Nie miejcie złudzeń. Wbrew temu co mówi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prawo autorskie w najbliższym czasie na pewno się nie zmieni, a jego gruntowna reforma być może nigdy nie będzie miała miejsca. Z obserwacji rynku można wysnuć zupełnie inny wniosek – działania wobec piractwa będą jeszcze ostrzejsze, ale użytkownicy będą mieli do dyspozycji coraz więcej legalnych i tanich źródeł, skąd będą mogli czerpać treści.

Minister może mówić różne rzeczy, jak np. zrobił to Andrzej Wyrobiec, podsekretarz stanu w MKIDN na łamach “Dziennika Internautów”, a który zapowiedział prace nad zmianą zakresu “dozwolonego użytku” w Internecie.

Będziemy także się zastanawiać, czy i w jakich obszarach należy poszerzyć zakres dozwolonego użytku, w szczególności w internecie. Należy jednak podkreślić, że dozwolony użytek nie powinien zastępować rozwiązań opartych na licencjach, lecz zezwalać na korzystanie bez licencji w tych przypadkach, w których mechanizmy rynkowe są nieadekwatne przede wszystkim w przypadku działań o charakterze niekomercyjnym. Nie powinny być też wprowadzane żadne „otwarte” wyjątki na wzór amerykańskiego mechanizmu „fair use”, które mogą jedynie pogłębić niepewność prawną. Wówczas zakres dozwolonego użytku byłby określany za każdym razem de facto przez sądy, które mają duże problemy z utrzymaniem jednolitości orzecznictwa. Zakres tego, co legalnie i bez zezwolenia uprawnionych może robić obywatel korzystający z utworów, nie może być przecież różny w zależności od regionu, w którym orzeka dany sąd” – powiedział minister w wywiadzie.

Czytaj: Dozwolony użytek w sieci torrent. Czy to jest w ogóle możliwe?

Można byłoby wysnuć wniosek, że coś w tej sprawie się ruszy, bo przecież prawo autorskie w swoich fundamentach wciąż opiera się na rozwiązaniach z końca XIX wieku, a jakby nie patrzeć coś w międzyczasie się jednak zmieniło. Jednak w kwestii dozwolonego użytku i jego sprecyzowania, bądź rozszerzenia w sferze Internetu nic się nie zmieni.

Przypomnijmy, że dwa lata temu, o czym już pisaliśmy kilkukrotnie, PSL złożył projekt zmiany ustawy prawo autorskie, która to zmiana dotyczyła właśnie dozwolonego użytku. Po proponowanej zmianie, art. 23 prawa autorskiego (który dotyczy właśnie dozwolonego użytku) miałby brzmieć następująco:

 “Zakres dozwolonego użytku obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego, zarówno bezpośredniego, jak i pośredniego, istniejącego pomiędzy osobami w ramach ich kontaktów przy użyciu środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu ustawy z 19.07.2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U.Nr. 144, poz. 1024 ze zm.)”.

Proponowana zmiana została jednak negatywnie oceniona w zasadzie na każdym etapie jej opiniowania, łącznie ze stwierdzeniem, że jest niezgodna z Konstytucją RP. Zdaniem legislatorów zmiana mogłaby “legitymizować akty niezgodnego z prawem korzystania z utworów, które występują obecnie na szeroką skalę”.

Stąd też za każdym razem, gdy ktokolwiek będzie mówił o zmianach w prawie i rozszerzeniu dozwolonego użytku, warto pamiętać o tym, że taka próba w polskim prawie miała miejsce, działo się to zupełnie niedawno i zakończyło się kompletną, totalną, absolutną porażką. Trudno więc przypuszczać, by ktokolwiek w najbliższym czasie zdecydował się na podobny ruch. Zwłaszcza, ze w międzyczasie zapadł wyrok ACI Adam BV i inni przeciwko Stichting de Thuiskopie, który potwierdził rozgraniczenie w dozwolonym użytku na treści legalne (dopuszczalne w tej konstrukcji) i nielegalnie (niedopuszczalne dla tej konstrukcji).

Niestety, ale obserwacja rynku raczej zmierza do tego, że w samym prawie nic się nie zmieni. Pozostanie ono restrykcyjne i niedoprecyzowane tak, jak do tej pory, ponieważ jest to wygodne dla podmiotów, które czerpią z niego zyski. Trzeba mieć świadomość, że branża kreatywna w najbliższych latach będzie jeszcze rosnąć w siłę, a monopol autorski jest dla niej wyjątkowo wygodny i skuteczny.

Zresztą, gdy spojrzymy na ostatnie wydarzenia legislacyjne w tej sferze (przedłużenie w 2011 roku okresu ochrony praw autorskich w UE do 70 lat), dojdziemy do wniosku, że kto inny rozdaje karty na tym stole. Być może to fatalna konstatacja, ale by wiedzieć co będzie się działo w prawie autorskim w najbliższych latach, wystarczy uważnie obserwować sam rynek związany z treściami, a nie to co mówią urzędnicy

Tu kierunek jest aż nadto widoczny – wszystkie serwisy pod naciskiem koncernów wprowadzają “ślepe” systemy ochrony praw treści (bo wykluczają legalne instytucje dozwolonego użytku). You Tube ma Content ID, Vimeo ma swój Copyright Match, SoundCloud ma swoje narzędzia, niedawno podobny system wprowadził Twitch.tv.

Czytaj: ZAiKS opublikował sprawozdanie za 2013 rok. Koszty obsługi tantiem, aż 16,9 proc.

Wszystkie powyższe serwisy muszą żyć w zgodzie z prawem autorskim, gdyż w przeciwnym razie grożą im długotrwałe procesy, które mogą zakończyć się wysokimi odszkodowaniami. Stąd też SoundCloud nawet udostępnia koncernom możliwość przeczesywania swoich zasobów pod kątem legalności treści wrzuconych przez użytkowników, co wywołało niemały skandal. Jednak z tej ścieżki już raczej nikt nie zawróci.

Fakty są takie, że w cieniu dyskusji nad prawem autorskim, np. konsultacji społecznych dotyczących tego tematu ogłoszonych przez Komisję Europejską, trwa olbrzymia zmiana w zachowaniu koncernów, które dążą do absolutnej kontroli treści oferowanych przez największe serwisy na świecie. To zupełnie nowa polityka. Nikt nie walczy z SoundCloudem  na drodze sądowej (chociaż pewnie byłby ku temu podstawy), ten serwis zostanie po prostu wykupiony.

Jedyny plus tej sytuacji to coraz szersze udostępnianie tanich i legalnych treści. Można śmiało zaryzykować tezę, że przyczyniło się do tego piractwo. Koncerny w końcu zauważyły, że z tym nie da się walczyć, a zdecydowanie łatwiej jest monetyzować treści – nawet najbardziej oporny na zmiany przemysł filmowy, coraz częściej decyduje się łączyć dystrybucję filmów w sieci razem z premierami w kinach.

Stąd też inne zdanie wiceministra z cytowanego wyżej wywiadu: – Jestem zdania, że wszelkim działaniom zmierzającym do skutecznego wyeliminowania naruszeń prawa autorskiego musi towarzyszyć budowa bogatej i szeroko dostępnej legalnej oferty treści w internecie – można uznać za prawdziwy obraz tego co będzie działo się w świecie praw autorskich.

Jednak daleko tu od ogłaszania jakiegokolwiek zwycięstwa (dostępność treści i ich legalność), gdyż we wszystkich powyższych kwestiach, ciągle brakuje mi troski o samego artystę. Rynek został podzielone na trzech graczy – monopole wydawnicze, użytkowników i organizacje zbiorowego zarządzania. Każda z nich dba raczej o własne interesy zapominając o tym, że to własnie twórca dostarcza wszystkim pokarm do pożywienia, choć na jego talerzu, dobrego jedzenia jest coraz mniej.

Źródła: “Dozwolony użytek w sieci będzie rozszerzony? Wywiad z wiceministrem kultury”, Dziennik Internautów, 13.08.2014 r.

Fot. The Library of Congress

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *