Kevin Kadish, Autor stojący za hitem Meghan Trainor “All About That Bass” twierdzi, że otrzymał jedynie 5679 dolarów wynagrodzenia za… 178 milionów odsłuchań na platformach streamingowych!

Nigdy nie słyszałem autorów piosenek tak bardzo narzekających na wynagrodzenia z radio, jak na wynagrodzenia ze streamingu -­ mówi Kevin Kadish i dodaje ­- Weźmy chociaż “All About That Bass”, którą napisałem, a która ma 178 milionów odtworzeń streamingowych. Ta piosenka jest tak znana, jak tylko może być i osiągnęła szczyt list przebojów w 78 krajach. Ale zarobiłem na tym jedynie 5679 dolarów. To jest normalne? 

Tort do podziału w biznesie streamingowym nieoficjalnie wygląda następująco: 25 proc. otrzymuje platforma streamingowa, 55 proc. dla wytwórni a… jedynie 20 proc. artysta. W przypadku samodzielnego wydawania muzyki przez artystę odpada wytwórnia, wówczas platforma otrzymuje 40 proc. tantiem, a artystom przypada 60 proc.

Czytaj: Streaming to ślepa uliczka, która nie zbawi rynku muzycznego.

Kluczową sprawą są jednak stawki “za odsłuch”, jakie płacą platformy streamingowe. Te różnią się w zależności od liczby zarejestrowanych użytkowników. Na ten przykład Google Play (liczba użytkowników nieznana) płaci 0,0073 dolara za jedno odsłuchanie, Beats mający 300,000 użytkowników płaci 0,003 dolara, Spotify z 60 milionami użytkowników płaci już wyłącznie 0,0011 dolara, a YouTube z największą liczbą odbiorców, bo ponad miliardem, ma żenująco niską stawkę 0,0003 dolara.

Oznacza to, że aby zarobić najniższą krajową USA ( 1260 dolarów) nasze wideo na YouTube musi być odtworzone 4,200,000 razy.

Jak ujął to Nigel Godrich, producent Radiohead współpracujący z Thomem Yorke nad “Tomorrow Mordern Boxes”, po wycofaniu się ze streamu: – Powodem (odejścia) jest to, że nowi artyści zostają wy***ani na hajs w tym modelu… 

Backstage

David Byrne, założyciel Talking Heads podnosił ten problem już w październiku 2013 roku.

– Dla zespołu czterech ludzi, którzy otrzymują 15 proc. całości wynagrodzenia ze streamów w Spotify, potrzeba byłoby 236 549 020 streamów na każdego członka zespołu, by zarobili najniższą krajową 15 080 dolarów rocznie. Dla porównania, hit lata zespołu Daft Punk “Get Lucky”osiągnął 104 760 000 odsłuchań przed końcem sierpnia. Dwaj goście z Daft Punk zarobili na tym około 13 000 dolarów na głowę. Nieźle, ale pamiętajmy, że to tylko jedna piosenka z całego long playa, która pochłonął mnóstwo czasu i pieniędzy, by mógł powstać.  Takie wynagrodzenie nie opłaci ich rachunków, jeśli stanowi ono główne źródło ich dochodów. No i co się dzieje z kapelami, które nie mają ogromnych, międzynarodowych hitów lata? – mówił.

Podobną opinię podziela coraz szersza społeczność ludzi, którzy związani są zawodowo z branżą muzyczną. Należą do nich zarówno autorzy piosenek, jak i sami artyści: Amanda Palmer, will.i.am, Thom Yorke, Zoe Keating, a także członkowie Pink Floyd.

Anssi Kela, jeden z najbardziej znanych artystów muzyki pop w Finlandii opublikował swoje oświadczenie zarobkowe i napisał: – Żebym zarobił tyle, co za jedną sprzedaną płytę kompaktową ludzie muszą puścić mój kawałek około dwa tysiące razy.

Skoro płatne platformy streamingowe powstały, jako odpowiedź przemysłu muzycznego na nowy wiek technologiczny, to dlaczego dzieje się tak, że artyści ­ stanowiący przecież fundament całego przemysłu – są tak marnie opłacani? Taki brak godziwego wynagrodzenia nie sprzyja tworzeniu nowych treści, pisaniu nowych piosenek i nagrywaniu nowych albumów.

Czytaj: Apple nie chce darmowego streamingu. Cicha wojna ze Spotify

„Nieuniknionym rezultatem wydaje się być to, że Internet wyssie kreatywne treści z całego świata aż nic nie pozostanie” ­- twierdzi David Byrne i może mieć rację, jeśli nic się w tej sprawie nie zmieni.

Zoe Keating zwraca również uwagę na jeszcze jeden problem. „Jeśli streaming stanie się wkrótce jedynym źródłem słuchania muzyki towykonawców niektórych gatunków, jak muzyka klasyczna, lub jazz, skazujemy na ubóstwo”.

Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje się być to, proponowane przez Unię Szwedzkich Artystów. Uważają oni , że wytwórnie nie są uprawnione do udostępniania treści cyfrowych i żądają usunięcia swoich nagrań z każdej platformy streamingowej. Następnie jak twierdzą, chcą oczywiście zasiąść przy stole i rozpocząć rozmowy od początku, na normalnych zasadach „Możemy zacząć od zera, rozpocząć ponowne negocjacje i patrzeć, gdzie nas to zaprowadzi.”

No właśnie. Gdzie nas to zaprowadzi?

Michał Maciejewski/MiP

Źródła: NME, Digital Music News, The Guardian

Fot. Dave Morris/Flickr (lic. CC BY 2.0), michael brooking/Flickr (lic. CC BY 2.0)

One Response to Stawki w streamingu to żenada. Kto pierwszy powie: “Dość!”

  1. Tomek says:

    Rozwój technologii pozwala zespołom obecnie nagrywać się i wydawać płyty dużo łatwiej niż kiedyś. Już nie potrzebujesz wielkich koncernów fonograficznych do tego. Przyszłością na pewno będzie D.I.Y. Do tego koncerty, sprzedaż merchu itd. Kiedyś artysta sprzedał np. 100 tys. jednego albumu. Teraz sprzeda ich np. 20 tys., ale dodatkowo koszulki itp. Jeśli nie będzie miał pośredników to pewnie gdzieś rachunek na koniec będzie podobny. Może jestem skrajnym optymistą, ale to właśnie najlepszy kierunek – niezależność od wielkich, swoboda dla artystów. Tym bardziej, że przecież w tym zawsze miało chodzić o pasję i emocje, a nie o $ 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *