Tym razem ofiarą niejasnych granic dozwolonego użytku padł amerykański bloger TotalBiscuit – niezwykle popularny recenzent gier video /milion subskrybentów na You Tube/. TotalBiscuit wręcz zmiażdżył jedną z gier komputerowych producenta Wild Games Studio, oczywiście wykorzystując jej fragmenty w recenzji. Wild Games Studio recenzję… zablokował.

Można byłoby się długo zastanawiać nad podstawami prawnymi decyzji YouTube, bo przecież Wild Games Studio nie monitował pisemnie TotalBiscuitsa, tylko doprowadził do zablokowania recenzji narzędziami, które dostępne są dla każdego użytkownika w serwisie.

Gdyby sprawa wydarzyła się w Polsce -> TotalBiscuit miałby pełne prawo do wykorzystania fragmentów gry do swojej recenzji, na podstawie art. 29.1 pr. aut., który mówi, że: “Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.”

Prawo cytatu to zezwolenie ustawodawcy na wyłom w monopolu autorskim twórcy. Prawo cytatu ma charakter węższy w stosunku do dozwolonego użytku, ale mieści się w tymże dozwolonym użytku, jako zbiorze szerszym. Stąd oczywiste jest, że recenzja rządząc się określonymi prawami /prawami gatunku twórczości/ musi korzystać z dzieła recenzowanego /bez zezwolenia twórcy/, gdyż w innym przypadku, nie miałaby w ogóle racji istnienia. No może przesadzam. Na pewno byłaby dużo uboższa.

Jednak  TotalBiscuit nie funkcjonuje w Polsce, a narzędzia w YouTube, w porównaniu do wielowymiarowości pr. aut. w świecie cyfrowym przypominają zwykły, dwuczęściowy cep. Wali często na oślep, nie patrząc nawet o co chodzi. Teoretycznie można jednak tę sprawę rozważać dalej.

Na automatyzm działań YouTube`a trudno narzekać. Jego wewnętrzne narzędzia opierają się na obowiązującym prawie autorskim, które w swoich przepisach użytkownika/konsumenta stawia na ostatnim miejscu, podczas gdy we współczesnym świecie właśnie ten użytkownik pełni rolę chyba najważniejszą. Zwrócił na to uwagę m.in. prof. Ryszard Markiewicz w art. “Internet i prawo autorskie – wykaz problemów i propozycje ich rozwiązań” / “Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagielońskiego. Prace z prawa własności intelektualnej”. Zeszyt 3 (121) 2013/, w którym czytamy:

“Istotnym źródłem zła jest obecny kształt tzw. testu trójstopniowego. Przypomnijmy, że ten pozornie niewinnie sformułowany, test stanowi, iż “dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu, lub godzić w słuszne interesy twórcy”. Jego stosowanie może prowadzić do zakwestiowania każdej licencji ustawowej, przy czym zauważmy, że jest sformułowany jednostronnie – z pominięciem interesów użytkowników, czy też szerzej – interesów społecznych.”

Zdaniem prof. Markiewicza jest jednak tylko postulatem, który na szczęście jest formułowany w sposób coraz bardziej wyraźny. Chodzi o taką zmianę prawa autorskiego, które uwzględniałoby użytkowników w kształtowaniu kultury.

“Radykalnym rozwiązaniem – czytamy dalej w art. prof. Markiewicza – byłoby zmodyfikowanie tego testu – zgodnie z sugestią prof. Reto Hility w European Copyright Code – przez nakaz uwzględniania uzasadnionych interesów stron trzecich (a więc użytkowników końcowych i service providerów), ale równocześnie – i w tym należy dopatrywać się rewolucyjnego charakteru tego rozwiązania – ograniczenie jego stosowania tylko do przypadków podobnych do “skodyfikowanych” w dyrektywie internetowej (i odpowiednio w prawie krajowym).”

Co się wydarzy czas pokaże. Na razie blogerzy tacy jak TotalBiscuit muszą liczyć się z reakcją firm, których dzieła stawiają w nieodpowiednim świetle.

Inną sprawą jest, że sama firma zachowała się tak, jakby kompletnie nie znała mechanizmów rzadzących siecią internetową:

– wystarczyło kilka zdań blogera na Twitterze, by sprawa stała się znana, pomimo blokady gry

– na firmę posypały się gromy internautów

– ostatecznie ocena gry wynosi obecnie 1 na 10 pkt, i jest chyba najsłabiej sprzedającą się grą w historii Wild Games Studio

Zatem – Czy warto walczyć z recenzjami przy pomocy prawa autorskiego?

Na sam koniec dodam, że grę “Day One: Garry’s Incident” – udostępniła blogerowi sama firma, dając mu wszystkie potrzebne kody na Steamie 🙂

Wszystkich recenzentów/użytowników/konsumentów/twórców serdecznie pozdrawiam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *