W 2007 roku mieszkająca w USA Stephanie Lenz opublikowała na portalu YouTube filmik ze swoim synkiem bawiącym się zabawkami. Nagranie niby zwyczajne, lecz dzięki lecącej w tle piosence Prince’a „Let’s Go Crazy” wzbudziło spore zainteresowanie, a ostatecznie także protest ze strony Universal Music.

Zdaniem koncernu użycie piosenki Prince’a w 29-sekundowym filmiku naruszało prawa autorskie do tego utworu. Universal Music zażądał usunięcia nagrania z YouTube, a sprawa została skierowana do sądu. Nim zapadł werdykt, postępowanie toczyło się przez 8 lat.

Czytaj: Słynny cover “Space Oddity” nagrany w kosmosie powrócił na YouTube.

Ostatecznie sąd przyznał rację Stephanie Lenz argumentując, że przed poinformowaniem YouTube o konieczności usunięcia materiału z portalu w oparciu o przysługujące korporacji prawa autorskie do utworu Prince’a, Universal Music powinien był uwzględnić możliwość wykorzystania dzieła w zakresie dozwolonym przez prawo autorskie.

Innymi słowy, w podobnych przypadkach obowiązkiem właściciela praw autorskich jest przede wszystkim sprawdzenie, czy użycie danego utworu spełnia kryteria wykorzystania dzieła w zakresie dozwolonym przez prawo autorskie. Jeśli tak jest, korporacje w rodzaju Universal Music nie będą miały podstawy prawnej do wysuwania żądań o usunięcie nagrania z YouTube.

Przy czym – co jest istotne w tej informacji, a o czym nie należy zapominać – omawiany wyrok został wydany na gruncie prawa amerykańskiego, które różni się w podejściu do dozwolonego użytku od rozwiązań europejskich.

Sposób podejścia do instytucji dozwolonego użytku na świecie jest różny. W USA determinuje go doktryna fair use. Jej granice wyznacza pięć przesłanek, które muszą być spełnione kumulatywnie, by można było mówić o legalności zapożyczenia. Tak więc eksploatacja utworu:

  • nie może mieć charakteru komercyjnego
  • ważny jest też rodzaj wykorzystanego dzieła
  • jego proporcje w stosunku do nowego dzieła, w którym znajdują się zapożyczenia z innego
  • istotny jest również wpływ dozwolonego użytku na rynek, czyli ewentualny uszczerbek finansowy dla autora dzieła pierwotnego
  • jak również sama wartość pieniężna zapożyczonego utworu

Zupełnie inne warunki, które wyznaczają granice dozwolonego użytku przyjęły państwa europejskie. Brak tutaj ogólnej zasady wyznaczającej ramy dozwolonego użytku. Zamiast tego pojawiają się raczej próby szczegółowych regulacji dotyczących samych podmiotów, które mogą z niego korzystać, a także sytuacji w jakich mogą to czynić. Często określa się je jako stypizowane modele przesiąknięte kazuistyką. Jeżeli ktoś ma ochotę zapoznać się z tą problematyką  to zachęcamy do naszego tekstu: “Dozwolony użytek. Fakty i mity

Wracając do opisywanego orzeczenia.

Z pewnością wyrok sądu jest korzystny dla użytkowników YouTube i innych portali, jednak nie rozwiązuje problemu do końca. Jak możecie zauważyć wyżej, badanie czy dzieło zostało wykorzystane w zakresie dozwolonym przez prawo autorskie jest procesem dość złożonym i często uznaniowym (tu rozstrzygnięcie zajęło aż osiem lat).

Tymczasem coraz częściej zgłoszenia o naruszeniu prawa autorskiego do YouTube przesyłane są automatycznie za pomocą konkretnych algorytmów (system monitorujący naruszenia praw na YT to Content ID) – zatem jakby nie patrzeć, użytkownik wciąż jest na straconej pozycji.

I chyba już tak pozostanie.

Źródło: Washington Post

Fot. Jonsson/Flickr (lic. CC BY SA)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *