Mam wrażenie, że w naszym rodzimym showbizie wszystko jakoś tam sobie idzie, dopóki nie zaczną się odzywać mężczyźni. Uświadomiły mi to po raz kolejny dwa epokowe wręcz stwierdzeni, a wypowiedziane ostatnio przez dziennikarza muzycznego Romana Rogowieckiego, a także przez męża opatrznościowego polskiej muzyki alternatywnej, czyli “Grabarza”

Piszący te słowa, od lat kilku jest mężem wokalistki, działającej na rynku polskim. Zatem na pytanie o to, czy w naszym kraju nadwiślańskim wśród muzyków panuje męski szowinizm odpowiadam: “Tak, panuje. Jest jego wszechobecnym władcą”.

Występuje on w najdrobniejszych postaciach, takich jak komentarze płci męskiej w obecności płci żeńskiej, na temat tej drugiej, gdzie komentuje się wszystko: nogi, piersi, usta, oczy, tyłek, sposób ubioru, włosy, potencjalne predyspozycje łóżkowe, po jawne, nieco napastliwe propozycje “szalonej” nocy po koncercie. Te ostatnie półsłówka, propozycje,  półuśmiechy sugerujących, że w zamian za oddanie ciała, można otrzymać to, lub owo nie są jakąś specjalną rzadkością.

Czytaj: Wilk w polskiej piosence. Dziki, samotny zwierz i dzika samotna kobieta

Mogą kończyć się np. zaproszeniem do stolika z Organizatorem Poważnego Koncertu, który również mrugając oczkiem przypomina, że jeżeli coś teges, to później będzie już tylko lepiej. Tak to w bardzo dużym skrócie wygląda.

Jak zatem traktować takie wypowiedzi, jaką popisał się np. się Rogowiecki. Te słowa są dogłębnie oburzające, choć chyba jednak bardziej żenujące. W wywiadzie dla Onetu, pan Roman na pytanie o to, czw show-businessie kobiety mają trudniej, odpowiedział:

Pewnie jest im trudniej, bo mają geny, które kierują je w stronę matkowania i to przeszkadza w rozwoju ich kariery. Najbardziej żaląca się na duchy przeszłości jest Tori Amos. Czy ja wiem, czy to jest dobre?

Wypowiedź o tyle głupia, że nawiązywała prawdopodobnie do piosenki “Me and Gun”, w którym Tori śpiewa o fanie, który ją uprowadził i zgwałcił. Co na to Rogowiecki?

Jednak facet potrafi napisać sobie piosenkę, z której coś wynika. Kobieta ma jednak te skłonności do rozpamiętywania nieszczęść, które ją spotkały.

Czy rynek muzyczny jest zatem szowinistyczny?

Myślę, że nie. Mówimy o artystach, którzy mają coś wnieść. Facetom jest po prostu łatwiej. Kobieta jest delikatniejsza, potrzebuje więcej czasu. Rynek muzyczny nie jest szowinistyczny, wręcz przeciwnie. Kobiety w ostatnich latach radzą sobie naprawdę dobrze. Wystarczy wymienić Katy Perry czy Pink, która w Polsce uchodzi za pop wokalistkę, a to nie do końca jest prawdą. Jest Beyonce i Solange, która w końcu wyszła z cienia starszej siostry. Jest Taylor Swift, która kiedyś countrowała, a teraz trzęsie Ameryką. Już nie mówię o Madonnie. Kobiety mają naprawdę dobry czas, może nawet lepszy niż mężczyźni.

Aha.

No to teraz na dokładkę “Grabaż”, który od dłuższego czasu zajmuje się w  muzyce głównie odgrzewaniem kotletów. Uwaga.

Pyt: Nie myślałeś, żeby wprowadzić do zespołu kobietę?

Kobiety i rock’n’roll nie idą w parze. Rock’n’roll to sprawa typowo męska. Musisz zachować rewolucyjną czujność. Kobieta ją osłabia. Na co nam baba? (śmiech) Co ona miałaby robić? Gotować? Wszędzie tam, gdzie pojawia się kobieta, zaczynają się konflikty. To oczywiste.

Pyt: A gdyby była brzydka, ale ładnie by śpiewała (śmiech)?

Nie, nie potrafię funkcjonować z brzydkimi kobietami. Kobieta w zespole? To jest nie do pomyślenia.

Obu Panom polecamy taki oto tzw. wykon.

Pod rozwagę.

Źródła: Przemysław Bollin. “Polscy dziennikarze muzyczni. Roman Rogowiecki: Bowie miał swoje słabości”. Onet.pl; Żaneta Gotowalska, “Krzysztof “Grabaż” Grabowski: widzę ku…stwo, które ten kraj toczy”. Onet

Fot. Fibonacci Blue/Flickr, lic. CC BY 2.0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *