Miniony rok 2014 pomimo gigantycznych narzekań na spadającą jakość muzyki (nie tylko polskiej), czyli przekształcanie jej w bezbarwną papkę, której esencją był rodzimy “Sylwester z dwójką” na wrocławskim rynku, przyniósł nam kilka wspaniałych płyt. I było to chyba największe zaskoczenie w 2014 roku. Okazało się, że w Polsce wciąż można grać świetną i wartościową muzykę, co oczywiście może tylko cieszyć.

Mamy nadzieję, że już w obecnym 2015 roku będzie jeszcze lepiej, choć zdajemy sobie sprawę, iż kurczący się finansowo ryneczek, utrzymujący przy życiu dinozaurów polskiej muzyki rozrywkowej nie sprzyja niczemu co byłoby dobre. Z drugiej jednak strony nie ma nic lepszego dla artysty (prawdziwego) niż ból, cierpienie i brak przyszłości. Nieprawdaż?

Oto piątka naszych odkryć z Polski – utworów, które zrobiły na nas największe wrażenie. I oby w 2015 było ich jeszcze więcej.

1. Natalia Przybysz “Nazywam się Niebo”

Uwielbiamy artystów, którzy się rozwijają, a jednocześnie z wiekiem są coraz lepsi, a smakuje się ich z radością i wyrafinowaniem, lepiej niż najbardziej pożądane roczniki włoskiego wina, a jednocześnie szukają inspiracji, słuchają tego, co się dzieje na świecie, ale nie kopiują ich w skali 1 do 1, lecz przekształcają, dodają, odejmują, mnożą i dzielą – słowem, prowadzą swoją własną tabliczkę mnożenia, której efektem jest piękna muzyka – połączenie życiowego doświadczenia i prostoty wyśpiewanych słów. Wspaniała płyta i cudny singiel, jakiego dawno już nie było na polskim rynku.

2. Skubas “Nie mam dla Ciebie miłości”

Okazało się, że z tą warstwa tekstową polskich piosenek nie musi być wcale najgorzej, a nawet facet potrafi napisać Taki tekst o miłości, w Taki sposób, iż będą go słuchać i płakać tylko kobiety. Cóż, Skubas to absolutny wyjątek i skarb na naszym ryku, o który trzeba dbać, bo dzięki temu wyda jeszcze z siebie niejeden dobry tekst i niejedną dobrą pieśń o życiu. Absolutny rodzynek. Świetna aranżacja. W słowach samo życie. Czegóż chcieć więcej?

3. Fisz Emade Tworzywo – Pył (feat. Justyna Święs)

Z Fiszem to mamy nieustający problem, ponieważ od lat mamy wrażenie, że rymuje dokładnie tak samo, ale z drugiej strony zawsze, gdy trafia w objęcia swojego brata – powstaje zupełnie coś niespodziewanego. Tak, jakby Emade był niezbędnym elementem kosmicznej równowagi, bez której Fisz balansuje na granicy kiczu i depresji. Razem – tworzą zawsze coś ciekawego. W tym przypadku, idealnie dekadenckie elektro nieco przypominające klimatem “Pass this on” The Knife (choć w sumie od momentu kiedy usłyszałem The Knife, wszystko mi ich przypomina). Rewelacyjny numer. Oby takich więcej, a będzie przy czym tańczyć podczas karnawału.

4. Artur Rojek “Beksa”

Rojek podpadł nam dziwnymi warunkami organizowanego przez siebie festiwalu “Off”, ale muzycznie w tym roku znowu udowodnił, że jeżeli chce, to jest w stanie pokazać wszystkim taką klasę, że tylko czapki z głów ściągać i kłaniać się nisko. Piękna piosenka. Brawo!

5. Dezerter “Większy zjada mniejszego”

Zastanawialiśmy się wczoraj jak to jest możliwe, że tyle lat można grać w zasadzie tą samą muzykę z tym samym przekazem, czadowo i mocno, oraz po tylu latach utrzymać wciąż taką samą, rewelacyjnie wysoką dawkę wyrzucanych z siebie emocji. Kto tak potrafi w Polsce? Tylko jedna kapela – Dezerter.

Jakieś życzenia w 2015 r.? Owszem. Marzy nam się, by twórcy polskich teledysków zauważyli, że postprodukcja a la Romain Gavras przestała być modna jakieś dwa lata temu.

Dobrego 2015 roku!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *