Bruno Spoerii, znany szwajcarski muzyk jazzowy oskarża ikonę hip – hopu, niejakiego Jay Z, że ten po prostu ukradł sample z utworu jego autorstwa „On the Way” z 1978 roku.

– W pewnym sensie jestem zaszczycony, że stosunkowo młody raper wykorzystuje sample starego człowieka, sample, które mają już 36 lat – powiedział Spoerii dla swissinfo.ch. Z drugiej strony artysta podkreśla, że jest wkurzony bezpretensjonalnym podejściem do jego twórczości, zwłaszcza, że gdyby Jay-Z zdecydował się kupić od niego sample, to nie kosztowałyby zbyt wiele /jak twierdzi sam Spoerii/.

Czytaj: Wszystko co chcielibyście wiedzieć o samplingu, a baliście sie zapytać.

W całą sprawę wkroczyli /jak zwykle/ prawnicy reprezentujący wytwórnię Spoeriego /Finders Keepers/ oraz Jay-Z /Timbaland Productions/. Negocjują już od października 2013 roku, kiedy to światło dziennie ujrzała piosenka Jaya-Z „Versus”, w której wykorzystano sample Spoeriego. Szwajcarski muzyk wiedział o sprawie od tego momentu, ale milczał, gdyż poprosił go o to Andy Votel, szef Finders Keepers, który rozpoznał sample i czekał na odpowiednią reakcję Timbaland Productions.

Jednak kwestia nie została uregulowana do dzisiaj. Na razie z pewnością Spoerii powinien być zadowolony z nagłośnienia sprawy, gdyż jego utwór „On the Way” zaczął się cieszyć nawet sporą popularnością.

By wyrobić swoje własne zdanie w temacie – posłuchajcie. Przed Wami Bruno Spoerii.

A teraz Jay Z. Bądźcie gotowi na mały szok kompozycyjny.

Pytanie, czy współczesny hip – hop ma cokolwiek wspólnego z twórczością wciąż pozostaje otwarte. Według wikipedii Jay-Z jest jedynym z najlepiej zarabiających artystów w USA. Jego majątek szacuje się pół miliarda dolarów. W dorobku ma też 15 nagród Grammy.

Na podstawie: swissinfo.ch

Fot. Joella Marano / lic. CC BY-SA 2.0

5 Responses to Skandal z piosenką Jay Z. Po prostu ją ukradł? Posłuchajcie

  1. mh says:

    “Pytanie, czy współczesny hip – hop ma cokolwiek wspólnego z twórczością wciąż pozostaje otwarte”

    Czyżby samplowanie wykluczało “twórczość”? Wówczas musielibyśmy skreślić cały gatunek na czele z arcydziełami gatunku w rodzaju legendarnego “Fear of a Black” Public Enemy. Bo to wszak zlepek ponad 300 sampli! Podobnie najsłynniejsze dzieła De La Soul czy Beastie Boys.

    A co do współczesnego hip-hopu, to najciekawsze rzeczy wydarzają się właśnie na najeżonych “kradzionymi” samplami mixtape’ach. Tyle że funkcjonują one poza oficjalnym obiegiem i dlatego autorom uchodzi to na sucho. Nie zagęszczenie sampli świadczy o “twórczości”, tylko sposób ich wykorzystania.

    W przeciwnym razie trzeba też odmówić kreatywności samym Beatlesom, skoro takie “Revolution Number 9” w całości zlepili z cudzego.

  2. Michał Kowalski says:

    Na pewno, pytanie o hip – hop i twórczość było prowokacyjnie. Absolutnie nie odbieram tej gałęzi muzyki prawa do bycia twórcami. Niemniej jednak, zagłębiając się ostatnio w działkę hip-hopową, oraz samplingową nachodzi mnie pytanie o różnice pomiędzy oryginałem, a dziełem wtórnym.

    Jeżeli więc sampel jest podstawą utworu, czyli wyznacza jego rytmikę, a przede wszystkim harmonię – to chyba możemy mówić wręcz o opracowaniu, bądź dziele inspirowanym, na pewno nie o nowym utworze.

    Co innego, gdy utwór, nawet jeżeli jest sklejony z tysięcy sampli jest zupełnie nowym dziełem na każdym płaszczyźnie utwory muzycznego, czyli: 1. tekstu; 2. melodii; 3. harmonii, oraz 4. rytmu.

  3. mh says:

    Obawiam się, że muzykologiczne podchodzenie do hip-hopu może nas tylko narazić na śmieszność. Utwór hiphopowy może w całości bazować na fragmencie pojedynczego cudzego utworu zapętlonym kilkaset razy, a i tak będzie miał niebywałą wartość dodaną, bo jego fundamentem pozostaje rap, przesłanie, osobowość wykonawcy, a nie harmonia, melodia i tempo.

    W każdym razie podobne dyskusje odbywały się już w latach 80. i 90. przy okazji boomu hiphopowego i działalności awangardzistów pokroju Negativland, a na przełomie wieków powróciły wskutek boomu samplingowego i mash-upów (Dj Shadow, Avalanches, Girl Talk), chyba najlepiej wrócić do nich i z nimi konfrontować dylematy. Bo to trochę jak dyskutować o moralności Elvisowego rock’n’rolla dekadę po rewolucji punkowej.

  4. Michał Kowalski says:

    Ja patrzę jednak na sprawę właśnie “muzykologicznie” od czasu, kiedy trafiłem na youtubowskie porównanie twórczości O.S.T.R. z utworami pierwotnymi. Właśnie wówczas doszedłem do wniosku, że wpływ sampla na dzieło wtórne jest czasem tak olbrzymi – i harmonicznie i melodycznie, że nie można przejść nad tym do porządku dziennego i uznać, że twórca wtórny może pominąć, chociażby w nazwie utworu – twórcy pierwotnego.

    Absolutnie nie podważam tutaj wartości dodanej hip – hopu, ale zwracam też uwagę na twórcę pierwotnego /moim zdaniem wymaga też zwykła uczciwość artystyczna/.

    Dyksusja jest akurat ciekawa w tym momencie, kiedy sampling jako taki, schodzi do podziemia ze względu na zbyt daleko rozciągnięty monopol autorski.

    Moim zdaniem sampling wymaga nowej regulacji prawnej tak jak zrobiono to w przypadku dzieła inspirowanego /na którym opiera się cały jazz/ zwłaszcza pod kątem likwidacji podwójnego obowiązku otrzymania zgody /w przypadku rozpoznawalnego sampla/ – od producenta fonogramu i autora /a czasem jeszcze wykonawcy/.

  5. mh says:

    A co do tego ostatniego postulatu – pełna zgoda.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *