Nowy wymiar copyright trollingu. Firmy proponują szkołom “parasol licencyjny”, by te mogły wyświetlać filmy na zajęciach edukacyjnych. Problem polega na tym, że w myśl polskiego prawa za możliwość prezentowania uczniom, studentom, słuchaczom rożnego rodzaju dzieł nikt nikomu płacić nie musi.

Problem wygląda następująco: Do szkół w Polsce zgłaszają się  firmy reprezentujące duże korporacje z USA żądając wykupienia tzw. parasola licencyjnego, który – w zależności od placówki – wynosi od 855 zł do 4278 zł netto. Mają postawy do wysuwania takich żądań?

Możliwość korzystania z rozpowszechnionego już dzieła na terenie szkoły publicznej reguluje art. 27 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r.o prawie autorskim i prawach pokrewnych, dotyczący dozwolonego użytku w zakresie edukacji.

Co do zasady, dozwolony użytek jest wyjątkiem, wyłomem w monopolu autorskim, zatem każdorazowo, odstępstwo do tej zasady wymaga postępowania według ściśle określonych reguł. Tak właśnie jest w przypadku wyjątku popularnie nazywanego „edukacyjnym”.
Art. 27. precyzuje, że „Instytucje naukowe i oświatowe mogą, w celach dydaktycznych lub prowadzenia własnych badań, korzystać z rozpowszechnionych utworów w oryginale i tłumaczeniu oraz sporządzać w tym celu egzemplarze fragmentów rozpowszechnionego utworu”.

Czytaj: Dozwolony użytek w sieci torrent. Czy to jest w ogóle możliwe?

W tym przypadku, po pierwsze, należy rozstrzygnąć, czy szkoła publiczna jest instytucją oświatową. Może to dość kuriozalne postawienie sprawy, ale przy tej okazji warto wyjaśnić, że ustawodawca wprowadzając pojęcie „instytucja oświatowa” faktycze rozszerzył je na wszystkie placówki oświatowe bez względu na to, czy mowa o szkole publicznej, czy prywatne, szkołę zawodową, albo też np. szkołę językową. Zatem dozwolony użytek wynikający z art. 27 ustawy dotyczy nie tylko szkoły publicznej, ale również każdej innej „instytucji oświatowej”.

Drugim elementem przytaczanego artykułu jest cel dydaktyczny, jaki wyznacza „korzystanie z rozpowszechnionych utworów”.

W naszym konkretnym przypadku – w ramach prowadzonych zajęć pozaszkolnych, nauczycielka realizuje „cel dydaktyczny”. Oglądanie filmów ma na celu dyskusję na ich temat, pobudzenie do własnej wypowiedzi, czy też ustnej, czy pisemnej. Pytanie, czy ten cel dydaktyczny wpisany jest w program nauczania szkoły – jeżeli tak, to wówczas oglądanie filmów, w naszym konkretnym przypadku jest realizacją konkretnego celu dydaktycznego, zatem nie może być mowy o żądaniu wykupienia licencji związanej z jakimkolwiek filmem pokazywanym w ramach realizacji tego celu.

Zostało to zresztą wyartykułowane w jednym z wyroków Sądu Najwyższego, który jeszcze pod rządami starej ustawy (obowiązującej do 1 kwietnia 2004 roku) uznał, iż „wprowadzenie ograniczenia praw do rozpowszechniania utworów oraz wynagrodzenia (…), w imię interesu (użytku społecznego) oznacza, ze w wypadkach przewidzianych w cytowanych przepisach wolno rozpowszechniać utwory chronione prawem autorskim i korzystać z tych utworów w zasadzie bez wynagrodzenia, a tym samym pozbawiać osoby uprawnione ich praw”.

Zupełnie inaczej należy patrzeć na ten problem w sytuacji, gdy oglądanie filmu nie jest związane z realizacją celu dydaktycznego, czyli dany film dzieci oglądają np. w świetlicy, w przerwie zajęć szkolnych. Jeżeli jest to rodzaj zapewniania im rozrywki podczas spędzania wolnego czasu, wówczas nie możemy mówić o realizacji celu dydaktycznego i w tej sytuacji publiczne odtwarzanie danego filmu wymagałoby uzyskanie właściwej licencji.

Podsumowując więc, w świetle polskiej ustawy regulującej zagadnienia prawa autorskiego – jeżeli w danej instytucji oświatowej, nauczyciele korzystają z rozpowszechnionych utworów w celu realizacji celu dydaktycznego – nie ma żadnego uzasadnienia do wydawania pieniędzy na „parasol licencyjny”.

Fot. UT Connewitz Photo Crew/Flickr (lic. CC – BY – SA)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *