By dzieło artysty było chronione przez Prawo Autorskie, bądź też, by było dziełem w rozumieniu Prawa Autorskiego musi powstać w wyniku działalności twórczej i posiadać indywidualny charakter. Niby proste. Zwłaszcza, że w z pomocą w określaniu, czym jest twórczość przychodzi nam całkiem bogate orzecznictwo. Ale czasem rzeczy, które wydają się być prostymi, są tak naprawdę najbardziej skomplikowane.

“Twórczy charakter działalności to działalność o charakterze kreacyjnym, która pozwala subiektywnemu obserwatorowi na stwierdzenie, czy dane dzieło jest wytworem intelektu. Często używa się tu zamiennie pojęcia – „oryginalność” – stwierdził Sąd Apelacyjny w Poznaniu w listopadzie 2007 r.

Napisane naprawdę bardzo ładnie. Prawda? Podobnie jak poniżej w nieco wcześniejszym wyroku z 1997 r.

„O twórczym charakterze pracy autora można orzekać przede wszystkim na podstawie oceny właściwości, które przysługują jego utworowi w porównaniu z innymi produktami intelektualnymi” – uznał np. Sąd Apelacyjny w Krakowie z 29 października 1997 r.).

Wgłębiając się jednak w temat, rzeczy proste przestają być takie oczywiste w szczegółach, co też najpełniej objawia się w przypadku współczesnej fotografii.

Czytaj: Kiedy dzieło jest chronione przez prawo autorskie. Szaleństwa Taylor Swift

Fotografia przeszła niezwykłą ewolucję na gruncie Prawa Autorskiego. Na samym początku nikt nie przypisywał jej jakichkolwiek walorów twórczych, a wręcz uważano ją za odtwórcze rzemieślnictwo.

Sytuacja zmieniła się nieco po pierwszym, głośnym i przełomowym wyroku w “sprawie OSCARA WILDE`a “, w którym to fotograf Napoleon Sarony pozwał pewnego wydawcę za wykorzystanie jego zdjęcia Oscara Wilde`a, oczywiście bez zezwolenia. Sprawą zajął się sam Sąd Najwyższy USA, który w 1882 r. przyznał rację fotografowi.

Znalezione obrazy dla zapytania Napoleon Sarony case

Po lewej stronie widzicie zdjęcie oryginalne, a po prawej okładkę wydawnictwa skopiowaną 1:1. W tamtym okresie nie było wcale takie jasne i oczywiste, że sąd przyzna rację fotografowi. Jednak stanął po jego stronie, a wydając wyrok wskazał cechy utworu kształtujące jego oryginalność. W tym przypadku były to:

  • Upozowanie artysty

  • Wybór ubrania

  • Wybór akcesoriów

  • Oświetlenie

  • Ustawienie migawki/przesłony

Dzisiaj to niby oczywiste rzeczy, ale wówczas był to prawdziwy przełom w myśleniu o fotografii, która jeszcze długo borykała się z uznaniem jej jako gatunku twórczego. Dość powiedzieć, że na listę utworów chronionych obligatoryjnie wpisano ją do Konwencji Berneńskiej dopiero w 1948 r.

Fotografia przeżyła niesamowity rozwój. Sinusoida wychyliła się w ostatnich czasach w drugą stronę. Ochrona dzieła, jakim jest zdjęcie jest dzisiaj niezwykle mocna. Czasami nawet za mocna, a twórczość i oryginalność w świecie obfotografowania dosłownie wszystkiego staje dzisiaj pod dużym znakiem pytania.

Na przykład pytanie retoryczne. Czy zdjęcia z Google Street View mają walory twórczości i indywidualności?

Znalezione obrazy dla zapytania google street view car

Hmmm. Miałbym poważne wątpliwości. Choć niewątpliwie to bardzo ciekawy zaczyn do dyskusji.

Ale kwestie twórczości i indywidualności to problem powszedni dzisiejszego twórcy. Przed Wami niezwykle ciekawy przykład tej problematyki.

W 2010 roku Polak, Marek Troszczyński wykonał zdjęcie w Natural History Museum w Londynie.

Znalezione obrazy dla zapytania troszczyński natural history museum

Pewnie nie byłoby całej późniejszej dyskusji, gdyby nie to, że zdjęcie wygrało konkurs Sony World Photography Awards 2011 w kategorii “architektura”.  Zgłosił się wówczas Nobuyuki Taguchi, który wykrzyknął: “Hola. To przecież mój kadr!”

Teoretycznie widząc takie porównanie w Internecie, pewnie z miejsca przyznalibyśmy rację Taguchiemu zrzucając jeszcze jakąś tonę hejtu na Troszczyńskiego. “Plagiat, plagiat!!!!” – tego rodzaju proste oceny, a najlepiej w skali 0:1, tak jakby cały świat zapomniał, że składa się z odcieni szarości, są przecież chlebem powszednim mediów społecznościowych.

Ale popatrzcie na to. W czasie dyskusji zgłosił się trzeci gość, James Gladen, który zrobił poniższe zdjęcie wcześniej niż dwóch panów, o których była mowa dwa zdania wcześniej.

Znalezione obrazy dla zapytania 3songsnoflash.co.uk natural history museum

Hmm. Jak traktować oryginalność i twórczość w przypadku zdjęcia, które zostało wykonane przez trzech różnych fotografów i każde z nich praktycznie wyglądało tak samo?

Przytoczmy w tym miejscu kolejny cytat z wyroku sądowego mierzący się z ta samą materią.

„Przyjmuje się że za twórczość w rozumieniu art. 1 ustawy Prawo autorskie można uznać w dziedzinie fotografii artystycznej świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych, oraz zabiegów zmierzających do nadania fotografii określonego charakteru. Elementy te bowiem nadają indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia Utworu w rozumieniu Prawa Autorskiego”. (III CKN 1096/00, OSCN 2003, nr 11, poz. 150) 

Niby wszystko jasne. Podejrzewam, że każdy z powyższych fotografów zrobił wszystko, by zadbać o właściwy sobie poziom kreacji przed wykonaniem zdjęcia. Jednakże efekt jest wstrząsająco taki sam 🙂

Ale oto przed nami jeszcze ciekawsze sprawa. Jack Leigh vs. Warner Bross.

Znalezione obrazy dla zapytania midnight in the garden of good and evil coverOto okładka książki “Midnight in the garden od good and evil”. Punktem centralnym tej okładki jest rzeźba Sylvi Shaw Judson wykonanej w Lake Forest, w Illinois w latach `30 ubiegłego wieku.

Rzeźba stała się słynna dopiero w momencie, gdy znalazła się na okładce książki Johna Berendta. Podobno przyczyniła się znacznie do sukcesu wydawniczego powieści.

W każdym razie, na podstawie oryginalnej rzeźby wykonano cztery jej kopie. Jedna z nich trafiła na “Bonaventure Cementery” umiejscowiony nad rzeką Wilmington w Georgii.

Tam właśnie, rzeźbę zlokalizował fotograf  Jack Leigh, a wykonane przez niego zdjęcie trafiło na okładkę powieści, o której mowa powyżej.

Zdjęcie piękne. Do dziś robi wrażenie. John Berendt był szczególnie zadowolony nazywając okładkę swojej książki jako “jedną z najmocniejszych okładek, jaką kiedykolwiek widział w życiu”.

Samej autorce rzeźby, nie było dane doczekać tak wielkiej sławy dla swojego dzieła. Zmarła w 1978 r.

Jak zapewne się domyślacie, przemysł filmowy, który nie zasypuje gruszek w popiele, dość szybko przystąpił do ekranizacji powieści. Nad okładką zbyt wiele się nie zastanawiano.

Podobny obraz

Tym razem sprawa trafiła do sądu, który doszedł do wniosku, że dzieło fotografa jest jak najbardziej dziełem w rozumieniu Prawa Autorskiego. Niemniej jednak nie może być chronione ze względu na wybór samej rzeźby jako centralnej postaci samego dzieła.

W skrócie i lakonicznie – rzeźba od lat stała w tym samym miejscu, trudno byłoby więc przyznawać fotografowi “wyłączność” na jej twórcze wykorzystanie, ponieważ w każdym innym przypadku, każdy inny fotograf zrobi podobne, lub takie same zdjęcie w tym miejscu.

Jak to jest więc z tą oryginalnością dzieła?

Autor: MiP
Fot. Internet

Korzystałem z książki Ryszarda Markiewicza “Zabawy z prawem autorskim”, Wydawnictwo: Wolters Kluwer SA, 2015

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *