Po 35 latach od zuchwałej kradzieży w dość przypadkowy sposób odnaleziono jedne z unikatowych skrzypiec Stradivariusa, należących do słynnego skrzypka polskiego pochodzenia Romana Totenberga. Motyw kradzieży pozostaje nieznany.

Totenberg urodził się w 1911 roku w Łodzi. Naukę na skrzypcach rozpoczął w wieku sześciu lat. Jego nauczyciel szybko odkrył drzemiący w nim talent. W wieku 14 lat zdążył zadebiutować z Orkiestrą Filharmonii Warszawskiej, a chwilę później grał już ze słynną Berliner Philharmoniker. Jego kariera w Europie zaczęła nabierać rumieńców po sukcesach w Berlinie i Londynie, w połowie lat `30 po raz pierwszy wystąpił za Oceanem w USA. Tam też trafił tuż przed rozpoczęciem wojny – w 1938 r.

Słynny już skrzypek kupił swojego Stradivariusa z 1734 r. – o imieniu  Ames Stradivarius  w 1943 roku za 15 tys. dolarów. I nie mógł się z nim rozstać przez kolejne 37 lat. Grał na nim wszystkie koncerty.

Czytaj: Czy można ochronić swój pomysł podczas negocjacji. Są na to sposoby.

Ames Stradivarius zniknął z jego biura w Longy School of Music of Bard College w Cambridge, gdzie był dyrektorem, w maju 1980 roku.

Policja wszczęła dochodzenie, jednak wirtuoz miał już nigdy nie zobaczyć swojego Stradivariusa. Instrument „wypłynął” zupełnym przypadkiem po 35 latach.

Kradzieży dopuścił się najprawdopodobniej młody, aspirujący skrzypek o nazwisku Philip Johnson. Totenberg od razu skierował na niego swe podejrzenia, ponieważ młodzieńca widziano kręcącego się niedaleko jego gabinetu w czasie, gdy doszło do kradzieży. Również z relacji innych osób związanych z Johnsonem wynikało jasno, że to jego sprawka. Policja jednak była bezradna i ostatecznie nikt Johnsonowi winy nie udowodnił. Rodzina Totenberga była tak zdesperowana stratą cennego instrumentu, że, jak chce legenda, podobno byli oni nawet w stanie zwrócić się do mafii o pomoc w jego odzyskaniu.

Mijały lata. Roman Totenberg zmarł w wieku 101 lat mając na koncie wspaniałą karierę wirtuoza. Po zniknięciu Stradivariusa kupił skrzypce marki Guarnieri.

800px-Totenberg_Roman_przy_Atmie

Fot. Tomasz Skowroński/lic. CC-BY SA. Roman Totenberg w Zakopanem 17-10-2000.

Philip Johnson nigdy nie zrobił kariery jako muzyk. Przeprowadził się do Kalifornii, gdzie zmarł na raka w wieku 58 lat. Porządkując mieszkanie, jego była żona natrafiła na futerał, w którym przez lata spoczywał Stradivarius. Ponieważ nie znała ona sprawy skradzionych skrzypiec, ani nie potrafiła ocenić autentyczności instrumentu, zgłosiła się po pomoc do lutnika Phillipa Injeiana. Ten poinformował ją, że podrabianych Stradivariusów na całym świecie są setki tysięcy, natomiast oryginalnych jest jedynie 550, ale że chętnie obejrzy jej instrument.

Po drobiazgowych oględzinach i weryfikacji danych w bazie ikonograficznej Antonio Stradivaria przekazał jej dobrą i złą wiadomość. Instrument okazał się autentyczny, ale niestety od 35 lat figuruje w bazie danych jako obiekt skradziony Romanowi Totenbergowi przez nieznanego sprawcę, w związku z czym o jego pojawieniu się należy niezwłocznie powiadomić władze.

stradivarius

W wyniku dalszych analiz przeprowadzonych przez specjalistów z FBI ustalono, że skrzypce przez cały czas znajdowały się w posiadaniu Johnsona. Świadomy ich wartości, próbował on konserwować je na własną rękę, i choć robił to nieudolnie, przez 35 lat instrument pozostawał w dość dobrej kondycji.

Do tej pory nie wiadomo co dokładnie kierowało Philipem Johnsonem gdy dopuszczał się kradzieży Stradivariusa, na którym najprawdopodobniej nigdy publicznie nie zagrał. Być może była to zazdrość o instrument, a może o talent Totenberga.

Oficjalne przekazanie skrzypiec rodzinie Romana Totenberga odbędzie się 13 sierpnia 2015 roku.

Źródło: NPR.org, mat. własne

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *