Choć muzycznie frapujący, „Sen o Warszawie” Krzysztofa Magowskiego to nieudana próba zmierzenia się z biografią Czesława Niemena. Na dokumentalnej opowieści cieniem kładą się spory między spadkobiercami artysty.

Dla tych, których Niemen interesuje jako muzyk, prawie dwugodzinny film Magowskiego to okazja co najmniej do odświeżenia sobie jego bogatej twórczości. Poznajemy drogę Czesława Wydrzyckiego z białoruskich Wasiliszek (w których się urodził) przez Gdańsk po światowe sceny Europy i nieudaną próbę podbicia Stanów Zjednoczonych, gdzie postrzegano go jako największą gwiazdę zza Żelaznej Kurtyny z sześcioma milionami sprzedanych płyt na koncie. Nie brak tu największych przebojów, które usłyszeć można także w nieco mniej znanych aranżacjach. Niemen śpiewał bowiem nie tylko po polsku, ale także m.in. po włosku, francusku i niemiecku. A o karierze twórcy „Dziwny jest ten świat” opowiadają m.in. muzycy Hubert Nadolski, Józef Skrzek, Paweł Brodowski, Michał Urbaniak a także dziennikarze: Roman Rogowiecki, Marek Niedźwiecki, Marek Sierocki, jak również zagraniczni menadżerowie, którzy mieli okazję współpracować z Niemenem.

Niestety, choć muzyczna część to bogaty katalog dykteryjek, całość kuleje za sprawą w znacznym stopniu przemilczanej biografii artysty. W filmie pojawiają się m.in. siostra Niemena – Jadwiga Wydrzycka-Bortkiewicz, córka artysty z pierwszego małżeństwa – Maria Gutowska oraz jego stryjeczny brat Romuald Wydrzycki. Brak w nim natomiast wdowy po Niemenie – Małgorzaty i dwójki ich córek – Eleonory i Natalii. Można oczywiście zakładać, że po prostu odmówiły one reżyserowi występu przed kamerą, to jednak nie wyjaśnia, dlaczego Krzysztof Magowski całkowicie postanowił wyrugować je z biografii Niemena. Reżyser nie tylko całkowicie pomija trwające blisko 30 lat małżeństwo kwitując je słowami „w roku 1975 Czesław Niemen po raz drugi się ożenił” i nie wymieniając Małgorzaty Niemen nawet z imienia, ale nie informuje w żaden sposób widzów dlaczego tak uczynił. Można odnieść wrażenie, że Magowski wykreował rzeczywistość, w której ten wątek w życiu Niemena po prostu nie wystąpił.

Zapewne duży wpływ na tę sytuację miały spory prawne jakie toczy między sobą rodzina Niemena w związku ze spadkiem oraz prawami autorskimi do jego spuścizny. Jednak takie podejście Magowskiego znacząco deformuje rzeczywistość. Z filmu wynika bowiem, że umierającego Niemena w szpitalu żegnała jedynie Maria Gutowska. To kładzie się cieniem na całym „Śnie o Warszawie”. Jeśli bowiem reżyser lekką ręką potrafił potraktować rodzinę Niemena, to czy w zawodowej części biografii także nie dopuścił się jakiś przekłamań?

W dodatku Magowskiemu tak naprawdę nie udało się zgłębić fenomenu autora „Pod Papugami”. Po seansie nadal nie wiemy, co sprawiło, że jego twórczość ma charakter ponadczasowy i do tego stopnia uniwersalny, że tytułowy „Sen o Warszawie” na swój hymn wybrali kibice stołecznej Legii, których widzimy na początku filmu? Można odnieść wrażenie, że reżyserowi zabrakło, niezbędnej w tym gatunku, odwagi, która pozwoliłaby mu stworzyć coś więcej niż rozbudowany muzycznie reportaż.

Rafał Pawłowski

Artykuł pochodzi z bloga Idź i Patrz.

Fot. materiały prasowe Gutek Film

6 Responses to Pieśń o smutnym Niemenie – recenzja “Snu o Warszawie”

  1. agnes says:

    Niewiele, chłopcze, zrozumiałeś z tego filmu.

  2. agnes says:

    Teraz do mnie dotarło. że nie oglądałeś, chłopaczyno, w ogóle filmu!
    Nie można mylić Helmuta Nadolskiego z jakimś Hubertem, a Marka Sierockiego w ogóle w filmie nie ma!
    To , co wysmarowałeś , jest jakąś kpiną i hochsztaplerką.
    Ufam, że mój post przejdzie moderacje, bo ja piszę prawdę, a Ty hejtujesz.
    Podesłać Ci 15 złotych, żebyś mógł obejrzeć film?.

  3. rockowy says:

    A poza tym Niemen nie jest twórcą ale wykonawcą “Pod Papugami”…

  4. keraters says:

    To wyjątkowa ironia losu, że recenzja zamieszczona w serwisie poświęconemu zagadnieniom prawnym, zawiera jawne przekłamania – w filmie nie wystąpił ani Marek Niedźwiecki, ani Marek Sierocki; ciężko też nazwać Niemena jedynym autorem piosenki ‘Pod papugami” – aranżację stworzył Mateusz Święcicki, a za tekst odpowiadali Jan Gałkowski z Bogusławem Choińskim.
    Na tym niestety zgrzyty się nie kończą – choć Pan Rafał zauważa nieobecność wdowy i jej córek, nie zadaje trudu, by chociaż domniemać, jakie mogłyby być konswekwencje prawne, gdyby owe panie pojawiły się w filmie bez ich zgody… Wielce prawopodobne, że filmu nie ujrzałby wtedy w ogóle.
    Ale cóż, takie czasy – każdy, kto umie założyć stronę na wordpressie, może stać się krytykiem – dobrze, że istnieją jeszcze dziedziny, w których trzeba się wysilić, żeby udowodnić swoją wartość.

    • agnes says:

      @keraters
      Okazuje się, że śpiewać każdy może, że zacytuję klasyka.
      Na szczęśćie publliczność ceni raczej recenzje uznanych krytyków (Pietrasik, Mossakowski, Sendecka i nni). Pan Rafał to głos wołającego na puszczy. Ruch tu jakoś marny, a na jego blogu – bezludna plażą:-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *