Zastanawialiśmy się na urlopie co ciekawego można byłoby napisać latem, zwłaszcza wówczas gdy pisać się nie chce. Odpowiedź przyniósł nam tekst o pierwszej sukience na świecie wydrukowanej w drukarce 3d.

Co ma sukienka wspólnego z muzyką? Otóż wiele i nie chodzi tu tylko o ewentualną warstwę metaforyczna obu zestawień. Bardziej właściwe postawione pytanie powinno brzmieć, czy wydrukowanie pierwsze sukienki wprowadzi nas w prawdziwą przyszłość? Przyszłość, w której sami będziemy drukować sobie płyty?

To może być kolejny powód, by przywrócić wiarę w winyla, który po ubiegłorocznym, spektakularnym powrocie przeżywa ponowny kryzys związany z klęską urodzaju – w skrócie – nośnik, który przez lata pozostawał w cieniu stracił fachowców, dobre tłocznie, a co za tym idzie – możliwości, teraz w obliczu popularności nie daje sobie z nią nie radzi – o czym pisaliśmy w tekście: “Dlaczego Boom na winyle może zniszczyć  winyle”.

Jak świeci słońce, to łatwiej uciec od czarnowidztwa, zwłaszcza, gdy na świecie dzieją się tak fascynujące rzeczy związane z nową technologią (drukowanie 3d). Skoro można już dzięki niej budować mosty, to czy problemem powinna być płyta winylowa?

W 2009 roku Jack White założył wytwórnię Third Man Records, aby, jak sam mówił „wnieść do biznesu spontaniczną, realną wartość estetyczną”. Zamierzał nie tylko nagrywać płyty, ale także dodać do nich coś ekstra. Asem w rękawie okazała się nowa technologia.

Czytaj: Polski Rynek Muzyczny 2014. W końcu jakiś wzrost.

Innowacyjne rozwiązania po raz pierwszy zastosowano przy wydanym w czerwcu 2014 roku dwunastocalowym longplayu „Lazaretto”. Płyta miała tzw. „podwójne rowki”, dzięki którym intro utworu „Just One Drink” można było wysłuchać w dwóch wersjach –  elektronicznej albo akustycznej  – w zależności od pozycji igły. W dalszej części utworu podwójne rowki schodziły się w jeden. 180-gramowy krążek skrywał też tajemnicę ukrytą pod naklejką w środkowej części płyty.

Po obu jej stronach znajdowały się dwa dodatkowe utwory, jeden odgrywany z prędkością 78 obrotów, a drugi 45 obrotów. W praktyce była to więc pierwsza na świecie płyta do odtwarzania w trzech różnych prędkościach. Wydanie „Lazaretto” potwierdziło to, co niektórzy przewidywali już wcześniej. Unowocześnienie metod produkcji winyli dzięki technice cyfrowej może stać się nie tylko okazją do zdetronizowania płyt CD, formatu MP3 i muzyki z chmury, ale także wyznaczyć przyszły kierunek rozwoju rynku muzycznego.

Na Jacku temat – na szczęście się nie zakończył, chociaż póki co, po “Lazaretto”, rynek nie zaskoczył nas niczym ciekawym. Jednak, z drugiej strony na portalu Instructables.com, Amanda Ghassaei umieściła film pokazujący, w jaki sposób za pomocą drukarki 3D i wycinarki laserowej można samemu zrobić sobie płytę.

Film szczegółowo wyjaśnia, w jaki sposób dochodzi do przeniesienia pliku audio na 33-obrotową żywiczną płytę. Amanda Ghassaei wycinała płyty nie tylko z żywicy, ale także z papieru, plastiku i drewna. Ta ostatnia zwłaszcza zasługuje na uwagę. Rowki wydrążono w klonowym drewnie, a sama płyta wygląda prawie jak rzeźba. Powiedzenie „wsłuchać się w głos natury” nabiera w tym kontekście bardzo dosłownego znaczenia. Ktoś ma ochotę spróbować? Proszę bardzo.

A jak to brzmi? Szumi jak jasna cholera, bo wykorzystany sprzęt nie jest oczywiście tak dokładny, jak profesjonalne prasy. Nagranie trzeszczy, ale cokolwiek odgrywanego z własnoręcznie zrobionego krążka bezsprzecznie ma swój klimat.

Eksperymentowanie z materiałem do produkcji płyt nie jest niczym nowym. Nim w latach 30. XX wieku winyl opanował rynek, pierwsze płyty na masową skalę produkowano z szelaku – odmiany naturalnej żywicy wytwarzanej przez owady. Prowadzono także próby zapisu dźwięku na tak oryginalnych materiałach jak szkło, guma, mosiądz, czy wosk pszczeli. Ich pokaźna kolekcja do dziś znajduje się w zbiorach National Museum of American History w Waszyngtonie.

Musiały jednak minąć lata, nim pojawiła się możliwość odtworzenia nagranego na nich zapisu dźwiękowego. Wcześniej nie istniał żaden adapter umożliwiający nieinwazyjne przesłuchanie nagrania. Dopiero w 20111 roku z wyzwaniem tym poradzili sobie inżynierowie z Lawrence Berkeley National Laboratory, w wyniku czego ze szklanej płyty z 1885 roku szczęśliwie odtworzono zdanie „Mała Mary miała owieczkę”, uwiecznione prawdopodobnie w hołdzie Tomaszowi Eddisonowi, który jako pierwszy w historii dokonał przy jego pomocy zapisu dźwięku w 1877 roku.

Czy wierzycie w to, że muzyka z czarnego krążka brzmi lepiej, czy też nie, winyl coraz bardziej potwierdza, że nie czeka go odejście do lamusa. Mało tego, jest spora szansa, że to właśnie czarny krążek zainspiruje muzyków, wynalazców i inżynierów do wyznaczenia nowych kanonów rozwoju przemysłu muzycznego na świecie.

No i czyż nie było pięknie gdyby wszystkie te chmury, pliki MP3, czy streaming zastąpiła żywiczna płyta wycięta drukarką 3D.

Fot. Anders Printz/Flickr

Źródło: Smithsonianmag, mat. własne

One Response to Przyszłość fonografii? Żywiczna płyta wycięta drukarką 3D

  1. Pawel says:

    Vinyle dwurowkowe były już produkowane w latach 80. Ale chyba nie było wcześniej płyty, która by miała na sobie zapisane utwory w trzech różnych prędkościach.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *