Powszechnie przyjmuje się, że koncert to rodzaj dzieła, dlatego też umową regulująca obowiązki stron jest umową o dzieło. Niemniej jednak, w literaturze od dawna przyjmuje się, że koncert jest zleceniem. Tego chce też Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Gdy po jego stronie staną sądy, rynek czeka mała rewolucja. Oczywiście na niekorzyść artystów.

Zdecydowana większość artystów i muzyków w swojej działalności “estradowej” podpisuje umowy o dzieło. Taka jest praktyka. Teoretycznie jednak umowa o dzieło stwarza pewien problem. Umowa o dzieło, to umowa rezultatu.

“To umowa o określony rezultat pracy i umiejętności ludzkich (art. 627 k.c.), niezbędne jest zatem, aby starania przyjmującego zamówienie doprowadziły w przyszłości do konkretnego, indywidualnie oznaczonego rezultatu, z góry określonego, mającego samoistny byt oraz obiektywnie osiągalnego i pewnego” – głosi postanowienie Sądu Najwyższego z 10 października 2013 r. (II UK 235/13)

Jak jednak w przypadku działalności artystycznej określić, czym jest rezultat wykonanego dzieła, skoro w przypadku koncertu – rezultat jest nienamacalny, nieuchwytny, niematerialny, a ów “niematerialny rezulat” nie jest w polskim prawie zdefiniowany. I tu rodzi się problem.

Czytaj: Kiedy żądać wyższych stawek w umowach wydawniczych

Niektórzy, ale bardzo ważni przedstawiciele doktryny, jak np. Z. Radwański (w „Zobowiązania – część szczegółowa” (wyd. 5, C.H. Beck, Warszawa 2004) wprost uznają, że wszelkie wystawienia artystyczne nie mają charakteru dzieła, właśnie ze względu na powyżej zaznaczone wątpliwości.

Na szczęście orzecznictwo poszło w inną stronę, Najbardziej znany wyrok – SN z 13 marca 1967 r. (I CR 500/66) wciąż uznaje, że na gruncie polskiego prawa może istnieć dzieło niematerialne.

“Wynik ten obejmuje zarówno formę artystyczną widowiska, jak i poziom jego wykonania w takim zakresie, jaki określają postanowienia umowy bądź też – w razie braku postanowień umownych – jaki odpowiada zwyczajom przyjętym w danej dziedzinie produkcji artystycznej przy uwzględnianiu okoliczności i celu umowy, a w szczególności również rodzaju odbiorców” – brzmi uzasadnienie orzeczenia.

Pomimo tego wątpliwości pozostają, jeżeli przyjąć, że koncert to dzieło to jak traktować w tej sytuacji rękojmię? Robert Jasiński, autor tekstu w “Rzeczpospolitej”, który traktuje o tym ciekawym problemie dał taki przykład: “Z oczywistych przyczyn koncert, występ autorski, spektakl, przedstawienie artystyczne nie mogą podlegać tym kryteriom. Zastosowanie do nich tych cech powoduje absurdalne rezultaty. Widzowie musieliby formalnie „odbierać” koncert, a dla tych niezadowolonych artysta, w ramach rękojmi, wykonywałby utwór po raz kolejny, modląc się o akceptację repertuaru przez publikę, ponieważ rękojmia mogłaby trwać w nieskończoność.

Czytaj: Prewencyjny wykup praw autorskich. Możliwy, ale warunkowo

Poza rozważaniami teoretycznymi istnieje jest nieszczęsna praktyka, a ta w Polsce nie jest dla artystów zbyt korzystna. Również i w tym przypadku. ZUS bowiem wolałby, żeby koncert był zleceniem, a nie dziełem (ze względu na obowiązek składkowy) i w Polsce zdarzają się już sytuacje, w których dokonywał on przekwalifikowania umów – co wiązało się automatycznie z obowiązkiem zapłaty składek wstecz (!!!)

W jeden z takich spraw sąd na szczęście stanął po stronie artysty (8 marca 2013 r. III U 96/13 SO w Suwałkach). To nie oznacza jednak, że ZUS nie będzie próbował dalej. Zwłaszcza, że Ministerstwo też za bardzo nie wie, jak do sprawy podejść i… ostrzega przed ZUS-em.

PISMO MINISTERSTWA KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO W SPRAWIE ZAWIERANIA UMÓW NA DZIEŁA LUB USŁUGI ARTYSTYCZNE
Nie jest możliwe jednoznaczne określenie, jaki charakter ma mieć umowa zawierana z wykonawcami, której treścią jest wykonywanie dzieła lub usług o charakterze artystycznym. Zakwalifikowanie umowy w znaczeniu cywilistycznym jako umowy o dzieło lub umowy o świadczenie usług (z mocy art. 750 kodeksu cywilnego do umów o świadczenie usług stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu) możliwe jest po analizie wszystkich jej aspektów. Wskazuje na to aktualne orzecznictwo sądów ograniczające się do uznania, że „w odróżnieniu od umowy o świadczenie usług (zlecenie), umowa o dzieło wymaga, by starania przyjmującego zamówienie doprowadziły do konkretnego, w przyszłości indywidualnie oznaczonego rezultatu. Umowa-zlecenie nie akcentuje tego rezultatu jako koniecznego do osiągnięcia, nie wynik zatem, lecz starania w celu osiągnięcia tego wyniku, są elementem wyróżniającym dla umowy-zlecenia, to jest przedmiotowo istotnym (wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 19 lutego 2013 r., III AUa 907/12), ale również „istotą umowy o dzieło jest osiągnięcie określonego, zindywidualizowanego rezultatu, który może mieć postać materialną, jak i niematerialną” (wyrok SA we Wrocławiu z 25 stycznia 2012 r., III AUa 1573/11).
Niewątpliwie artystyczne wykonania to przedmiot praw pokrewnych do praw autorskich. Nie są utworem, ale w orzecznictwie SN są w praktyce zrównane z utworem.
Przesądza o tym wyrok SN z 27 sierpnia 2013 r. (II UK 26/13): „utworami są np. nieutrwalone w żaden sposób inscenizacje teatralne, recytacje, wykonania utworu muzycznego lub prowadzenie radiowej audycji słowno-muzycznej, co oznacza, że dzieło w postaci niematerialnej może ucieleśniać się tylko przez odpowiednie zachowanie wykonawcy”. O ile utwór będzie zmaterializowany, o tyle nie ma ryzyka – zawsze będzie to dzieło. Gdy zawrzemy umowę z autorem lub wykonawcą, gdzie brakuje „twardego rezultatu”, istnieje niebezpieczeństwo, że ZUS zakwestionuje taki kontrakt.

Źródła: Robert Jasiński, “Koncert muzyczny to bardziej dzieło czy zlecenie”, 15-04-2014, “Rzeczpospolita”

Fot. MuzykaiPrawo

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *