Pharrell Williams nie ma ostatnio dobrej passy. Po problemach z “Blurred Lines” przyszła kolej na “Happy”. Dla obserwatorów do czysta radość. Nie ma to jak skomplikowany  przypadek, na gruncie którego można snuć rozważania na temat tego, co jest czym w Prawie Autorskim

Za ostatnimi triumfami Williamsa ciągnie się jakiś cień. Gdy wydał “Blurred Lines” razem z Robinem Thicke, oraz T.I. plagiat zarzuciła mu rodzina Marvina Gaye’a i wytwórnia Bridgeport Music, posiadająca prawa autorskie do piosenek zespołu Funkadelic. Ich zdaniem “Blurred Lines” to kopia dwóch numerów, a konkretnie -“Got to Give It Up” (1977 r. Marvina Gaye’a), oraz “Sexy Ways” ( Funkadelic 1974 r.).

Jak brzmią numery Funkadelic? Posłuchajcie sami. Tak brzmi “Got to Give It Up”.

A tak “Sexy Ways”

Prawdę mówiąc trudno jest dostrzec jakiekolwiek podobieństwo utworów. No może, jakiegoś maluteńkiego ździebełka faktycznie można się w nich dopatrzeć. Ale o plagiacie raczej nie powinno być mowy. Jak potraktuje to sąd – zobaczymy. Bridgeport Music zdecydowała się na pozw przeciw Pharellowi. Orzeczenie może być bardzo ciekawe.

Sprawa nawet nie zdążyła nabrać rozpędu, gdy pojawiły się kolejne wątpliwości tym razem związane z ubiegłorocznym hitem Pharella “Happy”. Kilkanaście dni temu nowojorska artystka, tancerka Anne Marsen opublikowała na Vimeo klip porównujący układy choreograficzne w teledysku Pharella, oraz w projekcie crowfundingowym pn. “Girl Walk All Day”.

“Girl Walk All Day” – był  rewelacyjna ideą – pełnometrażowym filmem tanecznym, zrealizowanym w 2011 roku przez reżysera Jacoba Krupnicka przy udziale Anne Marsen, Dai Omiya oraz Johan Doyle`a. Wypuszczony w 12 częściach od października do grudnia 2011 roku wywołał wiele pozytywnych reakcji. Był bowiem szalonym artystycznym przedsięwzięciem, które… no właśnie, zainspirowało Pharella?

Zauważmy, że niektóre choreograficzne w wersji Pharella zostały skopiowane 1:1 z tańca Anne Marsen. Generalnie zaś cały koncept “Happy” wywodzi się bezpośrednio z “Girl Walk All Day”.

Jednak, czy mamy do czynienia z plagiatem (czego Pharellowi nie zarzucam, żeby była jasność), czy z inspiracją? W komentarzach pod tekstem w natemat.pl dotyczącym poruszanego problemu często pojawiały się stwierdzenia – “przecież to tylko inspiracja, o plagiacie, czy zapożyczeniu nie może być mowy”. Nad problemem pochylił się również Michał Michalak w tekście “Oskarżony Pharrell Williams”, który opublikował na portalu interia.pl – tekst, który jest esencją błędnego pojmowania różnic pomiędzy inspiracją, a dziełem inspirowanym.

Analizując powyższy przypadek musimy wyjść od podstawowego założenia – na gruncie obowiązujących przepisów Prawa Autorskiego, czy to w Polsce, czy innym kraju, to autorowi danego dzieła przysługuje monopol autorski. Wszelkie odstępstwa od tego monopolu, czy do “dozwolony użytek”, czy “prawo cytatu”, czy też “utwór inspirowany”, są wyjątkiem/wyłomem w Prawie Autorskim i z tegoż względu powinny być traktowane wąsko, a nie szeroko. Przypomnijmy zatem kluczowy dla tej tezy art. 8. Pr. Aut.

ZZ – Top pokonał Chryslera nie piosenką Lee Hookera

“Prawo autorskie przysługuje twórcy, o ile ustawa nie stanowi inaczej.”

Mając to na uwadze, autorskie prawa majątkowego do “Girl Walk All Day” przysługują autorom tegoż dzieła filmowego. Nikomu innemu.

Jednak, czy “Girl Walk All Day” jest dziełem w rozumieniu Prawa Autorskiego? Jest. Polskie Prawo Autorskie kwalifikuje utwór w następujący sposób (art. 1. ust. 1.)

“Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).” 

Równie ważny artykuł 1. ust. 4. Prawa Autorskiego mówi:

“Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności.”

“Girl Walk All Day” spełnia powyższe założenia w całej rozciągłości – ma na tyle charakterystyczny rys twórczości indywidualnej, że jesteśmy w stanie odróżnić je od innych dzieł, w których taniec jest istotną częścią. Jest więc zatem UTWOREM, który pojawił się przed “Happy” Williamsa. Skoro był pierwszy, to jego twórcy mają bezwgzędne prawo domagać się od twórców “Happy” przynajmniej wyjaśnień na temat swoich “inspiracji”.

Oczywiście, że sam pomysł tańczenia na ulicy był wykorzystywany w kulturze od wielu lat – wystarczy chociaż wspomnieć słynną “Deszczową Piosenkę”. Sama koncepcja tańca na ulicy – nie podlega ochronie Prawa Autorskiego i nie można jej opatentować 🙂 Jednak Prawo Autorskie stoi  na straży indywidualnego “sposobu wyrażania” danego pomysłu. Skoro jesteśmy w stanie odróżnić dzieło “Girl Walk All Day”, to podlega ono ochronie ze względu na właśnie taki, a nie inny sposób wyrażania – polegający m. in., na konkretnych ujęciach kamery, choregografii indywidualnej i zbiorowej, itp., itd. Inaczej mówiąc – jest dziełem, a skoro jest dziełem, to twórcom przysługuje bezwzględny monopol autorski w stosunku do tegoż dzieła.

Problemów samplingu cd. Kto jest autorem nowego singla Juniora Stressa.

Przywoływany już wcześniej Michał Michalak pisze tak:

“Zarzut plagiatu formułowany jest jeszcze z innej, łatwiejszej perspektywy. Teza jest prosta: Pharrell ukradł aktorce pomysł, cały koncept. Anna Marsen uważa się więc za pierwszą artystkę w historii, która nakręciła, jak chodzi po mieście tanecznym krokiem. Tyle lat kinematografii i nikt jeszcze na to nie wpadł. No geniusz.

Na marginesie dodajmy, że pomysły tego typu nie podlegają ochronie na gruncie prawa autorskiego. Dlatego każdy może na przykład napisać książkę o małym chłopcu w szkole dla czarodziejów, bez ryzyka pozwu ze strony J.K. Rowling.”

Powyższe dwa akapity dowodzą braku zrozumienia przez autora zapisów Prawa Autorskiego. Nie chodzi o to, że “Anne Marsen uważa się więc za pierwszą artystkę w historii, która nakręciła, jak chodzi po mieście tanecznym krokiem”. Chodzi o to, że ta Anne Marsen chodzi takim, a nie innym krokiem, uśmiecha się w taki, a nie inny sposób, podskakuje tak jak sobie to wcześniej wymyśliła, a reżyser kadruje ją w swój własny sposób. Skoro “Girl Walk All Day” jest dziełem w rozumieniu Prawa Autorskiego to podlega ochronie Prawa Autorskiego. Koniec. Kropka.

Jednak autor brnie dalej w zaparte:

“Nie przeszkodziło to polskiemu blogerowi, tytułującemu się muzykiem i prawnikiem, przesądzić o winie Pharrella i podkreślić, że skopiował jeden do jednego całe układy taneczne. Na czym to “jeden do jednego” polega? Na przykład na tym, że dziewczyna w obu klipach idzie przez park, siada na chwilę na ławce, wyrzuca nogi do góry i wraca na ścieżkę. Albo na tym że Pharrell podskakując, uderzył stopą o stopę.”

Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie jest – trywializowane uderzenie stopą o stopę, krótki przystanek na ławce, powrót na ścieżkę, wychylenie się zza budki z telefonem  – jest właśnie indwidualnym sposobem wyrażenia artystycznego kształtowania dzieła. Mam nieodparte wrażenie, ze autor powyższego cytatu nie ma pojęcia, czym jest Utwór na gruncie przepisów prawno-autorskich. Idąc tym tokiem myślenia można by uznać, że muzyka jako taka, też nie podlega ochronie Prawa Autorskiego, bo wszyscy coś tam sobie grają, przesuwając palce na strunach raz w lewo, czy w prawo. Tymczasem najbardziej istotne dla zrozumienia tego, czym jest dzieło na gruncie Prawa Autorskiego jest ruch tych palców – to właśnie one czynią dane dzieło wyjątkowym, innym, niż wszystkie. W tym tkwi całe sedno.

Gigant splagiatował teledysk polskich twórców? Zobaczcie.

Ze względu na często przywoływane, przy okazji Pharella, pojęcie “utwór inspirowany” warto też ponownie mu się przyjrzeć. By odpowiedzieć na to pytanie trzeba najpierw sięgnąć po definicję inspiracji w Prawie Autorskim. W polskiej ustawie znajdujemy ją w art. 2 ust. 4.

“Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.”

Opracowanie to taka ingerencja w utwór pierwotny, która zmienia jego charakter pozostawiając jednak charakterystyczne elementy utwory pierwotnego. Gatunkiem wykorzystującym masowo inspirację jest jazz, gdzie tzw. “temat” jest punktem wyjścia do własnej, charakterystycznej, wyjątkowej wariacji wokół tego tematu.

“Wariacje uważa się za dzieła zbliżone do parodii, czy pastiszu, podkreślając, że zapożyczony motyw muzyczny stanowi jedynie punkt wyjścia własnej, zupełnie samodzielnej twórczości.czytamy w J. Barta, R. Markiewicz “Prawo Autorskie i Prawa Pokrewne. Komentarz. Warszawa 2011” – Niemniej zdarza sięczęsto, że twórcy wariacji sięgają do dzieł powszechnie znanych, sławnych licząc na popularność utworu, z którego czerpią temat. Nie może to być jednak traktowane jako działanie niedozwolone z punktu widzenia prawa autorskiego, jeżeli w nowym utworze zapożyczony motyw muzyczny odgrywa rolę jedynie inspirującego tematu”.

Inspiracja na gruncie Prawa Autorskiego nie jest równa z potocznym rozumieniem tego pojęcia. Nie chodzi o to, że jakiś utwór popycha danego twórcę do stworzenia czegoś nowego. Owszem, wszyscy artyści/twórcy znają ten dzień przyjścia weny po obejrzeniu/wysłuchaniu jakiegoś utworu. Jednakże stworzenie dzieła w wyniku tej weny nie powoduje, że dany utwór jest utworem inspirowanym. Utwór inspirowany pojawia się dopiero w momencie przejęcia fragmentu utworu pierwotnego. Sięgnijmy jeszcze raz do cytowanego wyżej “Komentarza”:

Czy cisza jest utworem? Przypadek pewnego kompozytora.

Celowe jest zawężenie prawnego pojęcia inspiracji. W potocznym znaczeniu o inspiracji mówi się zawsze wtedy, gdy czyjaś twóczość stała się podnietą do stworzenia innego utworu samodzielnego, a więc nawet wtedy, gdy oba utwory należą do zupełnie odmiennych dziedzin sztuki, jak w przypadku muzyki “inspirowanej” poezją lub obrazem, albo dzieła literackiego “inspirowanego obrazem”. Sądzę, że tak szerokie pojęcie inspiracji jest nieprzydatne dla prawa autorskiego i że o twórczości inspirowanej należy tu mówić tylko w odniesieniu do utworów, które powstały wskutek podniety dostarczonej przez utwór z tej samej dziedziny sztuki, a więć tam, gdzie mogłyby być wątpliwości, czy chodzi o twórczość samodzielną, czy zależną”.

Wracając do naszego Williamsa – o inspiracji mówić tu niezwykle trudno, gdyż układy choreograficzne wskazane przez Anne Marsen, która porównała “Happy” z  “Girl Walk All Day”, są rzeczywiście skopiowane 1 do 1, a to co następuje w kolejnych sekwencjach trudno uznać za ich wariację. Bliżej tu już do pojęcia opracowania.

“Istnienie w utworze cech indywidualnych twórczości zależne jest od tego, czy autor z elementów powszechnie znanych lub przez autora widzianych potrafił stworzyć osobiste dzieło sztuki, czy też jego utwór jest odtworzeniem istniejącego kształtu artystycznego” – uznał Sąd Najwyższy 6 września 1937 r, (I K 651/37, OSN (K).

Powyższe, wciąż aktualne orzeczenie, wyjaśnia dość jasno problemy rozumienia prawa autorskiego, czy też różnic pomiędzy dziełem, dziełem inspirowanym, a opracowaniem dzieła. Najbardziej istotny jest tu osobisty wkład twórczy. Pharellowi nie sposób tego odmówić, jednak oryginalność jego “Happy” nigdy nie będzie oczywista do końca, ze względu na wyjątkową bliskość z “Girl Walk All Day”.

Swoją drogą mógł wskazać chociaż źródło swojego pomysłu.

Źródła:

 J. Barta, R. Markiewicz “Prawo Autorskie i Prawa Pokrewne. Komentarz. Warszawa 2011”

Michał Michalak, “Oskarżony Pharrell Williams”, interia.pl

Fot. http://girlwalkallday.com/

2 Responses to Inspiracja na gruncie prawa autorskiego. Przypadek Pharrella Williamsa

  1. Hubert says:

    W akapicie dotyczącym “Blurred Lines” wkradł się błąd rzeczowy. Otóż Marvin Gaye nigdy nie był liderem Funkadelic. Robina Thickego pozwała rodzina Gaye’a oraz podmioty posiadające prawa majątkowe do utworów właśnie Funkadelic.

    Jestem bardzo ciekaw rozwoju sytuacji, zarówno jeśli chodzi o sprawę dotyczącą “Blurred Lines”, jak i choreografii do “Happy”. Bo jeśli faktycznie Pharell dokonał opracowania utworu Anne Marsen, to co z tysiącami filmików pokazujących, jak wszyscy są szczęśliwi?

    • Michał Kowalski says:

      Oczywiście, błąd, który poszedł za myślowym skrótem – poprawiony.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *