Emocje związane z wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie dotyczącym kodu źródłowego, zdążyły już nieco opaść. Warto więc spojrzeć na treść orzeczenia na chłodno i przeanalizować, co właściwie się wydarzyło.

Przedmiotowa sprawa dotyczy systemu Elektronicznego Zarządzania Dokumentacją (EZD), którego autorami są pracownicy Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego. Wydaje się to być bardzo przydatne narzędzie, do którego licencja jest bezpłatnie udzielana innym urzędom w Polsce, z czego skorzystać chciała Fundacja ePaństwo.

Sprawa zaczęła się od wniosku, jaki złożyła Fundacja z dnia 26 lipca 2016 r. Wniosek ten był skierowany do Wojewody Podlaskiego i dotyczył udostępnienia kodu źródłowego programu oraz jego dokumentacji wdrożeniowej. Wojewoda odmówił dostępu do informacji m.in. z uwagi na to, że jego zdaniem skoro posiada on prawa autorskie do programu, to nie może go udostępnić. Co ciekawe jednak, zdanie wojewody nie było do końca tożsame z brzmieniem ustawy o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego.

Pozostało więc odwołanie do Ministra Cyfryzacji, który to uchylił decyzję Wojewody, ale zrobił też więcej – doszedł on do wniosku, że kod źródłowy wcale nie jest informacją sektora publicznego, a co za tym idzie – nie można uzyskać do niego dostępu i go ponownie wykorzystywać.

Czytaj: Festiwale są za głośne. W Holandii rozdają młodzieży darmowe zatyczki do uszu.

Fundacja ePaństwo broni jednak nie złożyła i sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Jak argumentował Krzysztof Izdebski z ePaństwo zwrócił uwagę – informacja sektora publicznego to pojęcie szersze niż informacja publiczna, o której mowa w ustawie o dostępie do informacji publicznej.

Jednak WSA stanowczo poparł twierdzenia Ministra Cyfryzacji, który był zdania, że kod źródłowy programu stworzonego za środki publiczne, do którego Wojewoda Podlaski posiada prawa autorskie oraz, który wykorzystywany jest w bieżącej pracy urzędu nie stanowi informacji sektora publicznego.

Sąd w uzasadnieniu powołał się na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, w brzmieniu którego „skoro zatem kod źródłowy jest tylko technicznym elementem przetwarzania danych, a głównym zastosowaniem kodu źródłowego jest wyrażanie programów komputerowych w zrozumiałej postaci należy stwierdzić, że kod źródłowy stanowi jedynie narzędzie wykorzystywane w programach komputerowych, nie zawierając jakiegokolwiek komunikatu o sprawach publicznych. Zestawienie istoty kodu źródłowego z istotą przykładowych informacji o sprawach publicznych wymienionych w przytoczonym wcześniej art. 6 ustawy o dostępie do informacji publicznej wskazuje na odmienność kodu źródłowego, uzasadniającą pogląd, że kod źródłowy nie stanowi informacji publicznej w rozumieniu art. 1 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej.”

WSA stwierdził zatem, że wyrok NSA z 27 lutego 2014 roku, wedle którego kod źródłowy nie jest informacją publiczną, jest świętą prawdą i nie ma sensu się spierać. Czy jednak na pewno?

Ustawa o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego zawiera następującą, klarowną definicję: „Przez informację sektora publicznego należy rozumieć każdą treść lub jej część, niezależnie od sposobu utrwalenia, w szczególności w postaci papierowej, elektronicznej, dźwiękowej, wizualnej lub audiowizualnej, będącą w posiadaniu podmiotów, o których mowa w art. 3”.

Z drugiej strony, ustawa o dostępie do informacji publicznej zawiera nieco niepełną definicję informacji publicznej, która stanowi, że dotyczy ona spraw publicznych, a to właśnie ta definicja jest przywołana w wyroku NSA. Z powyższego jednak  nie wynika, że kod źródłowy miałby być wyłączony z tego pojęcia.

Czytaj: Ed Sheeran: Piractwo jest tym , co mnie stworzyło.

Ciekawej kwestii można dopatrzyć się w uzasadnieniu projektu ustawy o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego, a mianowicie tego, że „definicja informacji sektora publicznego stanowi zatem odzwierciedlenie definicji dokumentu, o której mowa w art. 2 pkt 3 dyrektywy 2003/98/UE, i jest szersza niż pojęcie informacji publicznej, o której mowa w art. 1 udip”.

Tym samym w zakresie pojęcia „informacji sektora publicznego” zawiera się informacja publiczna oraz inne treści będące w posiadaniu podmiotów, które udostępniają lub przekazują w celu ponownego wykorzystywania, które wykraczają poza zakres pojęcia informacji publicznej.”

Rzeczą oczywistą jest to, że Fundacja nie jest usatysfakcjonowana takim rozstrzygnięciem i już zapowiada złożenie skargi kasacyjnej, w której zamierza zwrócić się do NSA o skierowanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE odnośnie dowolnego ograniczania zastosowania dyrektywy, jej zdaniem – wbrew przyjętym przepisom krajowym.

Autor: Karolina Robak

Źródła: Gazeta Prawna, EPF.org.pl

Fot: Dariorug/Flickr lic. CC BY 2.0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *