Negocjacje przy podpisaniu umowy wydawniczej są zazwyczaj trudne i złożone, a bez znajomości Prawa Autorskiego po prostu niemożliwe, albo inaczej – możliwe, ale ze szkodą dla Twórcy. Na jakie elementy zwracać uwagę przy podpisywaniu umów?

The Beatles w swoim pierwszym kontrakcie nie zarabiali zbyt wiele. Trudno to uwierzyć, ale za każdy egzemplarz płyty sprzedanej na Wyspach dostawali zaledwie jednego pensa (!). W USA było jeszcze gorzej, bo do podziału wędrowała połowa tej kwoty. Oczywiście później ich kontrakty się zmieniły, no i The Beatles sprzedawali płyty w masowych ilościach. W 1972 roku – 10 lat od wydania swojej pierwszej płyty, gazeta “Music Week” szacowała, że na świecie sprzedali łącznie 545 milionów sztuk płyt. Wynik godny pozazdroszczenia.

Czytaj: Jesteś Twórcą? Oto Twoje prawa.

Prawdziwy sukces “fantastyczna czwórka z Liverpoolu” odniosła dopiero w 1967 roku, kiedy to chłopcy podpisali wyjątkowy, jak na owe czasy kontrakt z EMI, który gwarantował im 10 proc. od ceny hurtowej każdego egzemplarza, a w momencie, gdy liczba sprzedanych singli przekraczała 100 tys., a albumu 30 tys. sztuk – procent rósł do 15. Jeszcze lepiej było w USA, gdzie wynegocjowano kontrakt na poziomie 17,5 proc. od sprzedanej sztuki. Jednak co ciekawe – zespół nie otrzymał żadnej zaliczki na nagranie płyty.

Narzekacie na kontrakty wydawnicze? Spójrzcie na historię The Beatles. Wynika z niej jedna, podstawowa rzecz – ostateczny kształt kontraktu/umowy zależy przede wszystkim od Waszej pozycji rynkowej. Im jest słabsza, tym gorzej dla niej. Być może zatem warto poczekać rok, lub dwa i ją wzmocnić, i dopiero wóczas przystąpić do negocjacji. Sięgając do innej historii – The Clash pierwszy swój kontrakt podpisał po zaledwie 30 koncertach. Umowa z CBS Records opiewała na niesamowitą wówczas sumę – 100 tys. funtów, ale członkowie zespołu nie zauważyli, że drobnym maczkiem dopisano w niej, iż muzycy płacą wytwórni za wszystko – studio, organizacje trasy koncertowych, menadżera, wydanie płyty, produkcję okładki itp., itd. Stąd, prawdopodobnie był to jeden z najgorszych kontraktów w historii.

Na gruncie polskim, przy negocjowaniu umów,  generalnie trzeba pamiętać o różnicy pomiędzy umową o przeniesieniu praw autorskich, a umową licencyjną. Pierwsza przekazuje prawa do utworu na podmiot, z którym umowa jest podpisywana, druga daje mu jedynie prawo do korzystania z tego utworu przez określony czas /bardzo upraszczając sprawę/.

Stąd też umowa o przeniesienie praw autorskich, bezterminowa, na wszystkich polach eksploatacji z przekazaniem praw zależnych, na terenie całego świata – oznacza dla artysty przekazanie w ręce wydawcy wszelkich spraw związanych z kształtowaniem jego wizerunku, sposobu komunikacji i reklamy, ale także pobieranie w jego imieniu wszelkich gratyfikacji finansowych związanych z twóczością artysty wliczając w to umowy reklamowe, wizerunkowe itp. Artysta staje się marką kontrolowaną w całości przez sponsora/wydawcę. Artysta dostarcza jedynie kontent/treść. Za całą resztę odpowiada Wydawca. W tym przypadku zatem zazwyczaj negocjuje się jednorazową kwotę za przekazanie praw.

 Czytaj: Jak ZZ Top pokonał Chryslera piosenką Lee Hookera

Pytanie co, oprócz tej jednorazowej kwoty, ma Artysta. Umowy o powyższym charakterze, nazywane też umowami 360 stopni, dają artyście istotną rzecz – promocję. Mechanizm promocyjny wielkich wytwórni jest wciąż skuteczną bronią, nawet w dobie wszechobecnego Internetu. Wystarczy sięgnąć do pierwszej trzydziestki najlepiej sprzedawanych płyt w Polsce i sprawdzić, jak często pojawia się tam nazwa “Sony Music Entertaiment Poland”.

Jednak nawet w przypadku umów o przeniesienie praw autorskich trzeba pamiętać, że pewne elementy umowy zawsze można negocjować, gdyż mają one konkretną wartość finansową.

 Art. 2. Pr. Aut. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.

Zgoda na przekazanie Wydawcy praw zależnych oznacza tak naprawdę zgodę na dokonywanie w utworze wszelkich możliwych przeróbek, a szczególnie skracania i modyfikowania go, co jest niezmiernie istotne w przypadku sprzedaży piosenki np. dla serwisów z dzwonkami telefonicznymi. Poniżej – tak wygląda zapis dotyczacy przeniesienia praw zależnych w praktyce /cytat z jednej z umów konsultowanych przez MuzykęiPrawo/:

Z chwilą zawarcia umowy Zespół przenosi na Wytwórnię wyłączne, bez konieczności składania jakichkolwiek oświadczeń czy dokonywania jakichkolwiek czynności po zawarciu niniejszej umowy, wszelkie prawa autorskie oraz prawa do wykonywania i zezwalania na wykonywanie autorskich praw zależnych na następujących polach eksploatacyjnych: (…).

Negocjacji może podlegać również wynagrodzenie za każde pola eksploatacji.

Art. 45. Pr. Aut. Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje odrębne wynagrodzenie za korzystanie z utworu na każdym odrębnym polu eksploatacji.

Skoro Prawo Autorskie daje taką możliwość, jak wynika z art 45. powinniśmy z niej korzystać, albo przynajmniej mieć świadomość, że każde pole eksloatacji to nowy obszar, na którym sprzedawane będzie nasze dzieło, w związku z czym powinniśmy liczyć na dodatkowe wynagrodzenie z tego tytułu.

Generalnie z punktu widzenia Artysty zdecydowanie bardziej korzystne jest zawarcie umowy licencyjnej, które w praktyce są ograniczone czasowo /np. na 5 lat/, a które nie przenoszą autorskich praw majątkowych na nabywcę, w związku z czym np. czerpanie tantiemów pozostaje przy twórcy i którą też w przeciwieństwie do umowy o przeniesieniu autorskich praw majątkowych można wypowiedzieć.

Małe wyjaśnienie. Co prawda art. 56 Pr. Aut. daje twórcy możliwość odstąpienia od umowy o przen. pr. aut. lub wypowiedzenia jej “ze względu na swoje istotne interesy twórcze”, ale… no właśnie czymże są owe “istotne interesy twórcze” tego już za bardzo nie wiadomo, w związku z czym wypowiedzieć taką umowę jest niezwykle trudno. /istnieje jeszcze możliwość wypowiedzenia ze wzgledu na brak rozpowszechniania utworu, ale do takich sytuacji też dochodzi dość rzadko – art. 57/

Z kolei co do umowy licencyjnej ustawodawca dał twórcy wyraźną możliwość wypowiedzenia. Art. 68 Pr. Aut. mówi, że: Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, a licencji udzielono na czas nieoznaczony, twórca może ją wypowiedzieć z zachowaniem terminów umownych, a w ich braku na rok naprzód, na koniec roku kalendarzowego.

Jest różnica? Jest. Co do umowy licencyjnej, artysta musi mieć świadomość, że taka umowa daje Wydawcy mniej potencjalnych źródeł dochodu, stąd też zakres jego inwestycji w promocję, dystrybucję, czy marketing może być mniejszy. Mniejszy może być również udział w kosztach produkcji płyty, co w przypadku umowy o przeniesienie praw autorskich jest chyba absolutną podstawą w negocjacjach.

Na podstawie konsultowanych umów mogę wyróżnić kilka modeli biznesowych w umowach licencyjnych:

A. Wydawca wpłaca jednorazową kwotę za umowę licencyjną, a następnie , dodatkowo rozlicza się z artystą w określonych okresach czasu za uzyskane przychody z tytułu dystrybucji płyty /odpowiednio mniejsze ze wzgledu na kwotę startową, ustalone procentowo w umowie, np. /90 – wydawca, 10 – artysta/.

B. Wydawca pokrywa koszty produkcji płyty, ale rozlicza się z artystą dopiero w momencie zwrotu wszystkich kosztów produkcji.

C. Wydawca pokrywa koszty produkcji singla/płyty, ale rozlicza się z artystą poprzez odpowiednio skonstruowany podział zysków, w którym jego udział jest przeważający /np. 90 do 10/

D. Wydawca nie pokrywa kosztów związanych z produkcją singla/płyty, lecz zajmuje się dystrybucją/promocją. Zyski ze sprzedaży dzielone są w zależności od umowy /w zależności od wysokości kosztów np. 50/50/.

Kształt umów jest w każdym przypadku inny i wymaga odrębnych negocjacji. Jednak, jak starałem się to wypunktować powyżej, są pewne elementy związane z Utworem, za które zawsze można żądać wyższej stawki. Przede zawdze trzeba pamiętać o prawach zależnych, oraz polach eksploatacji, a także zwracać uwagę na typ umowy, czy jest to przeniesienie praw autorskich, czy umowa licencyjna.

Fot. “The Beatles wave to fans after arriving at Kennedy Airport”, United Press International, photographer unknown, United States Library of Congress’s Prints and Photographs.

One Response to Kiedy żądać wyższych stawek w umowach wydawnicznych?

  1. Mc says:

    Dzięki za ten artykuł ! Pomocny

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *