Propozycja ministra Zdrojewskiego o wprowadzeniu obowiązkowej opłaty audiowizualnej, za – uwaga! – możliwość odbioru publicznej TV – to kolejny dowód na to, że panowie z tzw. władzy odkleili się od rzeczywistości.

TVP nie oglądam w ogóle. No może z wyjątkiem meczów polskiej reprezentacji, o ile danego dnia jest mi wszystko jedno /bo jak wiadomo polska repra na duchu raczej nie podnosi/. Jednak transmisję włączam za pośrednictwem internetu. Podobnie jest ze wszystkimi innymi codziennymi rozrywkami audiowizualnymi. Internet dziś dostarcza wszystko. Daje również wolność wyboru – w przeciwieństwie do TV, która misję publiczną w dziedzinie muzycznej rozumie jako produkcję formatów typu „The Voice of Poland”, choć z promocją kultury, artyzmu, autentyczności sztuki nie mają one nic wspólnego.

Jednak minister Zdrojewski postanowił dać mi możliwość dostępu do publicznej TV. Co ciekawe możliwość ta będzie obowiązkowa, co przypomina postpeerelowską świadomość uszczęśliwiania wszystkich w imię czegoś tam. Nie wiem, czy minister ma świadomość, że np. wśród moich znajomych autentyczny bojkot TV jako takiej jest niemalże powszechny. Nikt z nich nie ogląda telewizora, ponieważ media dawno już przestały spełniać swoją twórczą, społeczną rolę i utonęły gdzieś w bagnie polityki, komercji i ogólnie pojętej popeliny. To jest autentyczny, świadomy wybór.

Propozycja ministra Zdrojewskiego w sumie nie jest niczym dziwnym, bo wpisuje się w ogólny trend cechujący się absolutnym odklejeniem od rzeczywistości. Niedawno premier Tusk w ramach zbiorowej odpowiedzialności wszystkich kierowców zaproponował alkomaty w każdym samochodzie. Media temat przeorały wzdłuż i wszerz, choć zapewne umrze on śmiercią naturalną, tak jak jedna ze sztandarowych propozycji PO, czyli zniesienie obowiązkowego meldunku /czy ktoś jeszcze o tym pamięta?/. Gorzej jednak, że każda z tych propozycji uzasadniana jest w imię wyższych wartości.

W ramach wyższych wartości w Polsce planuje się zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej, choć ta istniejąca nabija kabzę aborcyjnemu podziemiu. W ramach ochrony młodości ciągle funkcjonuje zakaz palenia marychy, choć jest to podstawowa gałąź dochodów gangsterki. W ramach ochrony istniejącego systemu ochrony praw autorskich MKiDN wspiera projekt pn. „Legalna Kultura”, choć system ten nie ma żadnego sensu, a wręcz skazuje rzesze twórców i użytkowników na funkcjonowanie poza legalnym obiegiem. Obiecanej reformy przy okazji zadymy z ACTA, jak nie ma, tak nie było i nie będzie /o czym pisałem przy okazji kwestii dozwolonego użytku/. W marcu 2011 roku znowelizowano ustawę o radiofonii i telewizji nakładając na nadawców obowiązek przeznaczenia „co najmniej 33 procent miesięcznego czasu nadawania w programie utworów słowno-muzycznych na utwory, które są wykonywane w języku polskim, z tego co najmniej 60 procent w godzinach 5 – 24”. Czy ktoś zastanowił się wówczas co z doskonałymi utworami granymi przez polskich artystów w innych językach, albo uprawiających instrumentalny jazz, albo jazzowy scat? W imię wyższych wartości radia promują więc piosenkowy pop, na tantiemach zarabiają ci co zawsze, a Kultura zeszła w dziwną niszę nieobecności w TVP, oraz innych mediach, za które minister Zdrojewski każe nam płacić. W imię wyższych wartości.

Na koniec. Kompletnie niedotowana przez państwo – polska firma z Wrocławia -> Juice.pl zrobiła właśnie wspaniałą czołówkę zimowej olimpiady 2014 dla BBC. Jest niesamowita. Takie historie podnoszą nas na duchu. A minister, który zgodnie z polską tradycją władzy zszedł z poziomu indywidualisty do funkcji przybocznego na dworze niech paczy i szuka natchnienia. Ma jeszcze czas, by zapisać się w historii nieco inaczej niż tylko jako „ten pan od opłaty”.

Fot. Matěj Baťha (Creative Commons CC-BY-SA-3.0)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *