Animatorów zawsze się trochę nie docenia. Mimo niesamowitej popularności filmów animowanych, ich nazwiska chowają się za logiem studia, czy imionami aktorów, a to właśnie dzięki ich pracy Carl Fredricksen mógł spełnić ostatnie marzenie zmarłej żony, a otyła panda została mistrzem kung-fu.

Iście bajkowy jest temat tego artykułu, ponieważ okazuje się, że właśnie ta niepozorna grupa zawodowa dokonała niemożliwego i zmusiła Myszkę Miki do zapłacenia 100 mln należnych im dolarów. Wygrać z Disneyem w USA to nie jest takie tam sobie coś, gdyż zwycięstwo z tym koncernem traktowane jest w Stanach raczej na poziomie “mission impossible”.

Jak się jednak okazało, walczyć trzeba do końca (choć szczerze, po obejrzeniu serialu na Netfliksie “The People v. O.J. Simpson: American Crime Story” przestaliśmy wierzyć w jakąkolwiek sprawiedliwość na tym świecie) – w tym przypadku Walt Disney Animation Studios , Lucasfilms i Pixar będą płacić olbrzymie pieniądze za zmowę, której celem było kontrolowanie zatrudnienia animatorów na wyłączność.

Czytaj: Sampling bez zgody autora jednak dozwolony? Niezwykły wyrok w Niemczech.

Po dwóch latach procesy strony doszły do punktu, w którym są gotowe do podpisania stosownej ugody. Jeśli sąd uzna, że wszystko zostało dogadane zgodnie z prawem, to będziemy mogli mówić o ogromnej sensacji.

Sprawa ciągnęła się od 2014 roku, a swoje korzenie ma jeszcze w roku 2009. Zamieszane w nią były takie osobowości jak prezes Disney i Pixar Ed Catmull, założyciel Dreamworks Animation Jeffrey Katzenberg, George Lucas czy Steve Jobs.

W 2009 roku amerykański odpowiednik urzędu ochrony konkurencji (Antitrust Division of the U.S. Justice Department) zajął się sprawą nieuczciwych praktyk w zatrudnianiu pracowników w firmach zajmujących się technologią. W wyniku śledztwa m.in. odkryto, że pomiędzy studiami filmowymi zajmującymi się animacją panuje zmowa mająca zapobiec zatrudniania pracowników innych studiów, nawet tych zwolnionych.

Był to swoisty szantaż. Albo pracujesz na moich warunkach, albo nie pracujesz wcale.

W 2014 r. artyści zajmujący się animacją: Robert Nitsch, Georgia Cano i David Wentworth pozwali studia wydające filmy animowane. Dowodami w sprawie były maile przesyłane między firmami, których treść regulowała „umowę gentlemańską” oraz wewnętrzne dokumenty firm.

Decyzja wejścia na drogę prawną okazała się właściwą. Najpierw ugięło się Sony i zapłaciło 13 mln dolarów. Następnie Blue Sky zgodził się na 6 mln, a pół roku później Dreamworks poddał się kwocie 50 mln dolarów. Ostatnim bastionem został Disney i należące do niego Pixar iLucasfilms, ale i on upadłpod siłą dowodów.

Jedną z ogólnie przyjętych zasad dobrego zakończenia w bajkach jest to, że bohater dzieli się nagrodą. Tak jest i tutaj. Cała wygrana kwota zostanie odpowiednio rozdysponowana pomiędzy pracowników, których sprawa dotyczy i byli zatrudnieni w latach 2004 – 2010.

Warto walczyć? Warto 🙂

Autor: Krzysztof Bielwany/MiP

Fot. Florida Development Commission/State Archives of Florida, Florida Memory,

Źródło: Cartoonbrew

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *