Cover to zagadnienie niezwykle proste, co równie skomplikowane, a to dlatego, że tak naprawdę współczesne przepisy prawa autorskiego nie odpowiadają cyfrowej rzeczywistości. Albo raczej, życie swoje, a przepisy swoje. W Polsce to nic nowego.

 W swojej czystej niezmienionej formie cover to po prostu wykonanie cudzego utworu, zazwyczaj w sposób taki, jak pan Bóg przykazał, czyli: „Lecimy chłopaki z wykopem”. Bandów grających utwory innych bandów jest na pęczki. Przykładowo, w Polsce niegdyś grywał taki zespół pod nazwą „Żuki”, który grał tylko i wyłącznie numery The Beatles.

Z ciekawszych rzeczy, gdybyście zetknęli się na plakacie z nazwą Rage Against The Machine, nie musi to oznaczać, że macie szansę trafić na koncert tego legendarnego bandu. Być może w waszym mieście zagra tak naprawdę jeden z licznych składów naśladujących rewolucjonistów z Ameryki.

Granie coverów publicznie /czyli ich rozpowszechnianie/ oznacza wykonywanie dzieła, którego autorem jest inny twórca. W związku z powyższym zespół grający cover jest zobowiązany do wynagrodzenia twórcy utworu pierwotnego. Ze względu na obiektywne trudności jakie można mieć ze znalezieniem tego twórcy, albo z dotarciem do niego /np. z przywołanym już RATM/, wymyślono sprytną konwencję ułatwiającą wszystkim życie.

Wystarczy wykupić odpowiednią licencję w organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi /ZAiKS/, o ile organizacja ta ma w swoim katalogu rzeczonego artystę /reprezentuje jego prawa/.

Nie oznacza to jednak, że jego członkowie muszą natychmiast biec do pierwszego lepszego oddziału ZAiKS po taką licencję. Początki kariery bywają trudne i kosztowne, oszczędzać trzeba gdzie się da.

Rozróżnijmy trzy sytuacje:

1. Gramy cover na próbach – Licencja? Utwór nie jest publicznie odtwarzany, a w związku z czym można go grać, dzień i noc, bez żadnego specjalnego pozwolenia

2. Gramy cover na koncercie – W tej sytuacji cover jest publicznie odtwarzany w związku z czym jesteśmy zobowiązani do opłacenia stosownej licencji w ZAiKS. Często taką, stosowną umowę posiadają same kluby, bądź organizatorzy koncertu. Wystarczy więc w tej sytuacji podpisać odpowiednią umowę z klubem i całość obowiązków związanych z wykonaniem coveru podczas koncertu zostaje wykonana.

3. Wydajemy cover na płycie – Niezbędna  licencja wykupiona w ZAiKS.

Generalnie – można spać spokojnie, pamiętając jeszcze o art. 16 pktb.3 prawa autorskiego, który mówi, że autor ma prawo do „nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania”. Oznacza to nie mniej, nie więcej, tylko to, że w przypadku coveru nie można w nim zrobić wszystkiego, na co twórcy mają ochotę. Z zasady więc wszelkie przeróbki dopuszczające wulgarne potraktowanie oryginału, umieszczenie go w niewłaściwym kontekście może spowodować reakcję autora, który będzie miał pełne prawo do zakwestionowania określonej formy wykonania jego dzieła. Czy zatem Donatan mógłby się oburzyć na parodię jego numeru “My Słowianie”?

Jednak to dopiero początek problemu. Co w sytuacji, gdy wykonany cover będzie miał w sobie taką dawkę elementów nowych, twórczych, że w pewien, wyraźny sposób odróżni się od oryginału? Inaczej mówiąc, nowa interpretacja będzie na tyle wyraźna, oraz inna, że powstaje coś więcej niż zwykły cover.

W ten sposób dochodzimy do pojęcia opracowania, które reguluje art. 2. pkt.1 prawa autorskiego.

Art. 2. pkt.1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.

“Coś więcej niż zwykły cover”, czyli opracowanie to olbrzymi worek, w którym możemy dziś umieścić szereg nowoczesnych technik związanych z muzyką takich jak mush-up, re-edit, remix, turntublizm, sampling itp. itp., albo np. to, co np. na polskim rynku robi CeZik.

Weźmy pod uwagę np. jego opracowanie znanej piosenki Hey “[sic!]”.

Jak łatwo można zauważyć, w porównaniu do oryginału, w dziele CeZika znajduje się tyle nowych elementów /przede wszystkim z ”instrumentów” zmieniające nieco harmonię oryginału/, że nie mamy do czynienia ze zwykłym coverem, lecz z coverem „twórczym”. Jak je odróżnić?

„Przy opracowaniu mamy do czynienia z recepcją treści, a zazwyczaj i formy cudzego dzieła, przy czym eksploatacja cudzego dzieła ma na celu rozszerzenie form zakomunikowania poza formę macierzystą (…)” co może stać się poprzez „uwypuklenie piękna dzieła muzycznego przez zaopatrzenie jego pierwotnej prostej wersji melodycznej w bogatą ornamentykę” – pisze Janusz Barta w artykule o plagiacie muzycznym / Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace z wynalazczości i ochrony własności intelektualnej, 17:41–71, 1978/

W praktyce, współczesne środki techniczne dają kompozytorom olbrzymie możliwości. Do opracowania może bowiem prowadzić m. in. zmiana długości utworu, zmiana jego niektórych elementów harmonicznych, bądź rytmicznych, rozwinięcie jego niektórych partii z pominięciem pierwotnych, czy wprowadzenie swoich własnych, nowych, albo zagranie piosenki w innej tonacji /kto słyszał przeróbkę “Cafornication” tylko w dur?/.

W jedynym z najbardziej istotnych orzeczeń dotyczących elementu własnej twórczości, który jest niezbędny, by cover uznać za opracowanie, a tym samym uznać go za odrębne dzieło chronione prawem autorskim, co oznacza, że przysługiwać nam będą do niego autorskie prawa majątkowe, oraz osobiste – Sąd Najwyższy uznał, że „o powstaniu prawa autorskiego nie decyduje stopień wartości opracowanego dzieła, gdyż nawet niewielkie opracowania mogą stanowić przedmiot ochrony autorskiej, byleby cechował je element twórczości autora” /Wyrok SN 25 stycznia 2006 roku, I CK 281/05/.

Problem z coverem – opracowaniem zaczyna się w momencie, gdy dojdziemy do art.2. pkt. 2 prawa autorskiego, w którym czytamy, że „Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły”.

Zatem, by rozpowszechniać taki cover, należałby posiadać bezpośrednie zezwolenie od twórcy utworu pierwotnego, ponieważ takiego zezwolenia nie mogą udzielać ozz-y /nie decydują o prawach zależnych/. Bądź też od podmiotu, który posiada licencję obejmującą prawa zależne /np. wytwórnia/.

Różnica między jednym, a drugim jest dość istotna. Cover – opracowanie to zupełnie nowe dzieło, więc jego współtwórca staje się autorem, przysługują mu tantiemy autorskie, a nie jedyne wykonawcze. By jednak mógł było go rozpowszechniać – musi wyrazić na to zgodę – autor utworu pierwotnego. Wcale  nie musi tego robić.

Tyle przepisy. Rzeczywistość jest nieco inna. W tekście Aleksandry Sewerynik „Kuchnia Cover, czyli CeZik też ma swoje prawa” /”Rzeczpospolita”, 13.10. 2013/ wyczytałem, że polski ZAiKS sprawę postanowił potraktować łopatologicznie, z góry uznając, że wszystko co robi CeZik nie jest twórczym opracowaniem, lecz zwykłym coverem, w związku z czym jest on zwykłym wykonawcą, ale nie twórcą.

Uproszczenie tej sytuacji ma swoje plusy. Stwarzając taki precedens, bo przecież ustawa o prawie autorskim wyraźnie określa co jest opracowaniem, a co nie jest, CeZik teoretycznie, mrugając do wszystkich oczkiem mówi: „Tak, jestem wykonawcą”. W tej sytuacji nie musi przede wszystkim zgodnie z art.2. pkt. 2 prawa autorskiego występować o zgodę na rozpowszechnianie coveru do twórcy pierwotnego. Wystarczy mu licencja wykupiona w ZAiKS-ie, który również mruga oczkiem udając, że w Polsce nie powstają twórcze opracowania będące czymś więcej niż li tylko coverami.

Pytanie tylko, czy organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi powinna decydować o interpretacji przepisów prawa autorskiego? A może tak właśnie wygląda rzeczywistość. Może prawo autorskie już dawno utraciło swoją moc na rzecz rynkowych graczy interpretujących je podług własnych, aktualnych potrzeb?

3 Responses to Cover, CeZik, ZAiKS i reszta. Nie ma lekko

  1. Chciałabym tylko zwrócić uwagę, że nie napisałam, że ZAiKS tak traktuje CeZika. Pisałam ogólnie o tym, że cover to nie zawsze tylko wykonanie cudzej piosenki, oraz że praktyka ZAiKSu, polegająca na traktowaniu instrumentacji i aranżacji jako działań nie twórczych tylko technicznych, nie jest prawidłowa. Napisałam “w praktyce ZAiKS wyraża dość jasne zdanie na temat przeróbek utworów polegających na ich nowej instrumentacji lub aranżacji. Nie są to, zdaniem ZAiKSu, opracowania utworów w rozumieniu prawa autorskiego”. Skrót artykułu na moim blogu – zapraszam! 🙂 http://prawomuzyki.sewerynik.pl/2013/10/21/cover-a-prawa-autorskie/.
    A źródłem tej wiedzy jest mi.in. słowniczek ZAiKSu, hasła “instrumentacja”, “aranżacja” – http://zaiks.org.pl/60,176,slowniczek_pojec oraz co ważniejsze Regulamin Repartycji ZAiKS.

    Pozdrawiam serdecznie!

  2. michal says:

    Z braku reakcji CeZika na moją prośbę o wywiad w temacie praw autorskich sądzę, że zapewne Regulamin jest w 100 procentach wcielany w życie. Pozdrawiam 🙂

  3. michal says:

    Cezikowi zwracam honor. Odezwał się. Być może dostaniemy oficjalną odpowiedź w temacie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *