W kinach pojawił się „Amok” – film oparty na historii jednego z najgłośniejszych procesów poszlakowych w dziejach, co jest również podkreślone w zwiastunie. Premiera odbędzie się w atmosferze skandalu, co nie jest sytuacją niespotykaną w polskim kinie, jednakże w tym przypadku sprawa z każdym dniem nabiera coraz większych rumieńców.

Film powstał na podstawie prawdziwych wydarzeń, do których doszło kilka lat temu we Wrocławiu. Opowiada on o zabójstwie, za popełnienie którego w 2007 roku, w procesie poszlakowym skazany został Krystian Bala. Policja wpadła na trop morderstwa dzięki książce pt. „Amok”, której autorem był wspomniany Bala i który opisał w niej podobną zbrodnię. Bala, według wyroku Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 5 września 2007 roku został uznany winnym zamordowania Dariusza J.

Dystrybutor, Kino Świat, w sposób następujący opisuje już głośny film:

Nowy film Katarzyny Adamik został oparty na prawdziwej historii Krystiana Bali, którą żyły media na całym świecie. W wydanej w 2003 roku książce Amok opisał on zbrodnię bardzo podobną do tej, o którą został później oskarżony! Sprawa Bali dała początek najgłośniejszemu procesowi poszlakowemu w historii Polski, a jej przebieg relacjonowały m.in. BBC, Guardian, New Yorker, Time, Daily Mail, The Washington Post, Der Spiegel, Le Figaro, Le Parisien i Telegraph. […] Amok to mistrzowsko skonstruowany thriller psychologiczny, w którym przeplatają się miłość, zdrada i niepohamowana żądza; a widz od samego początku zadaje sobie pytanie – czy autor książki jest mordercą czy też stał się ofiarą własnych ambicji i nieszczęśliwego zbiegu okoliczności?

Czytaj: Dlaczego nikt nie wydaje polskich soundtracków?

Im większy skandal, tym większa promocja filmu, a co za tym idzie – pełne sale kinowe, mnóstwo komentarzy i w konsekwencji, czyli sukces kasowy. Jednak rodzina zamordowanego ma inne zdanie.

Pomimo faktu, iż zamordowany mężczyzna występuje w filmie pod zmienionym imieniem i nazwiskiem, to w opinii prawników jego żony oraz rodziców, zwiastun narusza ich dobra osobiste.  Zwracają uwagę na to, że wykorzystano w nim stronę gazety, gdzie widoczne jest prawdziwe nazwisko zamordowanego. Ponadto w filmie nie zostały zmienione dane Krystiana Bali, przez co identyfikacja personaliów ofiary jest bardzo łatwa – wystarczy wystukać powyższe dane w wyszukiwarce internetowej, a zagadka zostaje rozwiązana.

Czy powinno zachowanie rodziny ofiary nas dziwić ? Pozostawiamy to indywidualnej ocenie, postaramy się skupić natomiast na faktach, które są niezwykle interesujące. Rzecz pierwsza, że producenci filmu pozwali rodzinę ofiary.

Producenci filmu podpisali umowę ze skazanym na wykorzystanie “Amoku”, a kontrakt opiewa – podobno – na niemałą kwotę. Kopia przedmiotowej umowy została załączona do pozwu przeciwko rodzinie ofiary. Żądają oni od pozwanych, w tym rodziców ofiary, przeproszenia filmowców za to, że publicznie krytykowali film twierdząc, że produkcja narusza ich dobra osobiste. Chcą również wpłaty 60 tysięcy złotych na cel społeczny. Mecenas, który reprezentuje producentów tłumaczył, że jego klienci byli atakowani (do mediów wysyłano „bardzo agresywne pisma” ze strony rodziny ofiary zbrodni) i robiono im zły PR. Natomiast z drugiej strony rodzina ofiary sugerowała, że doszło do naruszenia dóbr osobistych rodziny ofiary filmową produkcją.(strona powodowa jest przekonana, że w pełni legalnie realizowała dzieło artystyczne.

Tak było jeszcze przed końcem ubiegłego roku – teraz sytuacja wygląda nieco inaczej. Na kilka tygodni przed premierą do właścicieli kin zaczęły wpływać pisma z kancelarii, w których rodzina ofiary domaga się natychmiastowego usunięcia zwiastuna i innych materiałów wideo zapowiadających i promujących „Amok”. Wysuwają oni również żądania zaprzestania rozpowszechniania jakichkolwiek informacji – w tym nazwiska mordercy, a więc danych, które mogłyby w jakikolwiek sposób wpłynąć na identyfikację ofiary. Część kin już zastosowała się do powyższych wymagań, natomiast dystrybutor prosi kina, by te informowały ich o otrzymywanych wezwaniach i w żaden sposób nie godziły się na wszelkie próby nacisku, zmierzające do wycofania produkcji z rynkowego obiegu.

Czytaj: Jak koncerny sterują czasem trwania praw autorskich

Rzeczą oczywistą jest, że dystrybutor filmu odpiera wszystkie zarzuty. Podkreśla bowiem, że w filmie nie słyszymy prawdziwego imienia i nazwiska ofiary – postać ma wykreowane na potrzeby produkcji fikcyjne dane osobowe, wiek i profesję.

Interesującą sprzecznością jest jednak to, jak film jest określany – część źródeł powołuje się na słowa autorów produkcji o tym, że nie jest to film dokumentalny, podczas gdy w innych artykułach możemy przeczytać frazy „autorzy dokumentu twierdzą…’. Ten problem również jest skałą, o którą wszystko, co związane z tą historią się rozbija.

Nie da się stanąć po jednej lub po drugiej stronie bez znajomości treści filmu, jednakże można mieć poczucie naruszenia pewnych norm – nie tyle wynikających stricte z regulacji prawnych, co tych moralnych. Jak już zostało wspomniane, należy poddać ten przypadek pod indywidualną ocenę, niemniej jednak – co niezaprzeczalne – cały ten szum miał niemałe znaczenie przy promocji „Amoku”. Nie od dziś wiadomo, że nieważne jak – ważne, żeby mówili.

Autor: Karolina Robak/MiP

Źródła: Wprost, Gazeta Wrocławska, NaEkranie

Fot. MiP

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *