Film Jana P. Matuszyńskiego „Ostatnia Rodzina” cieszy się wśród polskich widzów coraz większą popularnością, zebrał w większości bardzo dobre recenzje, zdobył statuetki Złotych Lwów na festiwalu filmowym w Gdyni, ale… nie każdy ma powód do zachwytów, wielu osobom znającym bohaterów filmu osobiście, obraz się nie spodobał. Czy czeka nas kolejny proces, który oddzieli fikcję od życia, a fabułę od dokumentu?

Czytaj: Amerykański raper skopiował teledysk polskich artystów?

Film opowiada o rodzinie Beksińskich – ojcu Zdzisławie, malarzu, którego mroczna twórczość obrośnięta jest kultem na całym świecie, oraz synu Tomku, dziennikarzu muzycznym, którego audycje w radiowej Trójce (a także jego tłumaczenia filmów o przygodach agenta 007, czy twórczości trupy Latający Cyrk Monty Pythona) wspominane są z nostalgią do dzisiaj. Życie pisze najlepsze (a w tym wypadku najczarniejsze) scenariusze więc nie zdradzę chyba finału przypominając, że obaj Panowie nie żyją – Tomasz Beksiński popełnił samobójstwo w Wigilię 1999 roku. Zdzisław Beksiński został brutalnie zamordowany w swoim mieszkaniu w lutym 2005 roku.

„W filmie przede wszystkim brakuje miłości” – tak wypowiedział się w programie TVP3 rozgoryczony portretem rodziny Kamil Kuc, kuzyn Zdzisława Beksińskiego. „Oni się tak nie zachowywali. Jest mi potwornie przykro” – żalił się Kuc, a w innej wypowiedzi dodał, że

„Zdzisław Beksiński był cudownym, ciepłym człowiekiem, nie jadł jak świnia, nie lało mu się piwo po brodzie, a Zosia myjąc podłogę nie opychała się garścią landrynek tak, jakby nie jadła od tygodnia…”.

Takich głosów jest więcej. Wiesław Weiss, redaktor naczelny magazynu Teraz Rock, a także autor wielu książek o muzyce rockowej oraz najnowszej biografii Tomasza Beksińskiego nie szczędzi ostrych słów krytyki i nie zostawia na twórcach filmu suchej nitki: „Znałem Tomka dwadzieścia lat, ale nigdy nie widziałem takiego Tomka, jakiego pokazali scenarzysta Robert Bolesto, reżyser Jan P. Matuszyński i aktor Dawid Ogrodnik. NIGDY! Tomek nie wyrzucał telewizorów przez okno, nie rozwalał szafek kuchennych, nie rozbijał butelek o ściany. Tomek nie bił nikogo pejczem i sam nie był przez nikogo bity pejczem. Tomek nie był żałosnym samotnikiem skazanym tylko na rodziców i przypadkowe panny, których nie potrafił zadowolić. Tomek nie był człowiekiem jednowymiarowym, którego można zagrać na jednej nucie. Tomek nie był świrem i półgłówkiem, a taką postać WYMYŚLILI panowie Bolesto, Matuszyński i Ogrodnik i nazwali ją Tomasz Beksiński. Bo co? Bo jeśli ktoś nie żyje, można wszystko? Można wskoczyć na jego grób i wykonać na nim taniec huculski z przytupem? Ile pychy i podłości trzeba mieć w sobie, żeby tak wykrzywić czyjś obraz i zaprezentować go światu! Ile pogardy dla osób, które tego kogoś znały, lubiły, kochały!”

Czytaj: Mozil wygrał z “Solidarnością”. Ważny wyrok dla artystów.

Z kolei Katarzyna Łęcka, reżyser i scenarzystka wystawionego na Scenie Teatralnej Trójki „Beksiński – portret artysty”, zarzuciła w swoim wpisie na Facebooku twórcom „Ostatniej Rodziny” wyrachowanie, stworzenie z rodziny Beksińskich komicznej wydmuszki, brak empatii i wrażliwości. Łęcka pyta, niby retorycznie, ale jednak od razu daje odpowiedź: „Gdzie jest granica, za którą tzw. artyście przejść już nie wolno? Na poziomie serca, tylko najpierw trzeba to serce mieć…”. W tym samym wpisie Łęcka punktuje najbardziej jaskrawe przykłady rozbieżności wydarzeń przedstawionych w filmie z rzeczywistością, np. reakcję Zdzisława po znalezieniu nieżywej żony (wg. Łęckiej tulił ją w ramionach i płakał, w filmie wychodzi z kuchni i wraca następnego dnia z kamerą, by filmować ciało żony), a także fakt, że Zdzisław ponoć nigdy nie nagrywał intymnych rozmów z żoną.

– Postać Tomka została celowo stworzona jako pewnego rodzaju wyzwanie dla widza. Niektórzy to kupują i rozumieją, inni jak widać nie do końca – odpiera zarzuty na łamach “Gazety Wyborczej”  Jan P. Matuszyński.

Zrozumiałe jest rozgoryczenie osób znających Beksińskich osobiście, ale należy pamiętać, że filmy oparte na faktach, w tym filmy biograficzne, rządzą się swoimi prawami, nigdy nie są w 100% zgodne z prawdą, często na potrzeby „filmowego” podrasowania scenariusza pewne wydarzenia są podkolorowywane, działania bohaterów zmieniane, tak by wywołać konkretną reakcję u widza. I takie filmy mają problemy. Tak jak to miało miejsce w przypadku słynnego obrazu “Jestem Bogiem”, opowiadającego o losach kultowego polskiego zespołu hip-hopowego – Paktofonika, który trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości.

Jak podsumowała wówczas sędzia Dorota Trautman:

„Widz po to idzie na film oparty na faktach, gdyż jest ciekaw jak wyglądała rzeczywistość (…) interpretuje taki obraz jako coś realnego i rzeczywistego, szczególnie jeśli film dotyka wydarzeń współczesnych”.

Tak brzmiał fragment uzasadnienia z procesu, który miał miejsce w 2012 roku, gdy producent muzyczny Krzysztof Kozak pozwał twórców „Jesteś Bogiem”. Kozak domagał się zadośćuczynienia za nieprawdziwe przedstawienie jego osoby w filmie – jak twierdził, jego postać została ukazana jako czarny charakter. Sąd przyznał mu rację i zasądził zadośćuczynienie w wysokości 50 tys. zł. Oraz przeprosiny od twórców i dystrybutora.

„W sprawie doszło do naruszenia dóbr osobistych poprzez wykreowanie w filmie nieprawdziwej postaci powoda w niekorzystnym świetle” – uzasadniała wyrok sędzia Trautman.

Nie pomogła argumentacja twórców, że „film jest w pełni obrazem fabularnym, nie zaś relacją dokumentalną, fabularyzowanym dokumentem czy reportażem”, a w kreowaniu postaci występującej w filmie inspiracją były „zachowania i postawy ludzi związanych z wydawniczym rynkiem muzycznym końca lat 90.”

Więc jak to w końcu jest z tą wolnością artystyczną? Czy przy pokazywaniu rzeczywistych wydarzeń w filmie fabularnym powinna być ograniczona jedynie do faktów?

Autor: Maciej Rodkiewicz/MiP

Źródła: FB, “Gazeta Wyborcza”, WP.PL

Fot. Materiały prasowe dystrybutora

2 Responses to To nie jest Beksiński! – mówią jego bliscy. Będzie kolejny proces o granice kreowania fabuły?

  1. Roman Sekuła says:

    Reżyser powinien darować sobie początkowy napis : “FILM OPARTY NA PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH” i nie byłoby sprawy !

  2. em says:

    Absurdalne zarzuty ludzi, którzy nie potrafili wczuć się w klimat filmu. Ja odebrałem wizerunek rodziny dokładnie odwrotnie, fakt, że ekscentryczny, ale ZB kochał żonę bezgranicznie, tak jak i swojego syna. To że tego nie okazywał w typowy, banalny sposób, tylko świadczy o jego wyjątkowości. Film był ciepły, pełny uroczego humoru i w żadnym stopniu nie uwłaczał pamięci zmarłych. Rodzina jest oczywiście przewrażliwiona i zapewne to proste ludziki operujące amerykańskimi schematami pokazywania zachowań. Mam nadzieję, że sąd stanie na wysokości i nie da się zakrzyczeć “urażonym”. Więcej takich filmów, pokazujmy ludzi ludzkich!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *