Władze Wiednia zlikwidowały podatek nakładany na kluby muzyczne. Generalnie miasta w Europie zaczynają dostrzegać wartości, jakie niesie ze sobą kultura klubowa. Oczywiście nie dotyczy to miast w Polce.

Całkiem niedawno doszło w Austrii do komicznej sytuacji. Muzyk Parov Stelar dostał od austriackiej skarbówki rachunek na 10.000 Euro. Za co? Za to, że ludzie „za bardzo tańczyli” na jego koncercie (sic!).

Wynika to z absurdalnego prawa, które na imprezy taneczne nakłada 15% podatek. Parov Stelar dał w Wiedniu koncert (a koncerty z tego podatku są wyłączone), na którym – na jego nieszczęście – publiczność zbyt dobrze się bawiła.

Czytaj: Ilu polskich artystów gra na polskich festiwalach (i dlaczego tak mało)

Decyzja o tym, czy impreza jest jeszcze koncertem, czy może już potańcówką jest kompletnie arbitralna, a Parov Stelar odczuł tę arbitralność na własnej skórze. Jednak sprawa stała się na tyle nośna, że przypadek ten doprowadził do zmian prawie lokalnym Wiednia.

Władze poszły po rozum do głowy i zmieniły obecne regulacje. Od nowego roku taka niespodzianka nie spotka już żadnego artysty. Otóż władze Wiednia postanowiły zlikwidować kontrowersyjny podatek, w ten sposób kluby nocne będą płaciły tylko taką samą stawkę VAT, co inne instytucje kultury.

To kolejny przykład na to, że muzyka taneczna i kluby zaczęły być postrzegane jako wartościowe dla kultury, a nie tylko jako przejawy nocnej rozrywki.

Ledwie kilka dni temu, kultowy niemiecki klub techno Berghain został uznany przez berliński sąd za miejsce o istotnej wartości kulturowej, w związku z tym obowiązywał go będzie podatek 7% (zamiast dotychczasowego aż 19% podatku).

Można? Można.

Autor: Maciej Rodkiewicz/MiP

Fot. Beau Lebens/Flickr lic. CC BY – NC 2.0

Źródła: ElectronicBeats

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *