Opłata reprograficzna zostanie rozszerzona na smartfony i tablety – to już niemal pewne. Wiceminister kultury Andrzej Wyrobiec powiedział, że zawarto w tej sprawie “uzgodnienie”. Jednak wbrew temu, co piszą media, nie chodzi wcale o żaden podatek od piractwa, a największym wygranym w całej sprawie będą organizacje zbiorowego zarządzania.

“Jest uzgodnienie dotyczące listy czystych nośników i wysokości opłat od tych czystych nośników (…) Byśmy po pierwsze wyeliminowali z listy czystych nośników te urządzenia, które po prostu już nie są… są nieaktualne, typu np. kasety magnetofonowe, a wprowadzili urządzenia najbardziej w tej chwili powszechne, popularne, które między innymi z tego powodu są nabywane, że umożliwiają kopiowanie czy korzystanie z utworów… to jest mówię o tabletach i smartfonach” – powiedział wiceminister Wyrobiec podczas posiedzenia sejmowych Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii wiceminister.

Czytaj: Opłata reprograficzna i smarftony. Importerzy sprzętu chcą debaty

Przypomnijmy, że opłata reprograficzna to rodzaj podatku nałożonego przez państwo na importerów i producentów sprzętu umożliwiającego kopiowanie utworów, ale jej celem jest rekompensata artyście (podmiotowi praw autorskich) wykorzystanie jego dzieła w ramach dozwolonego użytku prywatnego.

Nie ma mowy tutaj o “podatku od piractwa” – opłata reprograficzna nie jest rekompensatą za utwory pozyskane przez odbiorców w sposób sprzeczny z prawem (czyli utwory spiratowane), zgodnie z wyrokiem w sprawie ACI Adam BV i inni przeciwko Stichting de Thuiskopie. Chodzi o dozwolony użytek prywatny, który jest legalną formą korzystania z dzieł objętych ochroną prawa autorskiego.

Za co więc tak naprawdę będziemy płacić? 

Art. 20 polskiego prawa autorskiego, które dotyczy opłaty – precyzuje, że producenci i importerzy:

  • a. czystych nośników służących do utrwalania
  • b. urządzeń umożliwiających pozyskiwanie kopii całości lub części egzemplarza opublikowanego utworu

wnoszą opłatę, która nie może przekroczyć 3 proc. kwoty należnej z tytułu sprzedaży powyższych urządzeń i nośników. Płacimy więc (my konsumenci, użytkownicy) – za legalne wykorzystywanie różnych treści w ramach dozwolonego użytku prywatnego – w magnetofonach, magnetowidach, kserokopiarkach, skanerach i (i innych podobnych urządzeniach), które skrupulatnie wylicza ustawa.

Organizacje zbiorowego zarządzania otrzymują z tego tytułu całkiem przyzwoite sumy. Za rok 2012 – ZAiKS w związku z opłatą otrzymał 3 mln zł. W 2013 roku – aż 4 mln zł. Zdaniem organizacji zbiorowego zarządzania to jednak kwoty zbyt małe, bo nie obejmują innych urządzeń mogących służyć do legalnego wykorzystywania różnych treści w ramach użytku prywatnego, a takimi mogą być smartfony i tablety.

Niby wszystko logicznie, ale gdy odpowiemy sobie na poniższe pytania, wszystko staje się nielogiczne 🙂 (odpowiedzi autorów MiP w nawiasach):

  • Kiedy ostatni raz kopiowałeś/aś znajomemu od znajomego płytę cd? (Nie pamiętam)
  • Kiedy ostatni raz kopiowałeś/aś znajomemu/od znajomego muzykę na pendrive`a/tableta/smartfona (Nie pamiętam)
  • Jak słuchasz muzyki?: W pracy głównie ze serwisu streamingowego, staram się nie korzystać za YT (bo ma najgorsze stawki dla artystów 🙂 ) W domu ze streamu, bądź z płyt winylowych.
  • Jak dajesz informujesz znajomych i tym czego słuchasz? – Wrzucam im nazwę jakiejś kapeli, najczęściej szukają jej na YT, albo w streamie. Nie pamiętam kiedy ostatnio kopiowałem

Być może pomysłodawcy opłaty nie zauważyli, że dozwolony użytek prywatny… zanika 🙂 Inaczej mówiąc, coraz mniej jest kopiowania, a coraz więcej – korzystania z treści w streamie. Co więcej – dostępność legalnych źródeł w streamie będzie coraz większa, a piractwo jeszcze bardziej stygmatyzowane (wobec dostępności tanich źródeł). Dzieje się to na naszych oczach i jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla rynku treści.

Dlaczego więc, jako  tam użytkownicy końcowi, mamy płacić kolejny podatek za czynności, których nie wykonujemy (bo przestajemy kopiować utwory od, lub dla siebie)? 🙂 Zastanówmy się.

Mogę domniemywać tylko, że rozszerzenie opłaty reprograficznej jest najłatwiejszym sposobem sięgnięcia po pieniądze, choć w żaden sposób nie rozwiązuje żadnej z bolączek twórców, a wręcz przeciwnie – rodzi tylko kolejne.

Nie wiem, czy ktokolwiek w takim ZAiKS-ie myśli w ogóle o dbaniu o własny wizerunek, ale medialnie jest to instytucja, która nie należy do zbioru pod nazwą: “Ulubione” przeciętnego użytkownika Internetu. Nie wiem, czy ktokolwiek zastanawia się tam, jak mocno ten negatywny czar wpływa na odbiór artystów i ich problemów przez resztę społeczeństwa. Chyba nikt, skoro ozz-y walczą o rozszerzenie opłaty (i to skutecznie) nie zastanawiając się nawet, jak zły odbiór ma ta sprawa wśród zwykłych ludzi.

Czytaj: ZAiKS. Jak odebrać swoje pieniądze. Przewodnik po tantiemach.

Spróbujmy przeliczyć, o jakie w ogóle stawki chodzi.

Gdyby liczyć to statystycznie – przykładowo, w 2013 roku ZAiKS liczyło sobie 2282 członków, a 7986 osób powierzyło mu prawa do zbiorowego zarządzania, a 3586 – prawa po zmarłych twórcach, a z tytułu opłaty do Stowarzyszenia wpłynęło 4 mln zł. Zakładając, że każdy z powyżej wymienionych jest uprawniony do otrzymania części z opłaty w równej części – na głowę wypada 4 mln dzielone przez 13854 daje nam 288 zł 🙂 na głowę. Rocznie (!).

Teraz musimy wziąć pod uwagę, że ozz-y pobierają swój haracz z otrzymanych środków. W przypadku ZAiKS, w 2013 roku było to 16,9 proc. No i teraz sytuacja diametralnie się zmienia, ponieważ 16,9 proc z 4 mln zł to 676 000 zł.

676 000 zł rocznie gwarantowane ustawowo dla stowarzyszenia brzmi dużo lepiej. Prawda? 🙂

W obliczu narastającego przenoszenia sprzedaży treści, czy też ich dostępności w streamingu największym wyzwaniem dla organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nie jest żadna opłata reprograficzna, lecz takie negocjowanie stawek tantiemowych z gigantami rynku, by było one jak najbardziej korzystne dla artystów.

To jednak dużo trudniejsza misja do realizacji, niż sięgnięcie do kieszeni użytkowników, po ich pieniądze, w imieniu artystów (podobno). Być może dla ozz-ów zbyt trudna.

Fot. Darin House/Flickr

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *