Jadąc autobusem przyglądam się grupce nastolatków, jak z wyrazem pogardy wobec wydawałoby się wszystkiego kiwają głowami do słabego rapu puszczanego z głośniczka bluetooth. Obserwując ich rozmyślam o Alfredzie Noblu. O tym, jak stworzona przez niego technologia wykorzystywana jest na całym świecie przez niewyedukowanych ludzi do siania mordu i zniszczenia. Ot, takie to już dzieje ludzkości. Czemu dobre wynalazki służą złym rzeczom?

Nie jestem przeciwnikiem postępu technologicznego, o nie! Jestem jego wielkim entuzjastą! Jednak, nie mogę się opędzić od myśli, że kiedyś fotografia była czymś wyjątkowym, ponieważ aparat posiadali wyłącznie ludzie, którym zależało na jego posiadaniu do tego stopnia, że zdolni byli zapłacić za niego cenę używanego samochodu. Muzyki słuchało się z gramofonów, a nośniki traktowano z wielkim szacunkiem i dbałością. Wiedzę pozyskiwało się z książek, których przeszukiwanie wymagało czasu, dyscypliny i determinacji.

„W rękach nieśli małe płaskie przedmioty, zimny blask rozświetlał ich twarze, każdy niósł własny kaganek ciemnoty, w imię postępu i marzeń”

Obecnie wszystko to załatwia posiadanie smartfona. Powiadają, że lenistwo królową wynalazków i rzeczywiście jest w tym dużo prawdy. Niestety doszliśmy do tego etapu, w którym wynalazki nie tyle ułatwiają nam rozwiązywanie różnorodnych problemów co… rozwiązują je za nas.

Czytaj: Jak dbać o artystę w cyfrowych czasach. Przewodnik

Nadeszło lato, a wraz z nim nadeszła pora festiwali, koncertów i wszelkich wydarzeń artystycznych. Postanowiłem napisać, co w 2016 roku podczas tych okoliczności będzie nas najbardziej… wkurzać!

1. Nagrywanie filmików

Jak już wspomniałem, aparat czy też kamera utraciły swą elitarność ze względu na postęp technologiczny i obecnie te narzędzia zawiera każdy smartfon. To zaś sprawia, że podczas imprez masowych nad głowami tłumu możemy zobaczyć taki oto widok:

videoing-large-sections-of-the-show

Jestem w stanie zrozumieć chęć uchwycenia niepowtarzalnej chwili na filmie. Sam nieraz to robię. Czego nie jestem w stanie zrozumieć, to chęci uchwycenia całego koncertu na filmie! Stanie taki ze swoim smartfonem w górze i uparcie będzie dokumentował całe wydarzenie. Zapytany później „Jak tam koncert?” odpowie „Pieprzeni amatorzy, wszystko zasłaniali swoimi smartfonami i nie udało mi się go dobrze nagrać!”

2. Selfie

Kolejna obok nagrywania moda, która zdominowała koncerty. Samo nagranie danego wydarzenia nie służy za dostateczny dowód naszej tam obecności, więc… musimy zrobić jeszcze zdjęcie uwzględniające własną facjatę. I znowu smartfon idzie w górę, delikwent obraca się tyłem do sceny – a co jeśli w tym momencie dochodzi do energetycznego apogeum i artysta rozrywa  swoją duszę na scenie? Raz, że właśnie cię to ominęło; dwa, że jest to wyraz braku szacunku wobec performera – a następnie stroi miny i strzela zdjęcia. Nie jedno, nie dwa, a cały tuzin: to z prawej, to z lewej, pod różnymi kątami, z uśmiechem, z językiem, marszcząc czoło… parada próżności.

3. Gadanie

W końcu nie po to udaje się w miejsce publiczne, by siedzieć cicho i w tej ciszy kontemplować sztukę. Na pewno wszystkich dookoła bardzo interesuje moje zdanie, więc grzechem byłoby się nim nie podzielić. A że światło nie takie; a że widziałem już lepszy performance; a że ostatnio wróciłem z urlopu i tam gdzie byłem jest sto razy lepiej niż tu…

Ciekawostka: im droższy bilet na wydarzenie, tym większe prawdopodobieństwo spotkania tego typu osób.

Czytaj: Koniec z nagrywaniem koncertów. Apple znalazł na to sposób.

4. Za cichy sprzęt nagłaśniający

Istotą słuchania muzyki na żywo jest, aby stanowiła wyzwanie dla naszych bębenków słuchowych. Może nie jest to najzdrowsza dla słuchu praktyka, ale twoje uszy są w stanie raz na jakiś czas znieść fale dźwiękowe o natężeniu wprawiającym każdy twój mięsień, kość i trzewia w wibrację. Nie ma nic bardziej rozczarowującego od przyjścia na koncert, gdzie dźwięki robionych selfie i wyrażanych (jakże istotnych!) opinii uczestników zagłuszają muzykę.

5. Za głośny sprzęt nagłaśniający

Loudspeaker

Przeciwwaga do poprzedniego punktu: zdarza się czasem, że znajdziemy się w pomieszczeniu, gdzie nadpobudliwy akustycy rozprowadzili za dużo na za małej powierzchni, co prowadzi do doświadczania muzyki, jakby wewnątrz “malucha” rozległa się syrena przeciwlotnicza. Ciśnienie rozsadza głowę; oczy chcą wyskoczyć z oczodołów; nawet zasłonięcie uszu nie pomaga. Wybiegasz więc z tej akustycznej pułapki i cisza na zewnątrz działa, jakbyś dostał obuchem po głowie. Potem natomiast doprowadzasz do szewskiej pasji swoich przyjaciół i bliskich ciągłym „Co proszę? Możesz powtórzyć?”

6. Toalety

Jezusie Nazareński, nie ma słów by to opisać. Ten element imprez masowych zasługuje, by poświęcić mu cały jeden numer magazynu National Geographic. To jak Panorama Racławicka w wersji South Park; jak brama do najbardziej plugawych czeluści piekielnych; jak obrazy Pollocka malowane skurczami dwunastnicy; jakby kogoś właśnie chciało wessać i musiał walczyć na śmierć i życie…

toalety_festiwal

…łapiecie o co biega.

7. Ludzie nieprzeciętnie wysocy

Nie chcę nikogo dyskryminować, ale powinny być jakieś zasady, np. strefy wg wzrostu – im niżsi tym bliżej sceny. Płacisz pieniądze, żeby zobaczyć show, a jedyne co widzisz to plecy jakiegoś dryblasa. Do tego trzyma smartfona jeszcze wyżej niż pozostali i ciągle komentuje… OMG!

8. Sceny nieprzeciętnie niskie

Wchodzisz na salę, gdzie odbywa się koncert i niby wszystko się zgadza: muzyka gra, ludzi tłum, smartfony w powietrzu… tylko gdzie jest zespół? Przeciskasz się możliwie najbliżej sceny i widzisz czupryny skąpane w świetle reflektorów. Podchodzisz jeszcze bliżej i dopiero wtedy dostrzegasz, że scenę stanowią europalety zbite płytami OSB a różnica poziomów między sceną, a podłogą wynosi 20 centymetrów.

Czytaj: Kwasik, kodeina, emka i jointy. Jakie narkotyki królują na festiwalach.

Z pewnych względów tak niskie sceny mają swoje plusy: zaciera się granica pomiędzy wykonawcą, a publicznością; w przypadku utraty równowagi przez artystę upadek raczej nie grozi wielomilionowym odszkodowaniem na skutek trwałego uszczerbku na zdrowiu i… nikomu nie przyjdzie do głowy skakać ze sceny na tłum, co jak wiemy – kończy się różnie.

Z innych względów jest to raczej niepraktyczne rozwiązanie: z dalszych rejonów sali nie widać występu; głośniki (jeśli nie stoją na stojakach) emitują dźwięki, które odbijają się od tłumu zgromadzonego przy scenie, co skutkuje zniekształceniem w formie pogłosu; każdy może na scenę wejść i przeszkadzać zespołowi w dawaniu koncertu.

No chyba, że mówimy o koncertach Fugazi. Wówczas nikt nie ma pytań.

9. Butelki

Ok. Udało ci się zignorować smartfony i gadanie wysokiego typa zasłaniającego zespół, którego i tak byś nie widział/a ze względu na niską scenę. Na szczęście nagłośnienie jest dobre i zaczynasz odpływać z muzyką. Twoje ciało najpierw zaczyna się swobodnie bujać, potem stepujesz z nogi na nogę i kiedy już prawie porywa cię do tańca… Łubudu! Ktoś postanowił zutylizować butelkę po piwie stawiając ją na ziemi (w najlepszym wypadku) lub rzucając nią na oślep (w najgorszym wypadku). „Łubudu!” może więc mieć swoje źródło na skutek ataku z lądu, lub z powietrza.

10. Zmęczenie materiału

Twoja ulubiona kapela, z którą dorastałeś gra koncert w twoim mieście. Jarasz się, jak kościoły w Norwegii, a kiedy jesteś na koncercie odnosisz wrażenie, jakby ktoś właśnie odebrał ci całą radość z życia. Nie byle kto, bo sam frontman. Koncert zagrany dla hajsu, bez entuzjazmu, jakby ktoś wlał w trupa kratę redbulli i kazał mu występować. Niby się stara, niby coś gra, ale wyraźnie wolałby należny mu wieczny spoczynek. Głos przepity, oczy podkrążone, ruchy sceniczne przywołujące na myśl apokalipsę zombie.

A przecież Markowski wyraźnie mówił: trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść…

Fot. Flickr/woodleywonderworks; Flickr/frankenschulz

Autor: Michał Maciejewski/MiP

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *