Wyrok z 10 stycznia 2017 r., w którym to Sąd Najwyższy niespodziewanie uznał, że publiczne wykonanie utworu przez orkiestrę nie jest dziełem, lecz zleceniem wywołał niemałe poruszenie w środowiskach artystycznych. Próbujemy go przeanalizować krok po kroku tak, by uznać, kto w tej całej sprawie popełnił najwięcej błędów i jak najlepiej ustrzec się ich w przyszłości.

Zwięźle przedstawiamy stan faktyczny: skrzypaczka zawarła umowę o dzieło z Zamkiem Książąt Pomorskich w Szczecinie, który był organizatorem festiwalu w Kamieniu Pomorskim. Jej przedmiotem było przygotowanie i wykonanie koncertu organowego wraz z zespołem. Strony ustaliły kwotę wynagrodzenia (280 zł) oraz termin wykonania „dzieła”. W wykonaniu umowy skrzypaczka uczestniczyła w kilku próbach wraz z orkiestrą, a następnie brała udział w samym koncercie.

ZUS zakwestionował zawartą pomiędzy płatnikiem a zainteresowaną umowę o dzieło, wskazując iż de facto strony połączyły się umową o świadczenie usług, co tym samym rodzi obowiązek podlegania pod ubezpieczenie emerytalne, rentowe i wypadkowe.

Sąd I instancji przyznał rację organowi rentowemu uznając, że:

  • Po pierwsze, strony jedynie czynnościowo określiły prace powierzonej skrzypaczce i określiły przedmiot umowy w sposób nieweryfikowalny, zbyt ogólny i nienależycie zindywidualizowany,
  • Po drugie, koncert nie funkcjonował jako odrębny byt i nie był twórczą, kreatywną aranżacją utworów, które mogłyby dalej funkcjonować w obrocie np. jako aranżacja określonej kompozycji w wykonaniu skrzypaczki,
  • Po trzecie, sam fakt, że zainteresowana jest artystą muzykiem nie powoduje z automatu, że jest ona twórcą. Sąd w tym przypadku uznał, że była ona odtwórcą,
  • Po czwarte, gra skrzypaczki ani nie doprowadziła do powstania koncertu ani nie przekładała się bezpośrednio na jego wyjątkowość, ponieważ była ona jednym z wielu członków orkiestry, ponadto nie powierzono jej partii solowej, a przy wykonywaniu muzyki była w pełni podporządkowana dyrygentowi, co za tym idzie – efekt jej pracy nie tworzył odrębnego dzieła,
  • Po piąte, kolejne wykonania utworu, czy to przez twórcę w ramach recitali czy przez innych wykonawców nie tworzą nowych bytów, chyba że inny wykonawca, np. poprzez odmienną interpretację, nada temu utworowi takie cechy, że będzie on mógł funkcjonować w obrocie jako zupełnie nowy byt niematerialny.

Sąd apelacyjny w całości poparł ustalenia sądu I instancji, lecz zwrócił przy tym uwagę na dość istotną okoliczność. Mianowicie, gdyby płatnik uznawał przedmiotowy koncert za dzieło (utwór) to zawarłby w umowie ze skrzypaczką klauzulę o przeniesieniu na zamawiającego praw autorskich do utworu. Moim zdaniem jest to błędna konstatacja. Prawa autorskie nie powstają przecież w drodze oświadczeń woli stron umowy i dla oceny prawnej w tym zakresie nie ma znaczenia klauzula o przeniesieniu na zamawiającego autorskich praw do utworu, ponieważ o istnieniu lub nieistnieniu praw autorskich przesądzają fakty.

Czytaj: Słynna para artystów w sądzie. Walczą o tantiema ze swojej wspólnej twórczości

Skargę kasacyjną od tego orzeczenia płatnik wywiódł na podstawie naruszeń polegających m.in. na błędnej wykładni przepisów dotyczących zasady swobody umów oraz umów o dzieło, niezastosowaniu przepisów ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, ponieważ jego zdaniem wykonanie koncertu przez skrzypaczkę były chronione prawem do artystycznych wykonań, a także naruszeniem art. 6 Kodeksu cywilnego dotyczącego ciężaru udowodnienia, o czym szerzej w dalszej części artykułu.

Czy faktycznie doszło tutaj do naruszenia zasady swobody umów? Fundamentalnymi zasadami odzwierciedlającymi konstytucyjną gwarancję prawa są: zasada swobody zawierania umów wyrażona w art. 353[1] Kodeksu cywilnego oraz poszanowania woli stron wyrażona w art. 65 § 2 Kodeksu cywilnego. Zakwestionowanie tych zasad może nastąpić tylko na warunkach przewidzianych w prawie cywilnym tj. w sytuacji stwierdzenia nieważności czynności prawnej (art. 58 KC), wad oświadczenia woli, w tym pozorności umowy (art. 83 KC) lub stwierdzenia, że wynikający z umowy stosunek prawny co do treści lub celu sprzeciwia się właściwości stosunku, ustawie lub zasadom współżycia społecznego (art. 353[1] KC).

W niniejszej sprawie, zgodnie z wolą stron i treścią zawartej pomiędzy nimi umowy, jej przedmiotem było przygotowanie i wykonanie koncertu, a sama umowa została zatytułowana jako „umowa o dzieło”. W ten sposób strony wyraziły wolę stworzenia i odbioru dzieła przez nadanie mu cech utworu chronionego prawem autorskim, lecz według Sądu Najwyższego – nie było to wystarczające. Aby prawidłowo przeanalizować to rozumowanie, należy pamiętać o podziale dzieł (utworów) wynikającym z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Dzieła o charakterze niematerialnym dzielą się na ucieleśnione i nieucieleśnione w rzeczy, natomiast jako nieucieleśnione wymienia się recytację, wykonanie koncertu, inscenizację lub przygotowanie do produkcji artystycznej. Gdy dzieło nie posiada ucieleśnionej postaci, tylko jego twórczy charakter jako rezultat umowy, może zostać objęty umową o dzieło. I czy na pewno tutaj z taką umową nie mieliśmy do czynienia? Przecież można uznać, iż mimo że artystka odtwarzała muzykę innego twórcy, to nadała mu swoją indywidualną interpretację.

Poza tym, trzeba mieć na względzie, że mogło dojść w niniejszej sprawie do zawarcia umowy mieszanej, na co również pozwala prawo. Niestety, zdaje się, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych wyznaje zasadę „dura lex, sed lex” i kwalifikuje więzi prawne w sposób stanowczy, tak aby w rezultacie objąć wykonawców ubezpieczeniem społecznym lub uznać, że im nie podlegają.

Kolejnym dość ciekawym aspektem jest kwestia art. 6 Kodeksu cywilnego. Sąd apelacyjny stwierdził, że w postępowaniu w sprawach z zakresu ubezpieczeń społecznych nie mają zastosowania przepisy Kodeksu cywilnego, a więc także wspomniany artykuł. W rezultacie, zastosował przepisy Kodeksu postępowania cywilnego: art. 3, który mówi że: „strony i uczestnicy postępowania obowiązani są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, dawać wyjaśnienia co do okoliczności sprawy zgodnie z prawdą i bez zatajania czegokolwiek oraz przedstawiać dowody”, a także art. 6 § 2, który stanowi, że „strony i uczestnicy postępowania obowiązani są przytaczać wszystkie okoliczności faktyczne i dowody bez zwłoki, aby postępowanie mogło być przeprowadzone sprawnie i szybko”. Co do tej sprawności i szybkości doświadczenie nakazuje mi dodać „ha ha ha”, lecz fakt jest taki, że poprzez ten zabieg sąd uznał, że to na płatniku spoczął ciężar udowodnienia niepodlegania ubezpieczeniom społecznym przez skrzypaczkę.

Sąd w tym przypadku jednak nie miał racji. Po pierwsze, niestosowanie przepisów Kodeksu cywilnego do spraw publicznych nie ma charakteru bezwzględnego, a na pewno nie dotyczy to kwestii rozkładu ciężaru dowodowego. Po drugie, mimo, że przepis znajduje się w Kodeksie cywilnym, ma on charakter proceduralny. Nie można wobec tego przyjmować, że w sprawach ubezpieczeniowych to odwołujący się ma obowiązek udowodnienia nieprawdziwości twierdzeń organu rentowego. Wręcz przeciwnie, to na jednostkach państwa spoczywa ciężar wykazania, że określone działania są prawnie wątpliwe. Za takim stanowiskiem przemawia też orzecznictwo Sądu Najwyższego.

Na koniec jeszcze o jednej kwestii, która pojawiła się w argumentacji sądu – brak możliwości poddania umówionego rezultatu sprawdzianowi na istnienie wad. Owszem, trudno przyjąć aby koncert można było poddać takiemu sprawdzianowi. Przecież w przypadku dzieła niematerialnego nieucieleśnionego kwestia rezultatów materialnych nie ma pierwszorzędnego znaczenia, a wynika to z treści art. 55 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, w którym mowa jest nie o wadach, lecz usterkach utworu.

O czym pamiętać przy zawieraniu umowy o dzieło?

  1. Maksymalnie skonkretyzowany przedmiot umowy (np. tytuły wykonywanych utworów, ich charakter, sposób interpretacji),
  2. Klauzula o przeniesieniu praw autorskich (nie będzie przesądzać o charakterze umowy, ale może pomóc w wykazaniu woli stron),
  3. Wynagrodzenie: jeśli określa się je w sposób ryczałtowy lub kosztorysowy, będzie to wyraźne wskazanie, że celem stron było zawarcie umowy o dzieło.

Niestety, trzeba przyznać, że wyrok Sądu Najwyższego jest nieco kontrowersyjny. Na szczęście, istnieją inne orzeczenia o zupełnie odmiennej argumentacji, bardziej przychylnej dla artystów zawierających umowy o dzieło. Trzeba dochodzić swoich racji, wszak „nadzieja umiera ostatnia.”

Całość wyroku znajdziecie tu.

Powodzenia!

Autor: Karolina Nowalska, adwokat z Olsztyna, zajmuje się sprawami z zakresu prawa własności intelektualnej, www.adw.olsztyn.pl.

Fot. MiP

3 Responses to Grając w orkiestrze nie kreujesz dzieła, to odtwórcze zlecenie – analiza

  1. Jędrzej says:

    A czy praktyka i orzecznictwo nie znają umowy o artystyczne wykonanie utworu? Ze swojej strony dodam, że do umów tego rodzaju warto dopisywać możliwość utrwalania wykonania utworu przez zamawiającego z przeniesieniem praw autorskich właśnie do tego utrwalenia (o ile wykonawca się na to godzi).

  2. robin says:

    płacić ZUS to nie ale emeryturę to już tak? to kto ma wam ja artyści sfinansować, kasjerka z biedry? nie wstyd wam inteligenty?

  3. Lucek says:

    w sumie ma to sens – przeciez granie nieswoich kawalkow to zwykla praca. jak ktos w supermarkecie utworzy piramidke z puszek kukurydzy to juz tworczosc?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *