Nikt dziś nie kwestionuje roli DJ`a w przemyśle muzycznym, choć zdarzają się jeszcze tacy, którzy są w stanie deprecjonować jego pozycję. Ciekawe jednak, że od czasu wkroczenia szturmem na parkiety, w połowie lat .80, DJ-om, jako tako nikt nie dziękuje za wykonaną robotę. Jedyne czego od nich się żąda to pieniądze.

Pamiętacie narodziny współczesnego DJ`a? Jak to określił w genialnym filmie „24 Hour Party People” Tony Wilson, właściciel kultowego klubu „Hacienda Wilson” w Manchesterze, gdzie narodził się rave – DJ stał się prawdziwym nowym medium zdolnego przyciągnąć publiczność bez konieczności kontraktowania całych grupy muzyków.  To była epokowa zmiana /jak zwykle towarzyszyły temu olbrzymie ilości narkotyków co też jest symptomatyczne dla ludzkości/.

Zresztą, jeżeli komuś zdarzyło się nie widzieć tego filmu, to powinien nadrobić zaległości przy najbliższej okazji. To niezwykle ciekawy obraz traktujący o narodzinach punk – rocka, innej twarzy Iana Curtisa z Joy Division, powstania New Order, szaleństwach Happy Mondays, oraz wszystkich innych dziwnościach, jakie mogły się wydarzyć na brytyjskiej scenie elektronicznej lat .80.

Sceny już nie ma, ale jej spadek jest znaczący. DJ to faktycznie medium zdolne przyciągać tłumy. Zanim jednak ściągnie te tłumy pojawiają się problemy formalno – prawne. W Polsce to nie nowość.

Wczoraj pisałem o tym, że tak naprawdę DJ, by nie mieć problemu względem posiadanych kopii cyfrowych utworów, jakie zamierza grać na imprezie powinien tak naprawdę powrócić do winyli 🙂 Granie z winyli nie oznacza obowiązku posiadania licencji ZPAV na zwielokrotnienie legalnie zakupionych nośników. Zakładam oczywiście, że wszystkie nabyte nośniki /winyle, bądź, jak się zdarza czasami – płyty cd/ są nośnikami nabytymi legalnie.

To jednak nie koniec.

Za imprezę płatną, publiczną, podczas której muzyka odtwarzana jest publicznie – i za to ktoś również powinien zapłacić. Nie ma tu znaczenia, że DJ, jako taki pełni nieocenioną role w popularyzacji muzyki. Za to już niestety, ale artysta mu nie płaci. Często też pojawiający się wśród DJ`ów zaskoczenie: „Zaraz, zaraz, ale ja go przecież promuję” – nie ma żadnego znaczenia dla opłaty tantiem należnych organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Można więc dojść do wniosku, że obecny model prawa autorskiego chroni tylko tych, którzy przypadkowo zostali nim objęci w momencie, gdy powstawały jego fundamenty /czyli w 1886 roku/. Dj-ów jako takich w szwajcarskim Bernie, gdzie uchwalana Konwencję Berneńską nie zauważono, w związku z tym do dzisiaj nie mają uregulowanej pozycji w systemie pr. aut. Teoretyczne rozważania o twórczej roli DJ`a tworzącego odpowiednim doborem piosenek prawdzie perełki, czyli w myśl pr. aut. – opracowania, z punktu widzenia praktyki oznaczają tylko tyle, że nigdy nie skapnie mu nawet grosik z tantiemów autorskich, choć kwestia ta byłaby warta zastanowienia.

Póki co, musi spełnić podstawowy obowiązek związany z imprezą publiczną, czyli opłacić tantiemy w organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Za imprezę musi zapłacić DJ, bądź właściciel lokalu, w którym impreza się odbywa. Innej możliwości nie ma. W przypadku gdy odpowiednią umowę licencyjną posiada właściciel lokalu, dj zawiera z nim umowę na wykonanie dzieła /umowa o dzieło/, w której również określa się, która ze stron opłaca licencje /w przypadku gdy okaże się, że właściciel lokalu mimo zapewnień o posiadaniu takiej licencji, jednak jej nie miał, właściwie podpisana umowa wyłącza DJ-a z odpowiedzialności za bezumowne odtworzenie/.

Przy okazji, pomocny wyrok Sądu Najwyższego – Izba Karna z dnia 5 marca 2002 r. II KKN 341/99: Na naruszenie autorskich praw osobistych nie może się powoływać autor utworu zmiksowanego, jeżeli zmiksowanie tego utworu odbyło się w miejscu do tego przeznaczonym (np. dyskoteka, klub), którego właściciel lub osoba wykonująca prawo własności miała ważną umowę licencyjną na publiczne wykonywanie utworów. Do takiego naruszenia dochodzi w przypadku braku takiej umowy licencyjnej lub publikacji zmiksowanych przez disc jockeya utworów.

W doktrynie dość ciekawy problem dotyczy również ciężaru odpowiedzialności za bezumowne odtworzenie. Generalnie według różnych stanowisk odpowiada za to zarówno właściciel lokalu, jak i DJ Po pierwsze – naruszenie praw autorskich nie zwalnia od odpowiedzialności nikogo kto je narusza. Po drugie już w wyroku SN z 7 października 1931 r. /OSP 1931, z.10, poz. 469/ stwierdzono iż: „właściciel przedsiębiorstwa gastronomicznego, w którego lokalu koncertująca orkiestra dopuszcza się naruszenia praw autorskich, odpowiada kompozytorowi solidarnie z członkami orkiestry za wszelką szkodę naruszeniem praw autorskich zrządzoną”. Stąd też niezwykle istotne dla DJ-a jest zawarcie odpowiedniej umowy z właścicielem lokalu, ponieważ w zasadzie, jak napisałem powyżej – wyłącza to odpowiedzialność DJ-a za bezumowne odtworzenie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *