Wydłużenie okresów ochronnych praw twórców to najgorsza rzecz, jaką można zrobić twórcom. W zmianie prawa nie o twórców chodzi, a podmioty praw, czyli też wielkie koncerny, które chcą czerpać z twórczości innych, ile tylko można.

Mamy coraz więcej informacji na temat planów rządowych zmiany prawa autorskiego. Oprócz znanych już pomysłów związanych z przedłużeniem obowiązywania praw do artystycznych wykonań, oraz ujednolicenia czasu ochrony trwania piosenki zarówno w warstwie słownej, jak i muzycznej, rząd planuje także szeroki wachlarz zmian związanych z zakresem definicji dozwolonego użytku, likwidacji Funduszu Promocji Twórczości, czy uregulowania problematyki “dzieł osieroconych”. Jak spróbuje wybrnąć z pułapek związanych szczególnie z problematyki dozwolonego użytku? – zobaczymy. Czekamy na to z wielką niecierpliwością, znając przygody projekty PSL, który przepadł był jakiś czas temu i to z hukiem.

Póki co jednak, na pierwszy rzut pójdzie przedłużenie ochrony praw pokrewnych, czyli w tym przypadku – praw artystycznych wykonań i fonogramów do 70 lat od momentu publikacji lub rozpowszechnienia (obecnie 50 lat).

Czytaj: Prawami autorskimi rządzi Myszka Miki

Powyższe nie jest autorskim pomysłem naszego rządu, lecz wynika z konieczności implementacji Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/77/UE z dnia 27 września 2011 r., i której to przyjęcie kilka lat temu, wywołało prawdziwą burzę w europejskich mediach. Dlaczego? Ano dlatego, że prosty zabieg wydłużenia ochrony spowodował, że do domeny publicznej nie weszło szereg dzieł z wczesnej epoki rock`n`rolla, które nagrywali i śpiewali m.in. słynni The Beatles.

Na zachodzie Europy pomysł unijnych technokratów spotkał z się z bardzo nieprzychylnymi komentarzami. W Polsce gromadnie pisze się o “potrzebie zabezpieczenia artystów na starość”. Nie ukrywajmy, że w tej całej historii chodzi o artystów.

Wszelkie możliwe badania wskazują, że rynek fonograficzny jest zmonopolizowany przez wielkie koncerny jeszcze chyba mocniej niż jakikolwiek inny. Czasem ochrony praw autorskich w USA rządzi Wal Disney i jego Myszka Miki, a na całym świecie inni giganci posiadający prawa wspominanych The Beatles (Sony/ATV).

Przedłużanie praw autorskich ma negatywny ma to wpływ na całą kulturę.

MyszkaMikiIP

Tony Hirst/Flickr

Gdyby czas ochrony praw był krótszy, twórcy, a bardziej reprezentujące je wytwórnie musiałby, by dbać o ciągłe poszukiwanie nowych wspaniałych, dzieł, piosenek, utworów. Zamiast tego mamy nieustającą plejadę wiecznych pieśni, które słyszeliśmy jako dzieci, a które będą słuchane w radio przez nasze dzieci i przez dzieci naszych dzieci. I będą słyszalne jeszcze przez wiele lat, tylko z jednego powodu – przynoszą gigantyczne zyski wąskiej grupie firm.

Nikomu się nie opłaca promować czegoś nowego – to wiązałoby się przecież z uszczupleniem zysków, które np. trzeba byłoby przeznaczyć na promocję, czy reklamę. W związku z tym bawimy się w przedłużanie czasu trwania ochrony praw, pod pozorem działania na korzyść artystów.

Jak to się przekłada na użytkowników?

Ze względu na to, że od dłuższego czasu moje życie zawodowe coraz mocniej związane jest z pewną spółką postprodukcyjną, na wierzch wychodzą zainteresowania filmem, a szczególnie po obejrzeniu wspaniałej podróży przez kino, dokumentu “The Story of Film: An Oddysey” autorstwa Marka Cousinsa. W ten sposób trafiłem na japońskie kino lat `50, które nieuchronnie prowadzi do “przerobienia” całego Kurosawy.

I teraz zagadka – znajdźcie legalne źródło, gdzie można obejrzeć kultową pozycję “7 Samurajów”.

Nie chodzi tu o jakichś “Avengersów”, czy innych kosogłosów, zapełniających torrenty w jakichś przeolbrzymich ilościach. Chodzi o dzieło, które jest jednym kamieni milowych współczesnej kultury, kształtującej ją przez kolejne dziesięciolecia. Dlaczego nie mamy możliwości obejrzenia tego dzieła za darmo? Film ten powstał w 1954 roku! To jest 61 lat temu! Znajdźcie mi proszę jeden logiczny argument, który przemawiałby za tym, żeby to dzieło będące obecnie przedmiotem tylko zachwytu koneserów, wciąż nie istniało w sferze publicznej.

Ciekawe, jak przełożenie europejskiej dyrektywy wpłynie na polskie utwory z wczesnej fazy rock`n`rolla, które mogłyby się znaleźć w domenie publicznej, a które “ze względu na interesy twórców” pozostaną niedostępne szerokiemu audytorium remikserów przez kilkanaście kolejnych lat.

Tak właśnie wygląda manipulacja “dobrem artystów” we współczesnym świecie.

Fot. Strona tytułowa Statutu Królowej Anny, dokumentu powszechnie uważanego za kamień milowy w ochronie praw autorskich. Statut Królowej Anny z 1710 roku w Anglii ustanawiał wyłączne prawo autora do oddania dzieła do druku.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *