Współautorstwo utworów to problem dość złożony, najbardziej chyba na gruncie… towarzyskim. Większość powstających zespołów to grupy przyjaciół, które na początku swojej drogi nie myślą o tym, by regulować formalnie autorstwo swoich piosenek. Tradycyjnie więc wszyscy dzielą swoje autorskie prawa majątkowe po równo, chociaż niekoniecznie jest to zgodne z rzeczywistością.

Jako przykład innego rozwiązania podamy oczywiście The Beatles, którzy od początku swojej działalności mieli niezwykle jasno ustalone kryteria swojej współpracy. Lennon i McCartney byli autorami większości piosenek i z tego powodu też Harisson i Starr otrzymywali mniej ze sprzedaży wydawnictw. Z powyższą sytuacją nikt nie dyskutował. Wiadomo było przecież, że Beatlesi byli zespołem Johna Lennona i tak naprawdę jego głos w wielu sprawach był decydujący (przynajmniej na początku).

Czytaj: ZAiKS zmienia podejście do twórców. Możesz odebrać swoje pieniądze

Idąc za powyższym przykładem – jasne i klarowne określenie autora muzyki i tekstu na samym początku, zapobiega późniejszym konfliktom na tym tle (zwłaszcza, gdy zespół kończy swoją działalność). Jeżeli jego członkowie zespołu nie będą chcieli się porozumieć, pozostanie im posiłkowanie się prawem autorskim, które traktuje wszystkich równo.

“Art. 9.1 Współtwórcom przysługuje praw autorskie wspólne. Domniemywa się, że wielkości udziałów są równe (…)”

Warto zatem dogadywać się wcześniej zwłaszcza, że w orzecznictwie przyjęto np. że czas upływający od powstania utworu, może spowodować brak możliwości ustalenia, który ze współautorów wniósł większy, czy też mniejszy wkład twórczy do danego utworu.

Skorzystanie z domniemania równości udziałów twórców w dziele wspólnym (art. 9 ust. 2 zdanie drugie ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jedn. tekst: Dz.U. z 2000 r. Nr 80, poz. 904 ze zm.) jest uzasadnione, gdy upływ czasu pomiędzy powstaniem dzieła a określaniem wielkości udziałów uniemożliwia ustalenie wkładu twórczego poszczególnych osób (wyrok z dnia 11 marca 2003 r., V CK 250/02)

Twórcy mogą jednak porozumieć się co, do wielkości udziałów w danym Utworze. Wszystko zależy od tego, kto jest jego autorem (tu wchodzimy w problematykę melodii, harmonii i rytmu, co będzie przedmiotem innego wpisu). Generalnie jednak trzeba przyjąć, że najważniejsza w twórczości muzycznej jest charakterystyczna melodia, która może stanowić punkt wyjścia do jej dalszej interpretacji przez innych muzyków z zespołu, oraz tekst.

Każda sytuacja jest mocno indywidualna i konkretna, nie można jej w żaden sposób generalizować. Jednak członkowie zespołu, zawsze mogą podpisać porozumienie dotyczące autorskich praw majątkowych. Jest to zdecydowanie lepsze niż np. rozstrzyganie jej w sądzie, choć oczywiście zawsze mają taką możliwość (co wynika również z art. 9.1). (…) Każdy ze współtwórców może żądać określenia wielkości udziałów przez sąd, na podstawie pracy twórczej”. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak skomplikowany może powyższy proces.

I tu od razu wyjaśnimy, że współautorami Utworu nie są tzw. techniczni, czyli osoby, które świadczą pomoc autorowi przy wykonywaniu/nagrywaniu dzieła.

Elżbieta Traple w “Komentarz. Prawo Autorskie i Prawo pokrewne” (5. wydanie) wymienia cały zestaw “technicznych”. Chodzi o osoby “dostarczające materiały, informacje, środki niezbędne dla stworzenia dzieła, finansujące prace nad dziełem, jak i sugerujące tematykę, metodę, czy zakres prac”.

Warto podążyć powyższym tropem i na przykładzie orzecznictwa pokazać inne sytuacje, w których uznano, w jakich sytuacjach nie można mówić o współautorstwie. Nie jest nim więc:

  • Redakcyjne opracowanie cudzego utworu, przejrzenie tłumaczenia, dodanie komentarza (SN z dnia 10 lutego 1970 r., II CR 666/69)
  • Dokonanie poprawek stylistycznych w podręczniku akademickim (SN z 7 listopada 2003 r., V CK 391/02)
  • Wykonywanie zdjęcia zgodnie ze wskazówkami udzielanymi przez fotografa – twórcę (SN z 2 lipca 2002 r., III CKN 1096/00)
  • Zapoznanie się z utworem poetyckim (SN z 10 lutego 1970 r., II CR 666/69)

Powyższe sytuacje dość łatwo można przełożyć na specyfikę każdej sytuacji w branży kreatywnej. Jeżeli chodzi jednak o samą muzykę warto tu przytoczyć niezwykły wyrok  Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu z 1976 roku, w którym to rozpatrywano kwestię, czy można uznać za współautora muzyka, który wykonał utwór na podstawie eksperymentalnego zapisu nutowego (zakładającego pewną dozę improwizacji, zapisywanego znakami graficznymi).

Czytaj: Dozwolony użytek bez zmian, ale pojawi się więcej tanich i legalnych treści

W tej konkretnej sytuacji, klasyczny wykonawca (wykonujący utwór na podstawie nut) stał się w wyroku sądu również współautorem. Sąd uznał bowiem, że jego wkład był na tyle duży i istotny, iż stał się kimś więcej niż tylko wykonawcą (orz. I C 24/76 ). Generalnie jednak, jest to odstępstwo od zasady (powodowanej w tym przypadku specyficznym zapisem nutowym) w myśl której wykonawca nie jest współtwórcą.

Wracając jednak do kwestii współautorstwa, ważne jest też w jaki sposób współtwórcy mogą realizować swoje prawo do utworu. I w tym przypadku warto przypomnieć, że najprostszym sposobem jest regulacja tych kwestii przy pomocy umowy podpisywanej przez twórców (o czym było wyżej).

Umowa taka może regulować każdy aspekt związany z korzystaniem z Utworu. Jedynym ograniczeniem jest klauzula generalna wynikająca z art. 5 Kodeksu Cywilnego: Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. 

Umowa może precyzować kto będzie zarządzał utworem, czy otrzymywał pieniądze z tego tytułu (by następnie je dzielić w stosunku do pozostałych), oraz wszystkie inne kwestie związane, które są istotne dla autorów.

Wszystkie te kwestie warto regulować na samym początku funkcjonowania zespołu, bądź rozpoczęcia pracy nad nową kompozycją. Czysta i klarowne sytuacje w grupie na pewno sprzyjają temu, by tworzyła ona przez długie lata. Z korzyścią dla siebie i oczywiście dla fanów.

A tak przy okazji, słyszeliście już nowego Finka?

Fot. Biblioteka Kongresu USA/ Gerhard Sisters

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *