Ponad 180 artystów wliczając Taylor Swift, Paula McCartney’a, U2, Katy Perry i Billy’ego Joel’a wysłało otwarty list do kongresmenów Stanów Zjednoczonych o nowelizację DMCA (Digital Millenium Copyright Act) z 1998 roku. Muzycy są coraz bardziej rozgoryczeni obecnym stanem przemysłu muzycznego, który zdaje się uprzywilejowywać wielkie wytwórnie i popularne platformy streamingowe, jednocześnie spychając twórców i wykonawców na drugi plan, jak tanią siłę roboczą.

W liście poruszono takie kwestie jak: nieprzyzwoicie niskie stawki oferowane przez platformy streamingowe; wykorzystywanie tzw. Safe Harbor – „bezpiecznej przystani” odciążającej dostawcę usług internetowych od odpowiedzialności za publikowane przez użytkowników nielicencjonowanych treści; czy niesprawiedliwy podział zysków.

Duże portale informacyjne zwracają uwagę, że w istocie może chodzić o stworzenie korzystnego gruntu pod trwające renegocjacje umów pomiędzy największym dostawcą usług streamingu – YouTube, a trzema gigantami branży muzycznej – Universal Music Group, Sony Entertainment i Warner Music. To YouTube bowiem posiada obecnie największą bazę użytkowników i stanowi główny łącznik pomiędzy artystami i fanami.

Czego dotyczą zarzuty względem YouTube? Pierwszą i najbardziej naglącą kwestią jest wysokość stawek za wyświetlenia. Choć w 2014­ roku YT płaciło 0.002$ za wyświetlenie, w 2015 –  ­tym ta kwota spadła do 0.001$ pomimo faktu, że liczba wyświetleń w 2015­ względem 2014­ r. wzrosła o 132%! Spadek wysokości stawki za pojedynczy stream w konsekwencji sprawił, że obroty rynku muzycznego były o 755 mln $ niższe niż gdyby nadal obowiązywała stawka 0.002$ za wyświetlenie (!!!).

załącznik1

Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem, w którym YouTube odnotowuje wzrost liczby wyświetleń o ponad 100% z 2014 na 2015 r., jednocześnie wypłacając właścicielom praw autorskich 740 mln dolarów wynagrodzenia, co stanowi wzrost rzędu… 15% względem 2014­ r.

Kolejny zarzut skierowany jest w stronę algorytmu anty­pirackiego Content ID, który analizuje treści zamieszczane na YouTube pod kątem ich zbieżności z dziełami objętymi prawami autorskimi, a następnie w przypadku stwierdzenia zgodności wysyła zgłoszenie do właściciela praw autorskich danego dzieła oferując dwie możliwości: usunąć wykorzystujący bezprawnie dzieło film, czy podłączyć go pod kanał użytkownika i generować tym samym zyski z wyświetlanych reklam?

Czytaj: Stawki w streamingu to żenada. Kto pierwszy powie: “Dość!”

Co w tym przypadku nie odpowiada twórcom? Przede wszystkim skuteczność algorytmu. Choć YouTube twierdzi, że ContentID wynajduje 99,7% bezprawnie zamieszczanych treści, inne źródła podają, że rzeczywista skuteczność oscyluje w granicach 50%. Sony w 2015 roku zgłosiło 1,5mld filmów (generujących straty rzędu 7,7 mln $) niewychwyconych przez ContentID.

Co więcej ContentID dostępne jest dla użytkowników spełniających konkretne kryteria, więc jeśli jesteś początkującym artystą, usiłującym dopiero zabłysnąć w Internecie, lecz nie spełniającym kryteriów, to sam musisz wyszukiwać nadużyć swoich kompozycji, co jest fizycznie niemożliwe biorąc pod uwagę skalę zasięgu portalu.

Modernizacja ContentID oraz podniesienie stawek wprawdzie mogłoby odrobinę uspokoić nastroje panujące wśród artystycznej społeczności, lecz nie rozwiązałoby problemu. W ciągu ostatnich kilku lat obserwujemy ogromne zmiany zachodzące na rynku muzycznym. Sprzedaż nośników fizycznych spada – wyjątek stanowią płyty winylowe, które zdają się przeżywać renesans; podobnie ma się sprzedaż albumów w wersji cyfrowej. Konsumenci muzyczni skłaniają się tłumnie ku streamingowi, lecz należy tu zwrócić uwagę na dwoisty charakter streamingu: ten darmowy z reklamami, oraz ten płatny, wolny od reklam. Istnieje poważna obawa, czy streaming w jego obecnej formie będzie zdolny samotnie utrzymać rynek muzyczny w sytuacji, gdy pozostałe źródła zysku zwyczajnie odejdą do lamusa?

Czytaj: Streaming wymyślił Frank Zappa, ale miał być końcem korporacji handlujących muzyką.

I ponownie nasza uwaga skierowana jest w stronę YouTube, jako filaru tej technologii. Reklamy umieszczone przed darmowymi wyświetleniami na YouTube wygenerowały w 2014 roku 295 mln $. W 2015 roku – przypominam o wzroście całkowitej liczby wyświetleń o 132% ­ odnotowano wzrost o 30% do kwoty 385mln $. Wydaje się, jakby to była niemała suma, lecz wystarczy porównać ją z zyskami, jakie przyniosła chociażby sprzedaż wspomnianych płyt winylowych w samych Stanach Zjednoczonych. W 2015 roku sprzedaż czarnych krążków przyniosła rynkowi 416mln $ dochodów, czyli 31mln $ więcej niż reklamy.

Jeśli zaś porównamy tę kwotę z kwotą zarobioną dzięki płatnym subskrypcjom – 1,2mld $ ­uzyskamy różnicę 800mln $. Więcej niż wyświetlenia z reklamami zarabiają również kanały zaklasyfikowane jako „Sound Exchange Distributions” czyli np. radio online, jak Pandora chociażby – 803mln $.

Jakie rozwiązanie widzi YouTube w tym wszystkim? Wprowadzenie płatnej wersji serwisu, czyli YouTube Red. Za niewielką opłatą miesięczną użytkownicy uzyskują dostęp do całej bazy filmów na YouTube bez uciążliwych reklam – co równie dobrze rozwiązuje instalacja wtyczki AdBlock w przeglądarce internetowej – oraz dostęp do materiałów ekskluzywnych.

W tym wypadku jednak YouTube Red nie stanowi konkurencji dla prężnie rozwijających się platform Spotify czy Apple Music zorientowanych wyłącznie na dostarczanie muzyki. Red może raczej konkurować z takimi dostawcami jak Netflix czy Amazon Prime Video, ale daleko mu do pełnoprawnego tytułowania się narzędziem streamingu muzyki.

Mało prawdopodobne, aby dotychczasowi użytkownicy darmowego YouTube – z których znaczna część posiada AdBlock’a – będą skorzy płacić za korzystanie z tego, co i tak już mają. Nie sądzę, by przekonał ich do tego dostęp do ekskluzywnych materiałów.

załącznik5

Artyści zdają sobie sprawę, że ich roszczenia nie spotkają się z rychłymi zmianami, lecz ich celem nie jest odwrócenie rynku muzycznego do góry nogami, a zwrócenie uwagi ustawodawców, mediów oraz opinii publicznej na dotkliwą sytuację, w jakiej obecnie się znajdują twórcy kultury.

W liście czytamy: Piszemy, by wyrazić nasze obawy o zdolność przyszłych pokoleń twórców do zarabiania na życie. Obecnie funkcjonujące prawo zagraża zdolności utrzymywania się autorów piosenek i ich wykonawców z tworzenia muzyki. Aspirujący twórcy nie powinni musieć decydować pomiędzy robieniem muzyki, a zarabianiem na życie. Prosimy, chrońcie ich.

Sporządzona niemal dwadzieścia lat temu ustawa DMCA nie spełnia wymogów prężnie rozwijającego się rynku. To, co miało wspierać rozwój usługodawców internetowych – w tym YouTube, Facebook, SoundCloud, czy Twitter – działa obecnie na szkodę artystów. Młody człowiek pragnący realizować się muzycznie w dzisiejszych czasach staje przed okrutnym wyborem pomiędzy pasją, a potrzebą zarabiania na życie. A przecież tego tortu starczy dla wszystkich.

Autor: Michał Maciejewski/MiP

Źródło: FastCompany, Techcrunch, The Verge

Fot. Carl Collins, lic. CC BY-NC 2.0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *