Dyrektor Karol Nawrocki, generalnie człowiek z nadania tzw. dobrej zmiany zapowiedział poważne zmiany w ekspozycji Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Do końca grudnia 2017 r. ma ich być aż dwanaście. Polityczny aspekt tej sprawy jest chyba mniej interesujący niż nadchodzący szybkimi krokami proces o integralność dzieła w rozumieniu prawa autorskiego.

Poprzedni dyrektor muzeum ostrzega bowiem wyraźnie, że jeżeli do zmian dojdzie to proces się odbędzie. Firmy współpracujące z MIIWŚ mają bowiem otrzymywać pismo autorstwa prof. Pawła Machcewicza (byłego dyrektora muzeum) o następującej treści: “Zwracam się z prośbą o niepodejmowanie jakichkolwiek działań, które zmierzałyby do wprowadzania nieuzgodnionych z nami zmian na wystawie, a tym samym naruszałyby nasze prawa autorskie. Chcielibyśmy uniknąć sytuacji, w której po wielu latach zgodnej współpracy, znaleźlibyśmy się z Państwa firmą w sporze.” 

Zmiany zapowiadane przez Nawrockiego od dawna są kością niezgody. Chciał on m.in. przeorganizowania części ekspozycji odnoszące się do niemieckiej okupacji i prześladowania gdańskiej Polonii, oraz w sali poświęconej narodzinom komunizmu, czy tabeli informującej o liczbie ofiar wojennych w poszczególnych krajach. Zmiany według były konieczne ze względu na ujawnione błędy merytoryczne. Teraz planuje następne poprawki w części wystawy poświęconej Holocaustowi, gdyż jego zdaniem za mało eksponuje ona pomoc udzielaną Żydom przez Polaków w czasie wojny.

Czytaj: To będzie proces roku? “Charging Bull” kontra “Fearless girl” o integralność dzieła.

Pomysły Nawrockiego od dawna spotykają się zdecydowanym sprzeciwem ze strony poprzedniego dyrektora Muzeum i zarazem jednego z autorów wystawy głównej. Zapowiadał on już, że „w przypadku wprowadzenia zmian nieuzgodnionych z autorami, moją odpowiedzią i innych autorów, będzie pozew sądowy. Dr Nawrocki nie ma żadnego prawa moralnego ani naukowego ingerować w cudzą pracę, to by była zwykła uzurpacja, a także złamanie prawa. Za wprowadzanie do niej zmian nieuzgodnionych z jej autorami grożą dyrektorowi Nawrockiemu konsekwencje finansowe, a nawet karne”.

Pomijając całą zadymę polityczną wokół tego wydarzenia, skupmy się na kwestiach stricte autorskich. Czy znane jest Wam pojęcie „prawo do integralności utworu”? Tak czy siak, trochę o tym opowiemy, bo dopiero wtedy będzie można zastanowić się nad tym, kto w tym sporze może mieć rację.

W polskim prawie autorskim prawo do integralności utworu znajdujemy w art. 16 pkt. 3

“Art. 16. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do: (…) 3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania”

Prawo do integralności utworu chroni nienaruszalność jego treści i formy. Daje twórcy swego rodzaju zapewnienie, że bez jego zgody do utworu nie można wprowadzać zmian. Jak to zwykle bywa od tego uprawnienia przewidziane są wyjątki np. wtedy gdy zmiany są spowodowane oczywistą koniecznością, a twórca nie miałby słusznej podstawy im się sprzeciwić. Ponieważ są to pojęcia nieostre, tego typu sprawy są pełne wątpliwości, a czasami mogą być kontrowersyjne.

Co to wobec tego jest ta „oczywista konieczność”? Konieczność zmiany w utworze zachodzi w szczególności wtedy, gdy zmiana jest wymagana dla prawidłowej lub normalnej eksploatacji, czyli jest to np. usuwanie błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych. Konieczność oznacza, że właściwa eksploatacja dzieła bez tej zmiany nie byłaby możliwa. Wniosek – dopuszczalne są jedynie modyfikacje w niezbędnym zakresie. A kiedy zmiana jest oczywista? Wtedy, gdy każdy kto miałby z utworu korzystać mógł uznać, że w utworze zachodzi błąd rzucający się w oczy i zmiana powinna zostać dokonana.

Czytaj:  Jak Pono zmiażdżył Steel Pulse. Sampling, a integralność dzieła.

Zatem, jak uznał  Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z 29 października 1997 r. (Sygn. AktI ACa 477/97).

Nie każda zmiana dowolnego elementu treści lub formy utworu narusza prawo do jego integralności lecz tylko taka jego zmiana, która zrywa lub osłabia wieź twórcy z utworem, usuwa lub narusza więź między utworem, a cechami indywidualizującymi jego twórcę

Twórca wobec „oczywistej konieczności” może ratować się „słusznymi podstawami do sprzeciwu”, a takimi będą wyłącznie interesy osobiste twórcy. Odrzuca się powoływanie na interesy majątkowe w takim przypadku, dlatego że twórca nie powinien uzależniać udzielenia zgody na dokonanie zmiany od otrzymania za to wynagrodzenia.

Kiedyś wspominaliśmy już o ciężarze dowodu przed sądem i w tym przypadku co do przesłanki oczywistej konieczności ciężar ten będzie spoczywał na obecnym dyrektorze, a ciężar dowodu co do przesłanki słusznych podstaw do sprzeciwu na byłym dyrektorze.
Dopiero znając te podstawowe pojęcia można się zastanowić czy zmiany, które chce wprowadzić obecny dyrektor Muzeum są konieczne i oczywiste, a ewentualny sprzeciw jego poprzednika ma słuszne podstawy. Sami jesteśmy ciekawi, na co będą powoływać się strony tego sporu i której z nich uda się do swoich racji przekonać Sąd. A Wy co myślicie?

Autor:  Karolina Nowalska, adwokat z Olsztyna, zajmuje się sprawami z zakresu prawa własności intelektualnej, www.adw.olsztyn.pl., prowadzi bloga o prawie fotografii, www.prawyprofil.pl /MiP

Fot: Rudolf H. Boettcher/wikimedia.org

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *