Jeszcze rok czy dwa lata temu próżno było wpisywać hasło “Purple rain” w wyszukiwarkę Spotify. Pojawiało się wówczas wielkie nic. W końcu jednak wielcy się dogadali. Maluczkim pozostaje się więc cieszyć.

Przed swoją śmiercią, w kwietniu 2016, Prince, który generalnie nie darzył zbyt wielkim uczuciem streamingu, związał się umową na wyłączność z serwisem Tidal, czyli rosnącą konkurencją Spotify. Nie sporządził jednak testamentu, więc dalsze decyzje dotyczące wykorzystania praw autorskich, po jego śmierci miały być podejmowane przez zarządcę tychże praw, czyli Universal Music Publishing. W listopadzie 2016, zarządca tejże wytwórni pozwał obsługującą Tidal firmę rapera Jay-Z, aby uniemożliwić wyłączne wykorzystanie twórczości Prince’a.

Prawa Księcia do jego własnych utworów zawsze były bardzo ciekawą kwestią – wystarczy stwierdzić, że artysta nigdy nie miał lekko. Efektem jego najbardziej medialnego sporu, było przyjęcie przez Prince`a określenia “niewolnik” podczas publicznych występów, aż po zmianę swojego pseudonimu artystyczny na “symbol miłości”, cokolwiek (a wiedzą to pewnie jego najwierniejsi fani) miało to znaczyć. W pewnym momencie mówiono o nim “artysta znany wcześniej jako Prince”. Działo się tak, aż do 2014 r. , kiedy to zawarł z Warner Bros. ugodę, na mocy której odzyskał prawa do swojej muzyki.

Czytaj: Polska – Kochamy streaming, ale prawo autorskie to wciąż ciemna magia.

21 kwietnia 2016 roku wiele się zmieniło. Nie chodzi jedynie o niepowetowaną stratę dla świata muzyki. Ponad rok przed śmiercią, Prince postanowił usunąć wszystkie swoje albumy z w serwisów streamingowych za wyjątkiem Tidala, o którym była już mowa. Po śmierci muzyka osoby, które posiadały prawa do jego utworów, rozpoczęły intensywne starania, które miały na celu przywrócenie płyt artysty do Apple Music, Spotify i innych konkurencyjnych platform. Pieniądz nie śmierdzi, prawda?

Utwory zostały udostępnione do pozostałych sieci streamingowych dokładnie 12 lutego 2017 roku. Dlaczego? Dnia 12 lutego w Los Angeles odbyła się ceremonia wręczenia nagród Grammy. Właśnie w czasie jej trwania muzyka Prince’a została udostępniona użytkownikom wspomnianych portali.

Koniecznym jest podkreślenie, że w owym czasie Nowym Jorku pojawiły się plakaty Spotify, na których logo firmy zostało umieszczone na charakterystycznym dla twórczości Prince’a fioletowym tle, co nie mogło być przypadkiem i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Swoisty real time marketing, ale zostawmy to zawodowcom.

Na szczęście należy podkreślić, że wiele “gwiazd’ wspominało o tym wspaniałym artyście w trakcie gali i można poczytywać to jaki swoisty hołd dla jego twórczości.

Co ciekawe w tym przypadku – statystyki. Statystyki Spotify mówią, iż najwięksi fani Prince’a mieszkają na terenie Stanów Zjednoczonych, co właściwie nie powinno być wielce zadziwiającym faktem. Te same słupki i wskaźniki dają jasno do zrozumienia, że najwierniejszymi fanami artysty są mieszkańcy rodzimego miasta Prince’a, czyli Minneapolis w stanie Minnesota. To zaś nie budzi zdziwienia niemalże wcale.
Ckliwie, a może i nie. Chciałabym w związku z powyższym tekstem przypomnieć słowa pochodzące z „Purple rain”, a więc najsłynniejszego utworu Księcia: „Baby I could never steal you from another, It’s such a shame our friendship had to end”.

Źródła: USA Today, Bloomberg

Autor: Karolina Robak/MiP

Fot. Ann Althouse/CC BY-NC 2.0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *