arturze Rojku, może zaprosisz się sam?”, czyli dlaczego OFF Festival obniża standardy

  1. “I tak: w 2012 roku płacił m.in. za występ zespołów: ”
    Tu wkradł sie błąd, MBV, GYBE czy Smashing Pumpkins grali rok później.

  2. Marek Lampasiak says:

    My Bloody Valentine otrzymali za koncert 150 000 EUR, czyli 602940 PLN według tego dokumentu: http://esk2016katowice.home.pl/bip/node/297
    Jako dopełnienie tematu polecam również zapoznać się ze stanowiskiem kolejnego zespołu z finałowej 10, który postanowił zbojkotować konkurs:
    http://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/t1.0-9/10420136_950547671627447_4078412243970242657_n.jpg

  3. Ponichtera says:

    Proszę nie powtarzać mitu o tym, że Opener nie jest dofinansowywany. Gdynia wydała w tym roku ok. 4mln na tę “prywatną inicjatywę”
    http://wiadomosci.onet.pl/trojmiasto/4-mln-zl-z-budzetu-gdyni-na-festiwal-open-er/ld889

  4. gotfryd says:

    Niezadowolone zespoły mają trzy wyjścia:
    1. Wybić się, zrobić karierę i kasować za występ 100 000 (tu wstaw walutę)
    2. Założyć fundację, zorganizować festiwal i odnieść sukces
    3. Dalej biadolić jak stara baba

    • halo says:

      1. Jako żywo ucieczka z obozu koncentracyjnego może posłużyć za przykład prawdziwie heroicznego skoku…
      2. Żeby szczać za kogoś innego w tym samym miejscu?
      3. albo stać jak fiut

  5. kkuba says:

    Kto jest autorem tego tekstu? Bo – podobnie jak przy tekście o Open’erze – nie figuruje przy nim żadne nazwisko.

    • Michał Kowalski says:

      Autorem większość tekstów na MiP jest Michał Kowalski (napisane w zakładce “O nas”). Autorem tekstu o Open`erze jest Marcin Maksymilian Bubiński (napisane w tekście na samym końcu). Pozdrowienia.

  6. Kamyk says:

    Organizator myśli, że zespoły walą drzwiami i oknami aby jeszcze dopłacić żeby zagrać an festiwalu? Kiedyś ten festiwal się skończy przez takie traktowanie artystów.

  7. Dexter says:

    “Gdyński festiwal (..) to komercyjne (a nie alternatywne) przedsięwzięcie, gdzie kasa musi się zgadzać” – hahaha, dobre! Pewnie stosunek liczby zespołów “alternatywnych” do tych “popularnych” wyznacza czy festiwal może być przedsięwzięciem komercyjnym czy charytatywnym. Ciekawe które ustawy to tak regulują. Twórca tego serwisu rzeczywiście ma coś wspólnego z prawem?

    “Jest to również przedsięwzięcie, które w przeciwieństwie do OFF-a, nie wisi na publicznym garnuszku, przynajmniej w takim stopniu.” – kolejna głupota, Open’er nie dość, że jest finansowany, to do tego w znacznie większym stopniu.

    Poza tym zdaje się, że zwycięzcy tego konkursu mają zapewniony nocleg, a nie tak jak w tekście jest podane, że nic.

    Niezbyt też rozumiem oburzenie, jak komuś nie pasują zasady, to nie bierze udziału w konkursie. Zresztą konkurs był przeznaczony dla “młodych, debiutujących zespołów”, a tu się zgłasza zespół do najmłodszych nie należący, który już na OFF Festivalu grał kilka lat temu(!), nie czytają regulaminu i się nagle orientują, że nie dostaną wynagrodzenia… no na prawdę, współczucia.

    Co innego, gdyby tak traktowali zaproszone polskie zespoły, ale te dostają wynagrodzenie itp. (chociaż jak dokładnie traktują to nie wiem, pewnie za różowo nie jest).

  8. Filiproland says:

    Patrząc na przytoczone w tekście gaże można dojść do wniosku, że całkiem nieźle sobie radzi ta cała alternatywa, oczywiście zagraniczna. Zastanawiam się czy są równie dobrze opłacani u siebie, czy może traktują koncertowanie w Polsce jako żniwa. Daleki jestem od atakowania samych artystów. Frajerstwem natomiast jest zgadzanie się na wygórowane żądania ich menadżerów. Rojek kumatym człowiekiem jest – wierzę, że zareaguje odpowiednio.

  9. jacek says:

    ten tekst to takie typowe polskie biadolenie. czekam na festiwal autora wpisu. na pewno będzie fantastyczny. a polscy muzycy alternatywni w 99% – nic nie umieją – za nic nikt nie zapłaci. dejcie spokój

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *