Zbiorowa i powszechna opłata za urządzenia umożliwiające odsłuch muzyki w zamian za rezygnację z monopolu autorskiego chociażby w wyrażaniu zgody na kopiowanie/odtwarzanie/zwielokrotnianie utworów, oczywiście nie w sposób masowy, ale poszanowaniem praw twórcy, a przede wszystkim przy zachowaniu zasady, że całość nie jest wykorzystywana komercyjnie – to mogłoby się przyjąć. Co ciekawe byliby na to gotowi nawet Polacy, zazwyczaj niechętni wszelkim zmianom związanym z finansami /zobacz: “Polska: Piratujemy na potęgę i nie wiemy nic o prawie autorskim”/. To prawdopodobnie jedyne możliwe rozwiązaniem konfliktu pomiędzy użytkownikami Internetu, a twórcami/artystami, ale tylko w teorii.

 Po raz kolejny w świecie prawa autorskiego mrugamy do siebie oczkiem. Opłatą reprograficzną są obecnie obciążeni /zgodnie z art. 20 pr. aut./ producenci i importerzy: „1) magnetofonów, magnetowidów i innych podobnych urządzeń, 2) kserokopiarek, skanerów i innych podobnych urządzeń reprograficznych umożliwiających pozyskiwanie kopii całości lub części egzemplarza opublikowanego utworu, 3) czystych nośników służących do utrwalania, w zakresie własnego użytku osobistego, utworów lub przedmiotów praw pokrewnych, przy użyciu urządzeń wymienionych w pkt 1 i 2”. Wszyscy płacą nie więcej niż 3 proc. kwoty należnej z tytułu sprzedaży tych urządzeń i nośników.

Jakby nie patrzeć mnóstwo innych urządzeń elektronicznych, których nie ma w powyżej przytoczonym przepisie także wykorzystuje się do kopiowania, bądź odtwarzania utworów – takimi urządzeniami są np. smartfony.

Nic dziwnego więc , że ozz-y dążą do tego, by również właśnie takie sprzęty trafiły pod odpowiedni paragraf do ustawy. To łakomy kąsek. Sam rynek telefonów komórkowych w Polsce wart jest obecnie, według różnych źródeł około 5 mld. zł. Nawet jeden procent odprowadzany w ramach opłaty audiowizualnej oznaczałby, że do ozz-ów wpływałonu 50 mln zł /!!!/. Biorąc pod uwagę procent kosztów własnych organizacji ustawiony w ZAiKS na poziomie 16 proc., kwota bezpośrednio pozostająca na koncie tej organizacji wyniosłaby nawet 8 milionów złotych. Jest się o co bić prawda? Ale jak to się ma do twórców?

Twórcy mieliby się dobrze, gdyby redystrybucja środków z opłaty reprograficznej była jasna i czytelna. W 2011 roku ZAiKS otrzymał z tytułu opłaty reprograficznej 3 mln zł. I teraz do końca nie wiadomo, jak te pieniądze zostały podzielone /poza tym, że w ramach obsługi tej kwoty, zainkasował 255 tys. zł/. Czy trafiły one do członków stowarzyszenia /których jest jedynie 2,5 tys./, czy również do twórców, który powierzyli ochronę swoich praw ZAiKS-owi /jest ich 7,7 tys./, czy także spadkobierców twórców /ok. 3,7 tys. osób/. Czy kryterium podziału była np. nakład sprzedanych płyt, czy otrzymanych tantiemów, czy odtworzeń w internecie, czy koncertów? Tego nie wiemy.

A co mają z tego użytkownicy? Zauważmy podstawową sprzeczność. Prawo dopuszcza prywatny dozwolony użytek, zakładający prawo do bezpłatnego używania dzieła twórcy w ramach swoich potrzeb /tak najogólniej można to zdefiniować/, a jednocześnie to samo prawo nakłada na nas obowiązek opłacenia tego przywileju /kupując czystą płytę cd finansujemy opłatę reprograficzną/. Czyli z jednej strony mamy gwarancję do złamania monopolu autorskiego, ale chwilę później okazuje się, ze trzeba za nią płacić /?!!!/. Co da użytkownikom rozszerzenie opłaty na inne urządzenia? Nic. Użytkownikom kompletnie nie dostali żadnej propozycji w zamian za opodatkowenie. Dalej zatem będą podlegać tym samym obostrzeniom złego, przestarzałego prawa.

Wniosek może być tylko jeden. Opłata – w teorii mogłaby rozwiązać wiele problemów prawa autorskiego, ale gdyby weszła w formie proponowanej przez ozz-y, skorzystałyby na niej przede wszystkim same organizacje, reszta miałaby prawo ponarzekać w Internecie.

5 Responses to Kto zarobi na nowej opłacie reprograficznej?

  1. Majeranek says:

    Ciekawe, czy ktoś policzył ile OZZ stracą przy okazji na koncertach. W końcu mniej sprzętu = mniej odtworzeń = mniej koncertów:

    http://mobile.dudamobile.com/site/magazynbusinessman1?url=http%3A%2F%2Fwww.magazynbusinessman.com%2F%3Fm%3D1#2635

  2. Widzę mały problem terminologiczny – mi się wydawało, że “opłata audiowizualna” ma zastąpić abonament radiowo-telewizyjny i ma być przeznaczona na finansowanie mediów publicznych, jako należność prawa publicznego płacona przez wszystkich obywateli.
    Opłata reprograficzna, czyli ta która ma zrekompensować twórcom, artystom, wydawcom i producentom kopiowanie dóbr w ramach dozwolonego użytku, co do której jest ta dyskusja o urządzenia podlegające opłacie, to zupełnie coś innego. Przede wszystkim to prawo prywatne, inne są mechanizmy pobierania, inne podmioty uprawnione….

  3. Michał Kowalski says:

    Terminologia jest istotna, aczkolwiek na razie i tak jesteśmy w fazie teoretyczno – przedterminologicznej :), czyli co do spełnienia postulatu, niejedna rzeka wyschnie.

  4. Ja lubię precyzję, a określona terminologia jest już teraz …. 🙂 choć w przyszłości oczywiście może się nieco zmienić…
    Z urządzeniami to możliwe, że zmiany będą jednak już niedługo, powszechna opłata audiowizualna planowana jest chyba na 2015 rok, natomiast także i moje marzenie odnośnie rozszerzenia dozwolonego użytku i skutecznego ściągania na rzecz uprawnionych artystów opłat od tych co faktycznie zarabiają na dystrybuowaniu twórczości w sieci, to raczej rzeczywiście odległa przyszłość….

  5. Michał Kowalski says:

    Tak pani Aleksandro. W tekście wymienne stosowałem wymiennie obie terminologie, bo pewnie w tym czasie pisałem też tekst o ministrze Zdrojewskim. Faktycznie terminologia jest istotna, aczkolwiek obie – i opłatę reprograficzną i audiowizualną łączy problem redystrybucji środków. Stąd też zwłaszcza pomysł rozszerzenia opłaty reprograficznej w obliczu tego, że miałby ją dzielić np. ZAiKS traktuje wyłącznie teoretycznie. PS. w tekście jest już wyłącznie jedno pojęcie – opłata reprograficzna.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *