Twórcy popularnego Kinomaniaka prali brudne pieniądze – wynika z przecieków ze śledztwa w sprawie związanej z tym znanym serwisem streamingowym, który bez zgody właścicieli praw autorskich udostępniał filmy na masową skalę. Czy trzeba innych powodów, by przestać korzystać z podobnych serwisów?

Wiadomo już, że firma prowadząca Kinomaniak oferująca swoje usługi w języku polskim, miała w zasobach ponad 100 tysięcy filmów, co przy jednodniowym dostępie (3,5 zł), lub nieograniczonym (370 zł) dawało jej miesięcznie nawet 300 tys. zł (!) – sumy, z której nie musieli się dzielić z nikim. Dalej ciekawostki są jeszcze bardziej pikantne – serwis filmowy prowadziło co najmniej kilka różnych firm z siedzibami m. in. w Hong – Kongu, czy na Karaibach. Tam też zakładano rachunki bankowe. Oprócz użytkowników, serwis przynosił też dochody z tytułu sprzedaży reklam. Według śledczych liczbę korzystających z Kinomaniaka można ocenić na 1,5 mln osób (!).

Czytaj: Serwisy streamingowe, a pieniądze dla twórców

“Po zebraniu materiału dowodowego przez policjantów prokurator okręgowy w Olsztynie wszczął śledztwo w sprawie prania brudnych pieniędzy. Policjanci ustalili miejsce prowadzenia nielegalnej działalności. W grudniu 2013 r. w wytypowanych punktach na terenie Olsztyna funkcjonariusze przeprowadzili przeszukania. Znaleźli gotówkę w wysokości ponad 35 tys. zł, kilkadziesiąt komputerów, telefonów i karty płatnicze do zagranicznych kont bankowych, na których gromadzono pieniądze z nielegalnej działalności serwisu. Na polecenie prokuratora policja zabezpieczyła  700 tys. zł i ponad 30 tys. euro należących do pośredników finansowych. 10 stycznia tego roku serwis filmowy został zamknięty” – donosi Polska Agencja Prasowa.

Przy serwisach a la Kinomaniak – trzeba pamiętać o jednym – to firmy żerujące wprost na działalności twórców, przy których dokonania zwykłych, jednostkowych piratów są niczym. To serwisy łamiące wszelkie możliwe przepisy Prawa Autorskiego. Nie sposób się tu nie zgodzić ze zdaniem Dominika Skoczka, radcy prawnego, pełnomocnika Stowarzyszenia Filmowców Polskich, który w rozmowie z serwisem GazetaPrawna.pl powiedział: “Firmy internetowe, często międzynarodowe korporacje, niepłacące podatków w Europie i nieinwestujące w kulturę, zarabiają ogromne pieniądze na nielegalnym dostępie do utworów. Nie muszą przy tym udostępniać pirackich filmów czy muzyki wprost. Wystarczy, że zarabiają na reklamie i ruchu w sieci, generowanym przez poszukiwania nieautoryzowanych treści, które oczywiście jako darmowe są najpopularniejsze.”

Czytaj: W torrentach rządzi porno, muzyki się już nie ściąga

Na rynku praw autorskich rządzi kilku poważnych graczy, do których niestety, ale nie należą twórcy. Są to: korporacje sprzedające utwory, organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, oraz szereg usługodawców wykorzystujących luki prawne przy sprzedaży dzieł, do których nie mają żadnych praw. Stąd też, jak już pewnie zauważyliście, losem twórców dostarczających cały content, mało kto się interesuje.

Taką luką jest wciąż sytuacja dotycząca streamu. Spór dotyczący, czy użytkownik końcowy ma odpowiadać za legalność źródła, gdzie ogląda/słucha danego utworu trwa i pomimo, że generalnie przeważa pogląd, iż odpowiedzialny za to nie jest, jednak być może za jakiś czas przeważy inne, przeciwne stanowisko. W tym tonie wypowiadał się przecież niedawno Pedro Cruza Villalón rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE, w związku z pytaniem prejudycjalnym zadanym przez Sąd Najwyższy Nideralandów. Otóż rzecznik doszedł do wniosku, że dozwolny użytek prywatny obejmuje tylko i wyłącznie utwory rozpowszechnione w sposób legalny. Stąd też wniosek, że opinia dotycząca legalności streamingu może wkrótce się zmienić.

Czytaj: Koniec legalnego oglądania nielegalnego streamingu?

Póki co – przerażająca jest liczba osób korzystających z Kinomaniaka – 1,5 mln osób (!) to liczba znacząca. Przerażająca jest liczba korzystająca z innego słynnego serwisu – Chomika, który oczywiście także żeruje na twórcach udając, czy też mrugając do wszystkich oczkiem, że jest wprost przeciwnie.

Jeżeli więc, w jakikolwiek sposób zależy wam na artystach/twórcach, chcecie mieć coraz lepsze treści, lepsze kino, muzykę, teatr i książki – wypiszcie się z Chomika, porzućcie Kinomaniaka i innych, tym podobnych pośredników psujących rynek praw autorskich. Czy to nie dzięki nim prawo autorskie wciąż pozostaje w swojej skostniałej formie? Czy to nie oni dostarczają argumentów zwolennikom zaostrzenia Pr. Aut, zawężenia dozwolonego użytku itp. itd.? Tak, to właśnie oni.

Inna sprawa dlaczego,  że sprawa Kinomaniaka po raz kolejny pokazuje, jak legalni dostawcy treści nie zwracają uwagi na potrzeby użykowników. Czy serwisy podobne Kinomaniakowi nie miałby racji bytu, albo też, o ile spadłyby ich dochody w przypadku funkcjonowania w Polsce dystrybucji podobnej do np. Netflixa?

ps. pomimo zamknięcia Kinomaniaka w styczniu, w sieci można znaleźc kilka natępnych Kinomaniaków – bis.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *