Chciałbym żyć w świecie, w którym wszystkie pociągi są pomalowane ­- to słowa mojego przyjaciela, który od lat zajmuje się street artem. Razem ze swoją ekipą graficiarzy ustawiają się późnymi wieczorami na „panele.” Pod zasłoną nocy wkradają się na „linię” i w pełnym skupieniu – co by uniknąć kontaktu ze stróżem, lub SOK­istami – przyozdabiają podmiejskie pociągi kolorowymi sprayami. Jeśli wszystko idzie sprawnie, opuszczają linię bez przyciągania zbędnej uwagi i w drodze powrotnej do domów malują jeszcze kilka „wrzut” z literami swojej ekipy na murach budynków. Jeśli zaś zdarzy się, że zostaną nakryci… wtedy biorą nogi za pas i każdy odpowiada za siebie.

Ot i takie mają hobby. Co mnie natomiast zastanawia, to czy stworzone przez nich dzieła są chronione prawem autorskim? Jak to w ogóle jest z tym graffiti?

Czytaj: “Spy Booth” Banksy`ego na sprzedaż? Miasto walczy o słynne graffiti

Wiele prac graficiarzy powstaje bez pozwolenia właściciela przestrzeni, na której dany „wrzut” zostaje umieszczony. Znajdują się one często w przestrzeni publicznej, więc trudno jednoznacznie mówić o własności.

Zapytany o ten aspekt street artu, mój przyjaciel odpowiedział: – Nie wiem, jak odnoszą się do tego inni graficiarze, ale ja jak coś namaluję, to nie uważam, żeby to było moje. Malując wyrażam siebie i o to mi chodzi. Daję coś od siebie i pozwalam temu żyć swoim życiem. Jak komuś się podoba – fajnie. Jak się nie podoba – trudno. Dla mnie istotny jest sam proces twórczy.

Wszystko pięknie, ale co jeśli jakiś zatrudniony w korporacji spec od marketingu wykorzystałby dzieła takiego ulicznego artysty w kampanii reklamowej? Albo stworzył produkt zawierający dane dzieło i generował dzięki niemu ogromne dochody, a wszystko to działoby się bez zgody autora? Jak odnieść się do takiego wykorzystania dzieł street-artu? To bardzo skomplikowany problem. Pisaliśmy o nim TUTAJ.

– Nawet jeśli dzieło sztuki wystawione jest publicznie, prawo autorskie nadal zapewnia mu ochronę. Prawo zapewnia monopol twórcom sztuki dopóki stworzona praca jest oryginalna i utrwalona na namacalnym medium (jak np. farbą na ścianie) – wyjaśnia pragnący pozostać anonimowym adwokat redaktorowi magazynu Vice.

Okazuje się, że duże firmy chętnie sięgają po twórczość graficiarzy i rzadko kiedy skore są traktować ich na równi z innymi artystami. Pragnąc wykorzystać konkretną piosenkę w celach marketingowych, korporacje zawiązują umowy – często na milionowe sumy – z wydawcami artystów, których utwory są tematem zainteresowania. Pragnąc wykorzystać konkretny mural, albo wrzutę – po prostu ją sobie biorą. Ale streetartowcy walczą. I słusznie.

Oto kilka przykładów:

1. Jamie Mitchel Kosse znany lepiej jako Jamie Hef złożył pozew wobec wschodzącej gwiazdy muzyki pop o pseudonimie Kiesza. W swoim nominowanym do MTV Music Awards wideo pt. Hideaway z 2014 roku, piosenkarka tańczy na tle muralu Frogs, Elephant, Alphabet Demons, Adam and Graffiti Hefs. Mural jest całkowicie legalny ­ powstał za zgodą właściciela budynku, wideo zaś bez zgody twórcy muralu.


Wideo ma ponad 300 milionów wyświetleń na YouTube. Jamie Hef w pozwie twierdzi, że Kiesza świadomie wykorzystała jego pracę celem wykreowania „streetowego” wizerunku, czego „rezultat sprawia wrażenie jakby oskarżyciel (Hef) aprobował piosenkarkę ­ co nie jest prawdą – i autoryzował wykorzystanie jego rozpoznawalnych prac celem wsparcia początków jej kariery”. Pozew zawiera uwagę, że oskarżona nie podjęła działań na celu uzyskania zgody na wykorzystanie dzieła. Wskazuje również przypadki, kiedy to NBC, CBS, Paramount Pictures i Universal Studios starały się o takie pozwolenia na wykorzystanie prac artysty w programach “The Dictator” oraz “A Gifted Man”.

2. Artysta Ahol Sniffs Glue (prawdziwe nazwisko David Anasagasti) skierował do sądu sprawę przeciwko popularnej marce odzieżowej American Eagle Outfitters (AEO). Firma zawłaszczyła sobie jego autorski motyw Lazy Eyeball oraz dopuściła się wykorzystania go w międzynarodowej kampanii reklamowej, na wystawach sklepowych, billboardach i w social mediach – wszystko bez konsultacji i kompensacji artysty.

AholSniffsGlue

Mural Ahol Sniff Glue w Miami.

W swojej reklamie AEO umieściło modela pozującego z puszką farby w ręce – sugerując, że to on jest autorem ­ na tle muralu. Sam Ahol Sniff Glue jest zaś brodaty, wytatuowany i ma kubańskie pochodzenie. Niczym więc nie przypomina modela ze zdjęcia.

Sieć posunęła się nawet do zatrudnienia artystów, by odwzorowali motyw na otwarcie sklepu w Kalifornii! Umieścili przy tym sylwetkę orła (logo AEO) na samym środku repliki.

Artysta domaga się w pozwie nie tylko pieniężnego zadośćuczynienia, ale także sądowego zakazu dalszego wykorzystywania dzieła oraz podobieństw przez firmę odzieżową.

3. Maya Hayuk, artystka z Nowego Jorku jest już prawdziwą weteranką w walce o własność intelektualną.

Prace artystki były bezprawnie wykorzystane przez twórców muzyki pop, luksusową markę Coach, a ostatnio także sieć Starbucks. W 2012 roku pozwała Sony Music i RCA Records za wykorzystanie muralu Sunshine w klipie do piosenki I Only Wanna Give It To You w wykonaniu Elle Varner.

W tym samym roku oskarżyła również wydawcę piosenkarki Rye Rye za wykorzystanie tego samego muralu w klipie o takim samym tytule: Sunshine.

W sierpniu 2014 artystka wytoczyła bój przeciwko piosenkarce Sarze Bareilles i wytwórni Epic Records za bezprawne wykorzystanie muralu Chem Trails NYC w celu promocji trasy koncertowej Little Black Dress oraz albumu The Blessed Unrest. Mural został również wykorzystany w kampanii reklamowej marki Coach i w tym przypadku nadużycie stało się przyczyną sporu sądowego.

Jesienią 2014 roku sieć Starbucks ­ jako jedyna firma na tej liście ­ skierowała prośbę do artystki o zgodę na wykorzystanie jej prac w promocji ich nowego Mini Frappuccino. Hayuk odmówiła współpracy, by niebawem przekonać się, że to wcale nie powstrzyma korporacji od wprowadzenia zaplanowanej kampanii w życie. Starbucks wprowadził produkt na rynek z pomocą plagiatów.

Czytaj: Kto ma prawo do Banksy`ego i czy można robić na nim biznes

W każdej ze spraw artystka domaga się równego zadośćuczynienia w wysokości 150 000 dolarów. W przypadku Mini Frappuccino także udziału w zyskach ze sprzedaży.

4. Joseph Tierney, w świecie artystycznym znany jako Rime, oskarżył projektanta Jeremy’ego Scotta o świadome zawłaszczenie grafiki, którą artysta wykonał w 2012 roku w Detroit.

Scott pozwolił sobie wykorzystać grafikę podczas projektowania kolekcji Moschino jesień/zima 2015. Przerobił także oryginalną wrzutę Rime’a, umieszczając nazwę marki w formie graffiti.

grafiti10

zilvertong.tumblr.com

Co zaś najbardziej nie spodobało się artyście to fakt, że Katy Perry chodziła po czerwonym dywanie podczas zeszłorocznego Met Ball w sukience, która designem wyraźnie nawiązywała do wrzutki z Detroit. To wyraźnie marketingowe działanie naraziło wizerunek Rime’a jako artysty graffiti, insynuując jakoby mógł on brać udział w tak komercyjnym i beznadziejnym popisie. Nawiasem mówiąc, sukienka umieściła ją na kilku listach „najgorzej ubranych gwiazd” tamtego wieczoru.

Sztuka ulicy wywodzi się z podziemia. Jej twórcy bez wątpienia są artystami, a ich prace stanowią nieraz prawdziwe dzieła sztuki. Dlaczego więc jest tak, że korporacje pragnące wykorzystać ich dzieła w celach komercyjnych, nie traktują tych artystów na równi z innymi? Czy obraz wkomponowany w przestrzeń miejską jest mniej warty od tego umieszczonego w galerii sztuki, czy raczej chodzi o zdolność dociekania swoich praw? Za artystami elitarnymi stoją promotorzy, właściciele galerii i renomowani adwokaci. Artyści ulicy sami muszą bronić swoich praw.

Takie życie. Od zawsze.

Źródła: NewsArtNet, Hollywoodreporter,

Foto: zilvertong.tumblr.com

Autor: Michał Maciejewski/MiP

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *