Jay Z to postać, której nie trzeba przedstawiać – fanom hip-hopu kojarzy się natychmiast, dla mniej zorientowanych jest mężem Beyonce. W ciągu ostatnich dwóch lat wydał dwa albumy – oba w dość nietypowy sposób. Tak się robi biznes na muzyce proszę Szanownych Państwa.

Choć znakomita większość artystów podpisuje kontrakty z wytwórniami, Jay Z podpisuje umowy na wydanie płyt np. z producentem smartfonów. Tak, ten sam Jay Z, który jest mistrzem w tym co robi, a o jego majątku aż wstyd mówić. Łączna wartość umów, które obejmują nie tylko muzykę Jay’a Z, ale jego cały biznes składa się na ogromną kwota 220 milionów dolarów. Ta kwota przyprawia o dreszcze.

Jak on to robi?! Oto przykład. W 2013 r. Jay Z podpisał umowę między własną wytwórnią, a spółką Roc Nation ( zajmuje się publishingiem i managementem i również należy do niego), a gigantem telekomunikacyjnym – Samsungem, by wydać swój album “Magna Carta Holy Grail” za około 20 milionów dolarów, z czego za 5 milionów dolarów zakupiono od razu milion egzemplarzy tego albumu.

Czytaj: Przypadek miliardów Lucasa, czyli dlaczego warto podpisywać dobre umowy.

Również w 2013 roku, Jay Z zlecił transakcję sprzedaży 33% udziałów swojego serwisu  streamingowego Tidal dla Sprinta za 200 milionów dolarów, podnosząc wartość swojej spółki do 600 milionów dolarów. Sprint ogłosił, że transakcja wprowadzi “ekskluzywną zawartość, która będzie dostępna tylko dla obecnych i nowych klientów Sprint” i wyłożył dodatkowe 75 milionów dolarów na marketing tej zawartości.

Muzyczny owoc tego kontraktu to 13. solowy album Jay’a 4:44, został wydany 30 czerwca i jest dostępny wyłącznie dla klientów Tidal i Sprint.

W grę zaangażowany jest również Samsung. Płaci on za marketing wcześniejszej “Magna Carta Holy Grail”. Spirit z kolei – z puli 75 mln dolarów przeznaczonych na marketing kontentu Tidala pokrywa częściowo koszty marketingu na rzecz albumu “4:44”. Nieźle!

Wszystko pięknie, ładnie, ale czy w tym wszystkim znajdzie się jeszcze miejsce na muzykę? Otóż zdaje się, że to nie ona jest najważniejsza. Jay Z zdołał wymyślić sposób na wykorzystanie swojej magii legendarnego muzyka w negocjacjach korporacyjnych.

Prawdą jest, że artystom, którzy wiele osiągnęli, nadal czegoś brakuje. Jay Z jest chyba krok dalej przed wszystkimi łącząc talenty muzyczne i biznesowe. Oczywiście  jest ścieżka dla wybrańców, którzy osiągnęli już naprawdę wiele i są wciąż na szczycie, ale ciągle im czegoś brakuje. Ścieżka Jay`a robi wrażenie.

Czytaj: Skandal z piosenką Jay-Z. Po prostu ją ukradł? Posłuchajcie.

Przypomnijmy, że Jay Z zaczął ją od objęcia stanowiska dyrektorem generalnym Def Jam Records. Wychodząc z tej kultowej wytwórni miał w rękach kontrakt podpisany z potentatem w branży, czyli Live Nation, który umożliwiał mu powołanie własnej firmy Roc Nation, którą jednak zmienił z tradycyjnego wydawnictwa w perpetum mobile branży rozrywkowej, które oprócz wydawania płyt zajmuje się wszystkim. Reprezentuje np. sportowców, m.in. Kevina Duranta, ale także gwiazdy pop z najwyższej półki, czyli Rihannę.

Jay Z posiada również własny serwis streamingowy (Tidal), aby dać sobie i innym muzykom platformę do rozpowszechniania muzyki w formie cyfrowej, a jednocześnie posiadać udział w tej, coraz bardziej popularnej formie dystrybucji.

Można więc zastanowić się – czy Jay Z jest nadal najwybitniejszym raperem w dziejach współczesnej muzyki, czy raczej chodzącym biznesem? W swoim królestwie ma również sieć barów, jest współwłaścicielem drużyny NBA Brooklyn Nets, posiada prawa do marki szampana Armand de Brignac, a niedawno zdecydował się z Beyonce na zastrzeżenie imion swoich bliźniaków jako znaki towarowe (Rumi Carter i Sir Carter)

Wow.

Autor: Karolina Robak/MiP (na podstawie The Verge)

Fot. Get Everwise, CC BY-SA 2.0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *