„Zdecydowanie nie będę wydawał pieniędzy by rozdawać swoją muzykę za darmo” ­ – powiedział na początku czerwca frontman The Who Roger Daltrey, którego wypowiedź sprowokowała debatę nad obecnym modelem przemysłu muzycznego.

Chodzi o to, że nie ma sensu ponosić kosztów produkcji nowego albumu legendy brytyjskiego rocka, skoro prawa rynku stoją po stronie wielkich koncernów i konsumentów, nie zaś artystów.

Rynek muzyczny opiera się w coraz to większym stopniu na Internecie. Nośniki fizyczne są w odwrocie; ich sprzedaż spada (z drobnymi tylko wyjątkami jak renesans winyli i kaset magnetofonowych), lecz pomimo rosnącego zainteresowania nimi stanowią niestety niewielki kawałek muzycznego tortu. Firmy zajmujące się streamingiem płacą artystom nieprzyzwoicie niskie stawki; duże wytwórnie nakładają niebagatelne prowizje; małym wytwórniom brak siły przebicia przez medialny szum finansowany z budżetu gigantów, jak Warner Music Group, Sony, czy Universal.

Jak widzimy Roger Daltrey w pewnym stopniu ma rację. W historii rocka bywały jednak przypadki, kiedy względy ekonomiczne schodziły na drugi plan i ustępowały miejsca kreatywności oraz wirtuozerii. Muzycy tak bardzo oddawali się procesowi twórczemu, że zupełnie nie zważali na koszta, ani nie zastanawiali się nad zyskami ze sprzedaży, co w konsekwencji powodowało wyprodukowanie najdroższych albumów rocka. Oto lista 10­-ciu z nich:

AC/DC – For Those About To Rock (We Salute You)

Kiedy znany z perfekcjonizmu producent Mutt Lange poświęcił pierwsze dziesięć dni spędzonych na bezskutecznych próbach zarejestrowania doskonałego dźwięku werbla, zanim stwierdził że jest to niemożliwe do zrobienia w studio w Paryżu, które sam wybrał, dla zespołu stało się jasne, że nagranie albumu nie będzie prostym procesem. Trzy kolejne studio zostały wyselekcjonowane – a następnie odrzucone – nim Lange zadecydował, że zespół brzmi najlepiej w sali prób, w której po raz pierwszy zagrali nowy materiał.

Nagranie albumu zajęło trzy długie miesiące. W tym czasie przetestowane zostały granice cierpliwości członków AC/DC. Malcolm Young na temat albumu wypowiedział się w jednym z wywiadów „Nie sądzę, żeby ktokolwiek – ani zespół, ani producent – był w stanie powiedzieć, czy brzmiał on dobrze czy źle. Wszyscy mieli zwyczajnie dość całego albumu.”

My Bloody Valentine – Loveless

Wstępnie załoga Creation Records wierzyła, że drugi album My Bloody Valentine uda się nagrać w pięć dni. Niestety podobnie jak w przypadku For Those About To Rock na drodze stanął im perfekcjonizm, lecz tym razem nie producenta, a frontmana zespołu Kevina Shielda. Shield miał bardzo wyraźną wizję tego, jak album miałby brzmieć i nie godził się na żadne ustępstwa. Prace trwały dwa lata (sic!) i pochłonęły budżet wysokości 250 000 funtów brytyjskich – sumę w opinii Shielda mocno nagiętą przez krnąbrnego właściciela wytwórni Alana McGee, choć w istocie nagrywanie albumu niemal nie doprowadziło firmy do bankructwa. Loveless okrzyknięto arcydziełem, natomiast wytwórnia Creation Records niedługo później została sprzedana koncernowi Sony.

The Beatles – Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band

Jeden z najważniejszych albumów rocka wszechczasów pochłonął ogromne ilości mamony, by ujrzeć światło dzienne. Po czterech latach koncertowania niemal non­stop (Beatlesi zagrali w latach 1962’-1966 około 1400 koncertów na całym świecie!) ­muzycy postanowili zrezygnować z występów na żywo i skupić całą energię twórczą wyłącznie na nagraniach studyjnych. Wolni od fanów i rozproszenia związanego z życiem w trasie muzycy mogli realizować swój potencjał artystyczny w idealnych warunkach. No i popłynęli. Nagranie całego albumu zajęło 700 godzin studyjnych! Nagranie samego „Strawberry Fields” pochłonęło tyle samo czasu, co nagranie ich debiutanckiego albumu, czyli około 55 godzin.

Jednak w odróżnieniu od „White Album”, „Sgt. Pepper’s Lonely Heart Club Band” nigdy nie miał być odtwarzany na koncertach. Kompozycje zawarte na albumie są tak złożone i wielopoziomowe, że nie sposób byłoby to zrobić. Weźmy na przykład utwór „A Day In The Life”, którego fragmenty zawierają muzykę graną przez 40­-osobową orkiestrę. Album oczywiście okazał się wielkim sukcesem – 27 tygodni na szczycie brytyjskiej listy przebojów!

Queen – A Night At The Opera

Po sukcesie płyty „Sheer Heart Attack”, członkowie Queen zapragnęli stworzyć album na miarę „Sgt. Pepper’s Lonely Heart Club Band”. Śmiało można powiedzieć, że im się to udało. Niemal dekadę po sukcesie płyty Beatlesów, Queen wydaje „A Night At The Opera” – album, który kosztował 40,000 funtów (kiedy Mercury przedstawił swoją wizję „Bohemian Rhapsody” uwzględniającą udział 180­-głosowego chóru usłyszał w odpowiedzi: “Czy Ty ku**a zwariowałeś?”) i stał się pierwszym albumem zespołu, który wspiął się na szczyt brytyjskiej listy przebojów.

The Darkness – One Way Ticket To Hell… And Back

Kiedy twój debiutancki album wyprodukowany kosztem 20,000 funtów sprzedaje się w nakładzie 5 milionów kopii na całym świecie to z całą pewnością będziesz mógł liczyć na większą swobodę artystyczną, większe finansowanie i więcej kokainy podczas nagrywania drugiego albumu. Zatrudniwszy producenta pracującego z Queen ­ Roy’a Thomasa Baker’a członkowie The Darkness nakręcen

i „anielskim pyłem” nagrali 37 piosenek – część z nich zawierała do 160 różnych nagrań samej gitary, które Baker miał obrobić i skleić z nich 10 utworów do umieszczenia na albumie. „One Way Ticket to Hell…And Back” nakręcił tempo kariery zespołu w równym stopniu, jak kokaina nakręciła zespół do nagrania albumu.

Foo Fighters – One By One

Wprawdzie czwarty album Foo Fighters nie stanowi magnum opus („wielkie dzieło” przyp. red.) Dave’a Grohla i jego załogi, ale z pewnością stanowił magnum impensa („wielki koszt” przyp. red.). Nagranie samego demo kosztowało milion dolarów! Do tego należy nadmienić, że prace nad „One By One” rozpoczęto po ponownym skompletowaniu zespołu – dwa miesiące wcześniej doszło do tragicznego przedawkowania narkotyków przez perkusistę Taylor’a Hawkins’a. W ciągu sześciu miesięcy muzycy nagrali 29 piosenek, po czym doszli do konkluzji, że efekty ich pracy nie są szczególnie udane. Jakiś czas powydaniu albumu Grohl przyznał, że w rzeczywistości tylko cztery piosenki sprostały jego wymaganiom.

Fleetwood Mac – Tusk

Zachęceni ogromnym sukcesem albumu „Rumours” który sprzedał się w nakładzie ponad 20 milionów egzemplarzy producenci Fleetwood Mac zlecili muzykom zadanie nagrania kolejnego kasowego krążka. Uzbrojeni w stymulanty i inne środki poszerzania świadomości, z otwartym rachunkiem, artyści wzięli się do pracy. Pomimo różnych wizji artystycznych, częstych wybuchów gniewu i nadmiernego spożycia narkotyków grupa postanowiła nagrać podwójny album. W ostatecznym rozrachunku „Tusk” przebił „A Night At The Opera” kosztem, ponieważ wyniósł on 1,4 miliona dolarów. Wielkie wydatki nijak miały się do wielkich zysków. Album sprzedał się w ilości 4 milionów kopii, co stanowi zaledwie 1/5 nakładu „Rumours.”

Korn – Untouchables

Kalifornijczycy z nu­metalowej grupy Korn w jednym z wywiadów stwierdzili, że na produkcję swojego piątego albumu wydali 750,000 dolarów. Inne źródła podają, że ponad 3 miliony. Zastanawiacie się na co poszło tyle kasy? Po pierwsze: na zatrudnianie 15 osobowego zespołu techników, akustyków i innych ludzi będących niejako „za kulisami” powstawania muzyki przez cały proces nagrywania. Po drugie: jak podaje basista „przeprowadziliśmy się do Phoenix i wynajęliśmy pięć domów, każde po

10,000$ za miesiąc na okres 4 miesięcy. Potem przyjechaliśmy do LA i wynajęliśmy kolejne pięć po 10,000$ za miesiąc na kolejne cztery miesiące. Potem pojechaliśmy do Kanady iwynajęliśmy dom za 8000$… za tydzień, nie za miesiąc”. Sprzedaż albumu osiągnęła pułap pięciu milionów kopii, co daje całkiem niezły wynik, lecz mogło wzbudzić w muzykach nutkę rozczarowania – ich poprzedni album „Issues” sprzedał się w nakładzie 13 milionów kopii.

Def Leppard – Hysteria

Zaczęło się bardzo dobrze. Muzycy przeprowadzili się do Dublina, by uniknąć angielskich podatków i roztropnie zaplanowali wydatki, ale jak to mówią „miłe złego początki”. Jednak w wyniku ciągłych opóźnień koszta urosły do szacowanych 4,5 miliona dolarów. Największy cios nadszedł 31 grudnia 1984 roku, kiedy doszło do wypadku samochodowego, w którym perkusista Rick Allen stracił lewe ramię. Oczywistym jest, że zajęło mu trochę czasu, by wykombinować, w jaki sposób będzie pracować bez jednej ręki. Rezygnacja producenta „Mutt’a” Lange – tego samego, który pracował nad „For Those About To Rock” ­ na wczesnym etapie prac nad albumem również nie pomogła zespołowi zrealizować albumu w terminie. Po odejściu Lange zespół zatrudnił autora piosenek Jima Steinman’a, jednak gdy rok później Lange zdecydował się wrócić, zażądał, aby roczny dorobek pracy ze Steinmanem trafił do kosza. Lange, jako perfekcjonista spędził na masteringu samego kawałka „Armaggedon It” rzekomo trzy miesiące! Ostatecznie nagranie albumu zajęło kapeli 3 lata. Nie ma pewności, co do prawdziwości szacowanej kwoty 4,5 miliona, ponieważ zeznania muzyków w wywiadach się rozmijają: w 1988 w wywiadzie dla People powiedzieli, że potrzebowali dwóch milionów sprzedanych kopii by odzyskać wkład finansowy; w 2012 gitarzysta Phil Collen podał liczbę trzech milionów kopii; natomiast w dedykowanym Def Leppard odcinku Behind The Music ta liczba urosła do pięciu milionów. Ile wyniósł rzeczywisty koszt produkcji albumu? Najtrafniejszą, choć mało szczegółową odpowiedzią byłoby: niemało.

Guns N’ Roses – Chinese Democracy

Prawdopodobnie nikt nigdy nie nagra tak kosztownego albumu, jak zrobili to panowie z Guns N’ Roses. „Chinese Democracy” zajęło 14 lat (sic!) i pochłonęło 13 milionów dolarów! Cóż, jeśli wynajem studio kosztuje 50,000$ za miesiąc, technicy gitarowi inkasują 6000$ wypłaty, a inżynier dźwięku 25,000$, to przez 14 lat nazbierało się kosztów. Poza tymi oczywistymi, były również te niedorzeczne, jak np. robiony na zamówienie kurnik na żądanie gitarzysty Buckethead’a w celu nagrania w nim ścieżek gitarowych, albo gaża dla osobistego guru Axl Rose’a o pseudonimie Yoda, który musiał zatwierdzić każdy utwór zanim mógł zostać uwzględniony na płycie.


Źródła: TeamRock, MentalFloss

Autor: Michał Maciejewski/MiP

Fot. Flickr/fr4dd

7 Responses to Ile pieniędzy wydałbyś na nagranie albumu (gdybyś miał tyle, co oni)

  1. sdf111 says:

    strona “muzyka i prawo” udostępnia w artykule linki do pirackich pełnych albumów … ciekawe.

    • Michał Kowalski says:

      Ciekawy wątek w kontekście Content ID i dyskusji na temat legalności hiperlinków. Bardzo głęboki i szeroki temat. Wkrótce tekst na ten temat.

      • sdf111 says:

        linkujecie całe albumy bez zgody autora. fakt – linkowanie nie jest nielegalne, ale czy strona zajmująca się prawem w muzyce postępuje etycznie udostępniając taki materiał na swojej stronie?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *