Niniejszym, mamy niewątpliwą przyjemność przedstawić Wam unikalny projekt na gruncie polskim, pn. “Rozbiór Dohtorki”, w którym to Marzena Machoś – dr nauk humanistycznych z zakresu językoznawstwa kognitywnego, filolog slawista, logopeda, oligofrenopedagog, instruktor Shantali, będzie prowadzić dla Was klasyczne interpretacje utworów literackich, jakimi są niewątpliwie pieśni hiphopowe, rockowe, metalowe, hardcorowe, czy śpiewane poetycko, a którymi raczą nas polscy artyści.

Od dzisiaj, żadna ukryta głęboko artystyczna myśl, żadne podwójne, czy potrójne, a czasem nawet poczwórne dno, nie będzie już dla Was tajemnicą. Tekst, jako element składowy utworu słowno – muzycznego pełni w nim najbardziej istotną, czasem zapomnianą już funkcję. Dzięki nam, odkryjecie to wszystko na nowo 🙂

Na początek analiza twórczości znanego, alternatywnego rapera ze Śląska – Dohtora Mioda.


Goło baba na hasioku – czyli śląski turpizm Dohtora Mioda

Niech nad martwym Waszym światem
wzniosę się
i spadnę
ryjąc głęboko w połaciach mięsa nosem /J. Przyboś, Oda do turpistów/

Twórczość Dohtora Mioda poznałam przypadkiem, na jednej z imprez na zabrzańskim blokowisku. Uwagę dziołchy ze Śląska zwróciła gwara, zabawny tekst i jakość, jak ze starego kaseciaka.

W Wikipedii znajdziemy jedynie kilka zdań o tym śląskim wykonawcy /hip-hopowym/ raperze, a szkoda bo jest on zjawiskiem naprawdę wyjątkowym. Fani Mioda, manifestujący tożsamość z jego utworami określają się mianem knutomaniaków, zaś sam raper podkreślając odrębność wymyślonego przez siebie gatunku muzycznego, używa własnych określeń, takich jak syr-danz, techno-knut, sado-rock.

Wrażliwa na kalectwo polskiego języka śpiewanego i recytowanego, z zainteresowaniem przeplatającym się z odrazą i uśmiechem zdecydowałam się przebrnąć przez dorobek artystyczny Mioda.

Moja percepcja najczęściej zamykała się w triadzie: obrzydzenie – niesmak – odraza (sam autor jest chyba świadomy takiego właśnie odbioru, o czym pisze w utworze “Braterstwo”: Jak ludzie puscali kasety, to im łocy wyłazili, ciary mieli na karku, grobowe kurwa miny, jednym to się podobało ale większość rzygało, tako to była zgnilizna, jakich na tym świecie mało).

Raper ryje głęboko nosem w połaciach werbalnego mięsa (nie bez kozery nawiązuję tu po Przybosia) i to jest cecha konstytutywna jego twórczości. Dla Dohtora Mioda brzydota i naturalizm okraszone wulgaryzmami stając się tu swoistą kategorią estetyczną.

Rzeczywistość w jego utworach jest pozbawiona maski piękna, a opisywany świat budzi wstręt i jest odrażający:

(…) musza gibko zdażyć bo zaro rzyć mi eksploduje,

smród okropny, ale mom sraka,

musisz cipo zrozumiec żech się ni mioł kaj umyć,

pił żech cztery dni dni nie mioł nikt wanny,

nikt nie mioł wanny w doma,

bestusz jebie jak staro oma (…)

W jego twórczości najważniejsze są te elementy świata, które rzeczywistość zepchnęła na peryferie, kultura formalna odrzuciła je, bo budzą wstręt. Nic dziwnego – apostrofa do odbytu w metrum walczyka z polifonicznymi ozdobnikami o wymownym tytule “Twój kakał” to naprawdę swoisty szok kulturowy. To jest możliwe do przebrnięcia tylko dla nielicznych.

Zresztą fascynacja tematyką brzydoty jest obecna w większości jego utworów (na marginesie kawałki uboższe w wulgaryzmy i opisy obsceniczne należą do moich ulubionych, np. Upierdliwy sonsiod, Ida się nadupcony II).

Tematyka tekstów Mioda to swoisty palimpsest: od degrengolady, alkoholizmu, przemocy, seksu, prostytucji, autonomii Śląska do problemów związanych z brakami higieny osobistej, upstrzonych solidnie naturalistycznymi opisami defekacji. To taka, dość wyjątkowa, afirmacja rzeczywistości ze wszystkimi jej elementami biologiczno-naturalistycznymi.

Dobrze jednak, że Dohtor Miód nie pozostaje obojętny wobec tematyki społecznej. W utworze “Osiemnastka” piętnuje dewiacje seksualne.

Turpistyczny, mocny, brutalny obraz morderstwa osiemnastoletniej dziewczyny ukazuje jednostkę patologiczną, kierującą się instynktami, obdartą z jakichkolwiek wyższych pobudek. Przekaz tego utworu śpiewanego gwarą śląską jest paraliżujący:

(…) dupił ją jak zwierzę bez litości,

skurwiałe przeżyła z nim chwile,

dupił jom martwo aż zaczła śmierdzieć i dostoł odrazy

i po ty dniu o zmroku skurwiel wypierdolił ją na hasioku (..)

To zresztą także wyróżniająca się cecha jego twórczości. Mamy tu skrajnie mimetyczną estetykę, nafaszerowaną wulgaryzmami opowiadającą często o człowieku z nizin społecznych, z marginesu.

Jednak, pomimo ogromu wulgaryzmów i szokujących środków wyrazu – Dohtor Miód to uważny obserwator, czasami podający nam mięso swoich tekstów bez zbędnej oceny, selekcji i interpretacji.

Wolę brzydotę, jest bliżej krwiobiegu, pisał Stanisław Grochowiak. Brzydota Mioda w większej dawce jest dla mnie nieprzyswajalna. Na koniec raz jeszcze zacytuję artystę:

Kochom śląsko ziyimia,

czimia się podziemia,

nigdy nie wyleza na hiphopowo scena…

….może tak bezpieczniej, bo nie jedna „oma` przypłaciła by taki coming out zawałem;)

PS. Panie Doktorze Miodzie, proszę wybaczyć jeśli cytowane fragmenty utworów nie są dokładne. Jakość „jak na starym kaseciaku” utrudniała zapis fonetyczny, a na tekstowo.pl niewiele jest tej śląskiej, hip-hopowej alternatywy.

Marzena Machoś

Marzena Machoś – dr nauk humanistycznych z zakresu językoznawstwa kognitywnego, filolog slawista, logopeda, oligofrenopedagog, instruktor Shantali, wykłada przedmioty związane z komunikacją na UMCS w Lublinie, Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, ATH w Bielsku-Białej. Autorka książek oraz licznych publikacji z zakresu komunikacji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *