Nastał letni sezon festiwalowy! Nasz święty Graal, złote dwa miesiące dla fotografów koncertowych. Czas, którego wyczekujemy przez długie jesienne miesiące, chwile do których wracamy w czasie zimowych zawieruch. Te same, które tak przeklinamy we wrześniu: tym razem to już naprawdę był ostatni raz. Nigdy więcej. Za rok na pewno mniej, rozsądniej, na większym luzie. Jasne.

Zatem – sezon koncertowy przed nami, a w zasadzie już rozpoczęty. Zanim rozjedziecie się na festiwale w Polsce i Europie – kilka wskazówek z mojego doświadczenia. Może trochę złagodzą “syndrom wrześniowy”, a może spowodują, że w ogóle do tego września dotrwasz i nie odłożysz sprzętu na półkę na pół roku.

Czytaj: Dziesięć najbardziej wkurzających rzeczy na festiwalach

Na wstępie zaznaczam, że ten tekst nie ma pretensji do bycia wyczerpującym poradnikiem “jak zostać fotografem koncertowym”. To zbiór uwag zgromadzonych przez kilkanaście lat bywania na festiwalach muzycznych (po obu stronach sceny i backstage) i fotografowania koncertów. Błędów, których nie musisz powtarzać i rozwiązań, które możesz ode mnie podpatrzeć.

No to zaczynamy.

Dobrze zastanów się nad wyborem sprzętu

Po pierwsze: zbyt dużo sprzętu rozprasza. Zamiast skupić się na fotografowaniu, będziesz zastanawiać się, który z obiektywów zapiąć. Może zabraknąć Ci kilku cennych sekund, żeby złapać interesującą sytuację na scenie lub wśród publiczności. Na przykład taką jak ta:

macki

Po drugie: prawdopodobnie będziesz musiał nosić większość sprzetu ze sobą. Łatwo zapakować się pod sam suwak, ale po kilku godzinach łażenia po terenie festiwalu w słońcu i deszczu będziesz czuć na plecach każde dodatkowe 100 gram. Nie mówiąc o tym, że pewnie niektórych szkieł czy aparatów użyjesz raz, a jeszcze innych w ogóle.

Dlatego bardzo ważne są dobra torba i pas. Po kilku latach Twój kręgosłup Ci podziękuje.

Od lat moim zestawem festiwalowym jest pas biodrowy LowePro z systemem sakw. Sakwy to najwygodniejszy jaki znam sposób dostępu do obiektywów. Oprócz tego chronią szkła przed uderzeniem i warunkami atmosferycznymi, a także przed kurzem i piaskiem.

Zazwyczaj zabieram na festiwal 2 lub 3 duże sakwy, do których mieszczą się podstawowe zoomy: wielozadaniowy 24-70/2.8 i teleobiektyw 80-200/2.8. Trzeci obiektyw jest zapięty na aparacie. Dodatkowa sakwa mieści stałkę do zadań specjalnych lub służy do wygodnego przepinania szkieł (można do niej szybko wrzucić obiektyw odpięty z aparatu).

szkła

Od tego roku jako dodatek do sakw noszę również na plecach “nerkę” Sling Passport. To torba, która po godzinie noszenia stała się moją ulubioną: świetnie leży i rewelacyjnie rozkłada ciężar. Nawet po kilku godzinach nie powoduje bólu ramion. Chowam do niej aparaty analogowe, ewentualnie niedużą stałkę, zapasowe akumulatory, wizytówki. Ale gdyby zaszła potrzeba, spokojnie zmieści nawet pełnoklatkowe body z zapiętym teleobiektywem. I 13” MacBooka.

Czytaj: Koniec z nagrywaniem koncertów. Apple znalazł na to sposób.

O to jak ulżyć kręgosłupowi zapytałem też Joannę „Frotę” Kurkowską, autorkę bloga Skullcatcher i trójmiejską fotografkę, która przez wiele lat pracowała jako fotoreporterka i zjeździła bodaj całą festiwalową Polskę:

„Jeżeli pracujemy przez parę weekendów na festiwalach (i nawet poza nimi) to polecam zainteresować się technologią tapingu i pasami wzmacniającymi kręgosłup. Dobrze założone taśmy i pas naprawdę pomagają, chociaż nie są najtańsze – firmowe taśmy to koszt od 30 zł za rolkę, natomiast ceny pasów zaczynają się od 100 zł (ja używam taśm Kinesio Tape i pasa firmy Thuasne). Czy działają? Wcześniej plecy zaczynały mnie już boleć po godzinie lub dwóch, teraz na pojedyńczych koncertach nie mam problemów. Zanim zaopatrzymy się w pas i taśmy, warto oczywiście udać się do specjalisty (fizjoterapeuty lub rehabilitanta), który poinstruuje nas jaki pas powinniśmy kupić i pokaże w jaki sposób zakładać taśmy.”

Oczywiście wybór systemu (sakwy, szelki, torby) jest sprawą indywidualną – potraktuj powyższe uwagi jako wskazówki i skompletuj własny zestaw.

Ale gdzie ja podłączę laptopa? Czy tu jest WiFi?

Sprawdź, czy festiwal oferuje centrum prasowe lub depozyt do przechowania sprzętu. Dzięki temu dowiesz się, jak się zapakować, czy zabierać komputer, zaplanujesz w jaki sposób zorganizować swoją pracę.

Tutaj w zasadzie nie ma reguły – nawet na dużych europejskich festiwalach zdarza się, że sekcja prasowa to ogródek “pod chmurką” bez dostępu do WiFi. Pamiętam sytuację, gdy w Niemczech musieliśmy w panice ratować sprzęt i uciekać przed zbliżającą się nawałnicą. Jeśli festiwal nie zapewnia bezpiecznego biura prasowego, a Ty nie musisz oddać zdjęć natychmiast po koncercie – zostaw laptopa w hotelu albo nie bierz ze sobą w ogóle. Poniżej genialne i wzorcowe biuro na Ostróda Reggae Festivalu.

prasowe

Jeśli zamierzasz spać na polu namiotowym, w zasadzie niezbędny będzie Ci depozyt. Inaczej ryzykujesz sprzęt warty kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych – a może zdarzyć się wiele. Kradzież i napad to te najbardziej dramatyczne przypadki (w samochodzie na publicznie dostępnym parkingu sprzętu NIE ZOSTAWIAMY), ale do zniszczenia sprzętu wystarczy zwykłe zalanie w trakcie ulewnego deszczu albo zabrudzenie piaskiem.

Nie wspominając już o urokach korzystania z natrysków czy toalet z plecakiem foto i sakwami. Miałem przyjemność trenować tę dyscyplinę, do tego w tropikalnych temperaturach, na jednym z francuskim festiwali. Nie warto.

Stopery. Włóż do uszu. Zanim wejdziesz pod scenę.

Nie rób sobie krzywdy pracując w fosie bez stoperów. Koszt stoperów to kilka złotych, a po kilkuset koncertach w fosie ubytek słuchu, jeśli nie pewny, jest bardzo prawdopodobny.

Nie używam specjalistycznych rozwiązań: kupuję gumowe stopery w kształcie choinki (na sznurku – nie gubią się tak często). Przed sezonem festiwalowym kupuję kilkanaście sztuk, wrzucam do plecaka i zapominam o temacie. Obniżają głośność o kilkanaście decybeli, redukują wysokie tony. I – last but not least – jeśli Twój namiot lub pokój znajdują się w strefie rażenia sceny (bądź chrapiących kolegów), pomagają usnąć we względnej ciszy.

Oprócz tego, kupuję duże opakowanie tanich stoperów piankowych. Co roku rozdaję kilkanaście kompletów rodzicom, którzy zapomnieli zaopatrzyć dzieci w słuchawki ochronne. Sam jestem tatą, więc wiem, że pierwszy rząd pod barierkami to zdecydowanie zbyt duże wyzwanie dla słuchu małego dziecka.

Dbaj o karty pamięci

Jedną z podstawowych rad dla osób organizujących domowe przyjęcia jest “co by się nie działo, zacznij wieczór z pustą zmywarką”. Ta mądra wskazówka sprawdza się także w przypadku fotografii: przed rozpoczęciem zdjęć wyczyść i sformatuj karty. Nie ma nic gorszego, niż gorączkowe kasowanie zdjęć z wypełnionej w 99% karty w kulminacyjnym momencie koncertu (tak, zdarzyło mi się). A najlepiej miej ze sobą zapas kart, który pozwoli Ci na komfortową pracę (z zapasem).

Jeśli nie masz możliwości wyczyszczenia karty, po prostu nie bierz jej ze sobą – i tak Ci się nie przyda, a przynajmniej jej nie zgubisz. Nic nie boli bardziej, niż utrata kilku godzin albo nawet dni swojej pracy. Dlatego nawet w największym zamieszaniu nie chowaj kart do kieszeni spodni czy kurtki, ale włóż do zapinanej przegródki w torbie albo do zamykanego etui. Te kilka sekund to dobra inwestycja (a przecież i je oszczędziłeś, bo masz sakwy).

Czytaj: Rząd uderza jednak w Woodstock. Impreza podwyższonego ryzyka.

W moim przypadku system pracy jest prosty: jeśli pracuję w biurze prasowym, po wyjściu z fosy staram się od razu przenieść dane z karty na dysk zewnętrzny, aby zapobiec ich utracie lub przypadkowemu usunięciu.

Od pewnego czasu używam jeszcze innego systemu: mam w aparacie dwie szybkie karty o pojemności 64GB. Aparat zapisuje zdjęcia na pierwszej karcie i tworzy kopię zapasową na drugiej. Szansa, że w tym samym momencie uszkodzą się obie karty jest niewielka, a wygoda korzystania – ogromna. Na pewno wystarczy na cały dzień zdjęciowy, więc odpada żonglerka kartami i ryzyko ich zagubienia.

Ale wysoka ta scena… czyli drabinki

Drabinka może być świetnym narzędziem do zdobycia lepszego ujęcia ze sceny i sam często jej używam. Przydaje się zarówno pod sceną jak i w tłumie publiczności, aby uzyskać ciekawszą perspektywę. Szczególnie, jeśli tak jak ja, masz mniej więcej 178 cm wzrostu.

Jest też drobne “ale”. Przez ostatnie lata drabinek pod sceną zrobiło się tyle, że niektóre kluby zabraniają ich używania. I trudno się temu dziwić, skoro niektórzy fotografowie spędzają większość koncertu na wysokości pępka wokalisty. To przeszkadza zarówno zespołowi, jak i publiczności.

ja-wysokoDrabinki są też wynalazkiem mało popularnym poza Polską. Fotografując z drabinki na festiwalu Summerjam w Kolonii w pewnym momencie poczułem na sobie wzrok kilkunastu fotografów wyraźnie zdumionych tym ułatwieniem. Na tyle, że po koncercie ktoś się poskarżył i poproszono mnie o nie korzystanie z niej – “bo to nie jest fair”.

Zatem: zrób swoje i zejdź, a potem ewentualnie strzelaj z drabinki z boków fosy, a nie z samego środka.

Bądź miły. Festiwal to publiczność, artyści, obsługa sceny, ochrona, media.

Obsada techniczna różnych scen to często Ci sami ludzie – żyj z nimi dobrze (i nie przejmuj się za bardzo, jeśli raz na jakiś czas zbierzesz opierdol). Przed koncertem przywitaj się z ochroną w fosie, podaj każdemu rękę. Pogadaj chwilę, choćby o pogodzie. Nie zachowuj się, jakbyś był ważniejszy od innych – bo nie jesteś.

Nie wychowuj innych fotografów w fosie. Ktoś nie wyszedł po trzecim numerze, używa flasha lub zachowuje się w mało sportowy sposób? Dopiero jeśli widzisz, że może zepsuć Ci to robotę lub co gorsza zdenerwować tour managera (a odpowiedzialność zbiorowa niestety zdarza się w fosie dość często) – zwróć delikwentowi uwagę.

Jednocześnie pamiętaj, że za porządek w fosie i egzekwowanie zapisów umowy (np. długość fotografowania, użycie flasha) odpowiada koordynator mediów z ramienia promotora lub festiwalu, a nie Ty.

Skup się na swoich zdjęciach z koncertu i bądź pewny siebie. To, że na eventach fotografowie z agencji zajmują “na sztywno” miejsca przed ścianką, nie musi od razu oznaczać, że takie zasady obowiązują także w fosie.

Czytaj: Wszystko o nagrywaniu koncertów.

Walcz o swoje ujęcia, sygnalizuj wyraźnie co zamierzasz zrobić. “Przepraszam, muszę teraz tu stanąć, żeby złapać szeroki kadr” – trzy utwory mijają szybko, jeśli będziesz tylko czekać na swoją szansę… to może być po ptakach.

Jeśli to możliwe, zdejmij plecak, oszczędzisz przypadkowych potrąceń, a jednocześnie będziesz miał więcej ostrych zdjęć 🙂

W zatłoczonej po brzegi fosie nie zawsze jest czas na uprzejmości, ale pamiętaj, że po trzech numerach każdy – nie tylko Ty – ma mieć swój reportaż. Innymi słowy – “live and let live”.

Udało mi się. Jestem na scenie!

Jeśli w trakcie pracy będziesz poruszał się po scenie, pamiętaj o kilku prostych zasadach:

Scena jest przede wszystkim dla muzyków, a Ty jesteś tam tylko gościem. Zrób swoje i zejdź. Dodatkowe osoby na scenie przeszkadzają muzykom i technice. Tak, to fajny lans stać obok gitarzysty, kiwać się do koncertu i machać publiczności, ale postaraj się powstrzymać.

Jeśli koncert jest nagrywany lub transmitowany, miej na sobie ciemne ubranie – nie będzie Cię za bardzo widać “w obrazku”, nawet jeśli wpakujesz się niechcący w kadr. Na przykład na Przystanku Woodstock kolorowe ciuchy na scenie to praktycznie pewna gwarancja usłyszenia od realizatora transmisji kilku nieparlamentarnych słów.

scena-wood

Dodatkowy ekwipunek

Na festiwalach, gdzie będziesz dużo chodzić i przemieszczać się między scenami może przydać się chustka Buff. Można ją założyć jak czapkę, zwinąć na ręku i otrzeć nią czoło (serio, nic nie przeszkadza bardziej w robieniu zdjęć, niż zalewający oczy pot), albo zasłonić usta i nos przed wszechobecnym pyłem. Nie wyobrażam sobie pracy na Przystanku Woodstock bez tego typu chusty.

Grube foliowe torby na śmieci – może mało wyjściowy, ale tani i efektywny sposób ochrony sprzętu przed deszczem. Nie zawsze możemy uciec z fosy. Wystarczy schować aparat do środka, zrobić dziurę i wystawić kawałek obiektywu na zewnątrz (uwaga na zapocenie sprzętu i kondensację).

Jak banalnie by to nie brzmiało, zadbaj o wygodne buty, kurtkę przeciwdeszczowa i krem z filtrem przeciwsłonecznym. Nic nie potrafi popsuć humoru tak jak odciski i obtarte stopy, zimno lub poparzenia słoneczne.

bloto

Kiedy musisz szybko przemieszczać się między scenami, a jesteś opleciony systemem pasków i na plecach masz kilka/naście kilo sprzętu – nawet drobne urazy stają się uciążliwe. Nie robię z fotografów koncertowych komandosów, po prostu wiem jak boli obtarcie na karku, o które co sekundę zahacza pasek aparatu z zapiętym teleobiektywem. I tak przez 3 dni, jak chińska tortura.

Woda i jedzenie.

Tak, wiem. Tak jak my wszyscy jesteś niezniszczalny. Wiem, że mogłabyś biegać między scenami kilkanaście godzin i nie czuć pragnienia. Tylko po co?

Wprawdzie i ja kilka festiwali spędziłem niczym poszczący asceta, ale teraz zawsze staram się znaleźć czas na ciepły posiłek, a w trakcie koncertów piję mnóstwo wody. Dzięki temu mam jeszcze siłę rozmawiać z ludźmi, przywitać się ze znajomymi muzykami, a w tryb zombie przechodzę dopiero po północy 🙂

Staram się też nie przesadzać z alkoholem – wystarczająco boję się wchodzić na trzeźwo np. na kosz do bungee bujający się 60 metrów nad ziemią.

wood-z-g-ry

Słowo końcowe

Festiwal tworzą przede wszystkim ludzie. Nie ma nic nudniejszego, niż relacja z kilkudniowej imprezy skupiająca się wyłącznie na scenie. Dlatego znajdź czas na zdjęcia publiczności. Wejdź na pole namiotowe, pod prysznice, rozmawiaj z osobami które spotkasz. Większość nie tylko Cię nie zje, ale z przyjemnością będzie pozował do zdjęcia.

Znajdziesz ujęcia, jakich nie da się zrobić teleobiektywem z daleka, oddające emocje: radość, dobrą zabawę, zmęczenie. Czyli wszystko rzeczy, dla których – oprócz muzyki – jeździmy na festiwale.

pies

Autor: Bartek Muracki/www.bartekmuracki.com

Link do oryginalnego tekstu: Fotografia koncertowa, jak przetrwać letnie festiwale.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *