Wywiad z Mikołajem Rybackim, członkiem zespołu “Percival Schuttenbach”, który oskarża Donatana o kradzież współautorstwa piosenek na płycie “Równonoc” (sprawa została opisana “Super Express” miesiąc temu).

– Dlaczego dopiero ta sprawa wypływa dopiero teraz?

– To media robią szum właśnie teraz. Nie mamy na to wpływu. Na pewno ma to związek z występem Donatana na Eurowizji. Natomiast fakty są takie, że my informujemy o tej całej sprawie już od dłuższego czasu – przede wszystkim na Facebooku. Także to nie tak, że my teraz dopiero się obudziliśmy. My cały czas walczymy o sprawiedliwość. Nie mamy wpływu na media. Wywiadu do Super Expressu udzieliliśmy już w styczniu. To oni zdecydowali o tym, aby opublikować go właśnie teraz.

– W styczniu? W 2014 roku?

– Tak.

– To dość długo czekaliście na publikację. To jednak medialna strona konfliktu. Jakie podjęliście kroki prawne?

– Zleciliśmy sprawę prawnikowi natychmiast po zerwaniu współpracy z Donatanem. Najpierw staraliśmy się załatwić sprawę polubownie, jednak Urban Records (wydawca Donatana – przyp. red.) z tej szansy nie skorzystał, więc powierzyliśmy tę sprawę profesjonaliście. Sprawa się toczy cały czas od tamtego momentu.

– Na jakim jest etapie?

– Jest złożony pozew cywilny w sądzie we Wrocławiu. Złożyliśmy też doniesienie o przestępstwie do prokuratury.

– Co właściwie między Wami zaszło?

– Donatan nie wywiązał się z ustnej umowy zawartej między nami podczas produkcji płyty „Równonoc”. Mieliśmy zrobić mu muzykę, w zamian za poważną medialną promocję naszego zespołu. Miała to być promocja, a nie mała wzmianka o tym, że uczestniczymy w jego projekcie. Jednym z elementów promocji miało być umieszczenie naszego logo na gotowej płycie. Tego loga tam nie ma.

– To jak wyglądała współpraca między Wami?

– Donatan obiecywał nam promocję, ponieważ od początku twierdził, że projekt jest niekomercyjny i nie może nam zaoferować wynagrodzenia. Jak się okazało później, było to kłamstwo. Donatan celowo wprowadzał nas w błąd. Musiał wiedzieć – choćby z faktu tego, ile pieniędzy będzie przeznaczonych na teledyski – jak bardzo komercyjny jest ten projekt i jak dużo może przynieść pieniędzy. Jednak zamiast wynagrodzenia obiecywał nam szeroko zakrojoną promocję w mediach. Oczywiście nie wywiązał się z tego. Nazwa naszego zespołu i nasz wizerunek są obce słuchaczom “Równonocy”. Nie mieliśmy ani jednego wywiadu w telewizji, radio czy prasie, w której wyjaśniłby naszą rolę w tym projekcie. Tylko bardzo dociekliwi słuchacze mogli dotrzeć do informacji o tym, kto jest odpowiedzialny za większość melodii, głosów i instrumentów zawartych na płycie. Jedną z rzeczy, które miały nam wynagrodzić brak pieniędzy za samo nagranie miały być również koncerty związane z promocją “Równonocy”. W ostatniej chwili zostaliśmy wykluczeni z tych koncertów, a nasze nagrane głosy i instrumenty – pomimo naszego sprzeciwu – zostały w ich trakcie puszczone z playbacku. To stało się ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy i spowodowała zerwanie przez nas współpracy z Donatanem. Teraz domagamy się zadośćuczynienia za ten brak promocji.

Percival oskarża Donatana o kradzież praw autorskich

– Kto posiada prawa autorskie do materiału na tej płycie?

– Donatan, bez naszej wiedzy przypisał sobie autorstwo piosenek, czyli bezprawnie pobiera część wynagrodzenia z ZAiKS-u za odtwarzanie tych utworów, która należała i należy się nam. Domagamy się zwrotu właśnie tej bezprawnie zagarniętej części oraz wpisanie nas jako współautorów kompozycji z “Równonocy”. Nie podpisaliśmy z nim żadnej umowy, która regulowałaby te kwestie. Nigdy nie zamierzaliśmy zresztą pozbywać się praw do wymyślonych przez siebie melodii.

– Jak z waszej perspektywy wyglądała współpraca przy „Równonocy”. Donatan wysyłał Wam tylko beat, czy była w nim już jakaś harmonia. Czy wy nagrywaliście pierwsze melodie i później dostawaliście je docięte do beatu?

– Donatan najpierw wysyłał do nas fragment bitu z bardzo ogólną sugestią czego oczekuje (używał terminologii potocznej, nie fachowej ) zostawiając nam swobodę kompozycji zarówno jeśli chodzi o melodię jak i harmonię. Nagrywaliśmy kilka do kilkunastu wersji w formie luźnych pomysłów, jak i wstępnie zaaranżowanych kompozycji w formie wielośladów. Następnie nagraliśmy całość w studio w Krakowie. Na płycie „Równonoc”, 90 proc. melodii w piosenkach to nasze dzieła. Zresztą Donatan nie zna nut, więc może ma problemy z rozróżnieniem tego, co jest wkładem autorskim do utworu. Zwracał się do nas o skomponowanie partii instrumentalnych i nagranie żywych instrumentów i mamy wrażenie, że wykorzystuje je w swoich produkcjach do dziś.

– Dowody?

– Korespondencja mailowa, w której zawarte są między innymi obietnice Donatana o umieszczeniu naszego loga na płycie; Ciekawe jest to, że np. na singlu promocyjnym nasze logo się znajduje, a na płycie już nie. Moim zdaniem Donatan, kiedy jeszcze potrzebował naszej pracy, starał się stworzyć pozory, że wywiązuje się z umowy. Jednak stopniowe wykluczanie naszego udziału w klipach, brak loga oraz wykluczenie nas z koncertów promujących wskazują na to, że chodziło mu o to, aby wyciągnąć z nas jak najwięcej nie dając w zamian praktycznie nic. Mamy nagrane różne wersje utworów z “Równonocy”: melodie dograne do bitów przesyłanych nam przez Donatana; daty plików wskazują jasno, że to od nas Donatan dostawał pomysły na melodie; na to wskazują również maile, w których mu te pomysły przesyłamy. Ponadto są osoby, które były przy tym, jak tworzymy melodie na płytę: na przykład realizator w studiu w Krakowie. Jest on świadkiem tego, że to my wymyślaliśmy motywy i je potem nagrywaliśmy, a nie, że Donatan nam podawał pomysły, które potem tylko odtwarzaliśmy;

– Dlaczego nie podpisaliście żadnej umowy?

– Do współpracy z Donatanem podchodziliśmy tak, jak do współpracy z wieloma osobami wcześniej. Zawarliśmy umowę ustną, wierzyliśmy, że zostanie ona dotrzymana. Nie mieliśmy podejrzeń, ponieważ Donatan cały czas określał to jako przyjacielską współpracę i roztaczał wizje tego, jak może nam pomóc w promocji naszego zespołu i jak sam będzie go promował przy okazji “Równonocy”. Początkowo nic nie wskazywało na to, że czegoś należy się obawiać. Współpraca przebiegała w dobrej atmosferze. Dopiero później pojawiały się drobne symptomy tego, jakie są prawdziwe zamiary Donatana. Incydenty takie jak na przykład wykorzystanie naszego rogu w teledysku i celowe zasłonięcie znajdującego się na nim naszego loga (pomimo obietnic, że zostanie ono pokazane). Incydenty nasilały się z czasem aż do momentu, kiedy nagraliśmy już wszystkie partie potrzebne na płytę. Wtedy Donatan już otwarcie przestał wywiązywać się z umowy.

– Słyszałem o propozycji podpisania umowy z Wami, która miałaby dotyczyć przeniesienia praw autorskich do Waszych kompozycji umieszczonych na „Równonocy”?

– Tak, ale to była taka propozycja dotycząca naszej, nie związanej z równonocą, płyty “Slava”. Dotyczyła oddania praw autorskich i majątkowych za kwotę 100 zł. To pokazuje tylko, jak bardzo lekceważąco podchodzą oni do nas i naszej pracy. Za „Równonoc” nie dostaliśmy nic.

– Nic?

– Właściwie tak realnie, to nic. Po wyjściu ze studia kontakt się urwał, kiedy dostał od nas wszystko kontakt się urwał.

– Jak odbiera Was muzyczne środowisko, które w Polsce wyjątkowo niechętnie ujawnia podobne problemy?

– Nie spotkaliśmy się z negatywnymi komentarzami. Jesteśmy bardzo znanym zespołem w swojej niszy. Nasi fani są za nami murem. Jeżeli chodzi mainstreamowe zespoły to, nie spotykamy się z nimi. Jednak nie doszły nas głosy, że robimy coś źle. Raczej wszyscy nam kibicują, że twardo stoimy w obronie własnych racji.

– Macie jakiś kontakt z Donatanem?

– Absolutnie żadnego. Poważnie posprzeczaliśmy się w ubiegłym roku. To było dla mnie stresujące. Próbował na nas wymusić z nami pewne rzeczy. W ubiegłym roku mieliśmy też naciski ze strony wytwórni.  Nie chcieli nam zagwarantować żadnej rekompensaty. mówili, że chcą załagodzić ten konflikt, ale nie zaproponowali nic więcej, poza powtórzeniem nieokreślonych i niemożliwych do wyegzekwowania wcześniejszych obietnic Donatana.

– Mądry Polak po szkodzie?

– Naukę z całej sprawy mamy ogromną. Dla nas współpraca przy projektach niekomercyjnych ma duże znaczenie i uważamy, że podpisywanie umów mogłoby popsuć relację, czy wpłynąć źle na energię pracy. Robiliśmy wiele takich projektów i nigdy nie zdarzyła nam się taka historia, jak ta związana z Donatanem. Teraz – generalnie podpisujemy umowy, jesteśmy bardziej ostrożni w dobieraniu partnerów do takich projektów. Pracujemy obecnie przy kilku projektach z poważnymi partnerami. Pozwoliło nam to zobaczyć jak powinna wyglądać współpraca przy projektach komercyjnych. Pułap profesjonalizmu jest naprawdę wysoki, a właśnie tego zdecydowanie zabrakło Donatanowi. Ale widocznie rynek muzyczny musi jeszcze trochę poczekać zanim dojdzie do takiego poziomu.”

– Dziękuję za rozmowę.

Fot. Materiały Percival

10 Responses to Percival kontra Donatan. Dlaczego folkowcy twierdzą, że zostali okradzeni

  1. Bardzo ciekawy wywiad – dobrze opisywać takie sprawy, by muzycy nie traktowali umów w formie pisemnej jako “popsucia relacji” lub czynności, która może “wpłynąć źle na energię pracy”. Nie zmienia to faktu, że umowa ustna to też jest ważna i wiążąca strony umowa. Tylko potem w razie sporu trzeba się bardzo napracować by udowodnić, jakie były ustalenia.
    Inną kwestią jest to, że sprawa autorstwa to kwestia faktu, a nie umowy, więc jeżeli członkowie zespołu Percival są autorami melodii i konkretnych układów współbrzmień, a Donatan bitu i innych elementów, np. kolorystycznych, to są to zapewne utwory współautorskie. W takiej sytuacji wszyscy autorzy powinni być opisani przy okazji rozpowszechniania utworu.
    Sprawa ma wiele wymiarów i jest bardzo ciekawa.

  2. Michał Kowalski says:

    Sprawa autorstwa, jeżeli jest tak, jak mówi Percival, faktycznie może spowodować poważne konsekwencje prawne, dla Donatana jak i dla wytwórni.

    • A Donatan się wypowiedział gdzieś o tej sprawie? Jaka jest jego wersja zdarzeń?

      • Michał Kowalski says:

        Donatan, jak to pisze na swoim FB, jest zajęty zarabianiem “hajsu”. Przesłuchiwałem “Równonoc” kilka lat temu, bo był to projekt, który wzbudził moją uwagę. W poszczególnych piosenkach jest pełno “Percivala”. Być może mamy do czynienia z hip-hopowym rozumieniem muzyki, gdzie według twórcy ważny jest tzw. beat/riddim (nawet bez dodatku melodycznego), a reszta, czyli melodie – to dodatki. Niestety w Prawie Autorskim mamy dokładnie odwrotne rozumienie przesłanek oryginalności dzieła.

        • Czy ja wiem, czy odwrotne… Koncepcja utworu jako przejawu działalność twórczej o indywidualnym charakterze to dość ogólna i elastyczna konstrukcja, otwarta na różne sposoby przejawiania się oryginalności w utworze. Element główny, czy dodatkowy, to nie ma znaczenia, byle miał indywidualny charakter.

          • Michał Kowalski says:

            Może inaczej – nie znam przypadku, w którym rytm potraktowano na tyle oryginalnie i twórczo, by ktokolwiek udzielił mu ochrony prawno autorskiej. Doskonale na temat pisze Piotr F. Piesiewicz ” Utwór muzyczny i jego twórca”. Natomiast co do tzw. sampli zawierających charakterystyczne melodie, sprawa jest dużo prostsza. Aczkolwiek jak zawsze istotne są przesłanki z art. 1 Pr. Aut.

  3. Majeranek says:

    Skoro przesyłali nawzajem próbki, to można dość łatwo ustalić jaka była chronologia i zapewne wiele wyjaśni.
    Na marginesie: bardzo dobrą metodą jest zgłoszenie u notariusza nut do opieczętowania z datą, nawet takich najprostszych. Kosztuje grosze, a może bardzo pomóc…

  4. Zgoda, że sam rytm nie jest chroniony, ale beat to nie tylko czysty rytm, ale też elementy zróżnicowania wysokości dźwięków (taka specyficzna melodia), a także kolorystyki (a w ramach niej artykulacji i dynamiki). W tym zestawieniu może być moim zdaniem uznany za element oryginalny utworu, choć w praktyce z taką sprawą także się jeszcze nie zetknęłam.

    • Michał Kowalski says:

      Zmiana beatu (czyli wersji perkusyjnej, bez basu) w średnio zaawansownym programie muzyczny,, do poziomu nierozpoznawalności źródła zajmuje jakieś 3 minuty. Z melodią nigdy to się nie uda. Stąd ochrona beatu w praktyce nie istnieje. Ochrona melodii owszem. W niektórych prawodawstawach ochrona melodii jest bardzo mocno zaakcentowana (np. w pr. niemieckim). Ostatecznie więc, oczywiście moim zdaniem, charakter danej piosence nadaje melodia, a nie bit, stąd też większy udział może przypaść twórcom tejże.

  5. turbosrednipomidor says:

    Jestem całym sercem za Percivalem i życzę im jak najszybszego załatwienia sprawy, ale jako osoba pracująca w pokrewnej branży patrzę z przerażeniem na podejście do podpisywania umów. Niechęć do umów nie świadczy o “dobrej atmosferze”, “przepływie energii” tylko o rażącym braku profesjonalizmu. Jaka musi być atmosfera, która sypie się tylko dlatego, że podpisuje się jeden papierek potwierdzający wszystkie ustalenia? Jeśli współpraca jest faktycznie dobra, to nie zaszkodzi jej poświęcenie tych kilku minut na złożenie uczciwej obietnicy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *