Nie ukrywajmy. Obecnie okładki płyt w wielkim biznesie muzycznym pełnią przede wszystkim funkcję reklamową, dopiero potem artystyczną. Kto się nie zgadza powinien spróbować znaleźć najpierw dział pop w dużym sklepie z mediami, na którego półkach będzie mniej niż pięć okładek z urodziwymi wokalistkami wyginającymi się w seksownych pozach.

Nie wszyscy muzycy używają swoich ciał do zwiększenia sprzedaży, ale mają swoje inne grzeszki. Jednym z nich jest powtarzalność. W prawie autorskim co do zasady pomysły nie są chronione jako takie i mówi nam o tym już art. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jeszcze czym innym jest odróżnienie inspiracji od plagiatu, choć tak, czy tak, o czy pisaliśmy już kilkukrotnie i o czym staramy się opowiadać na naszych warsztatach, poszukiwanie cienkiej granicy pomiędzy wszystkim pomysłem, inspiracją, a Utworem bywa niezwykle trudne.

O ile jednak, skupiamy się często na samym porównywaniu plagiatów, czy inspiracji muzycznych, rzadziej sięgamy to równie fascynującego problemu, czyli bliźniaczo podobnych okładek. Oto przegląd tych najbardziej zadziwiających.

Every Time I Die „Low Teens” (2016) vs Foster The People „III” (2017)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Różowy napis na czarnym tle. Nic odkrywczego, a muzyka zupełnie różna. Podobieństwo? Nieprzypadkowe według Every Time I Die. Zespół poddał pod wątpliwość oryginalność III na swoim twitterze, co jak to w internecie bywa wywołało falę życzliwości fanów. Niektórzy okazali się na tyle pomocni, że nawet zaprojektowali okładkę kolejnego krążka tria z LA.

BMTH „Serpinental” (2013) vs Coldplay „A Head Full of Dreams”(2015)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po lewej okładka Bring Me The Horizon, po prawej Coldplaya. Wzór to kwiat życia, starożytny symbol. Jak przyznał Oli Sykes wokalista Horizona nikt nie ma do tego znaku prawa. Muzycy to jedna wielka grupa przyjaciół, w której wszyscy się lubią, a Bring Me The Horizon dał temu wyraz na gali NME Awards 2016

Elvis Presley „Elvis Presley” (1956) vs The Clash „London Calling” (1979)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dwie legendy rocka. Dwa głosy swoich pokoleń. W jednym kochały się kobiety w drugim anarchiści. Można by przypuszczać, że kolorystyka jest przypadkowa tak jak układ liter. Nieprawdziwość tej tezy potwierdził autor okładki London Calling Ray Lowry. Powiedział, że nie jest to zrzynka, tylko oddanie hołdu królowi rocka. Wygląda na to, że beatlemania była fałszywa, ale elvisomania, to autentyczne i społecznie zdrowe zjawisko.

KISS „The Originals II”(1978) vs Black Veil Brides „Set The World On Fire” (2011)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tu nie ma żadnej historii. Black Veil Brides po prostu zawsze chciało być, jak KISS. Ale kto by nie chciał?

The Rolling Stones „Sticky Fingers” (1971) vs Mötley Crüe „Too Fast For Love” (1981)


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Oczywiście, że tym wypadku nie ma podobieństw. Postać wypina biodro w inną stronę i noszą różne spodnie. Tak samo nie powinien nikomu przychodzić na myśl pewien pan urodzony w USA.

Depeche Mode „New Life” (1981) vs Black Sabbath „Born Again” (1983)

Steve Joule zarzeka się na własne życie, że nie miał pojęcia o okładce Depechów, kiedy tworzył swoją. No cóż. Dlatego jeśli kupujecie zdjęcie na Stocku, sprawdzajcie, gdzie zostało wcześniej użyte.

Culture Abuse „Peach” (2016) vs From First To Last „Make War” (2017)

Kiedy Culture Abuse zarzuciło na Twitterze FFTL plagiat, ci przyznali, że istnieje podobieństwo, ale nie było zamierzone. Dodatkowo zachęcili to posłuchania obu publikacji. Na następną okładkę proponujemy nadgryzione jabłko.

Autor: Krzysztof Bielawny/MiP

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *