„Przemysł muzyczny jest pasożytem” – powiedział Steve Albini podczas konferencji Primavera Pro w Barcelonie. 52-letni muzyk grający obecnie w kapeli Shellac, autor tekstów, kultowy producent i inżynier dźwięku nie po raz pierwszy wygłosił publicznie kontrowersyjne opinie.

Jak dobrze, że jeszcze mamy takich artystów.

Albini, znany m.in. z tego, że w 1993 roku odmówił pobrania sowitych tantiem za album “In Utero Nirvany”, przy którym pracował, jako inżynier (a którego wersje ostatecznie okazały się zbyt surowe i album okazał się na rynku w innej wersji), podczas Primavera Pro na koncernach i obecnym modelu praw autorskich nie zostawił suchej nitki .

– Istniejące przepisy i regulacje dotyczące prawa autorskiego są przestarzałe i dalekie od rzeczywistości, w której żyjemy – mówił i porównywał powolny rozwój prawa własności intelektualnej do sposobu, w jaki codzienne życie i jego wyzwania wymykają się naukom kościoła, czy normom społecznym. – Określenie „piractwo” jest absurdalne, a porównywanie kogoś, kto ściąga pliki na iPhone’a do pirata rabującego statki i mordującego załogę to niedorzeczność – dodał.

Czytaj: Prawo autorskie trzeba napisać od nowa.

Przypomnijmy, że to ten sam człowiek, który dla odmiany, ostro krytykował kulturę hip-hopu masowo korzystającej z samplowania innych artystów (w filmie “Złodzieje praw autorskich”). Nie oznaczało to jednak, że Albini popierać będzie również obecny system dystrybucji muzyki. Jest wręcz przeciwnie.

Po pierwsze, jego zdaniem na współczesnych artystach żyje przed wszystkim skomplikowana i nikomu, poza koncernami, niepotrzebna – administracja. Działania administracji powodują wysysanie pieniędzy ze sceny stwierdził Albini.

To znany argument producenta. W przemowie wygłoszonej na konferencji „Face the Music” w Melbourne w 2014 roku powiedział np., że koncerny, sterowane przez „służalców przemysłu muzycznego biorą artystów w niewolę przy pomocy mętnych kontraktów i nieuczciwych zasad podziału zysków”.

Według Albiniego wpływ koncernów na scenę muzyczną będzie się jednak zmniejszał jest promocja. Kiedyś wytwórnie musiały promować artystów. Teraz, dzięki internetowi, dostęp do muzyki jest powszechny, a ludzie sami wyszukują sobie muzykę, która najbardziej im pasuje. W przyszłości promocja i kreowanie popularności konkretnych wykonawców przez wytwórnie stanie się jeszcze mniej ważne.

Koncerny mylą się także w temacie serwisów streamingowych. Używamy ich nie dla uzyskania wysokiej jakości dźwięku, ale dlatego, że są wygodne i łatwo dostępne. Inwestowanie w technologię dźwięku hi quality jest w tym przypadku bez sensu. Poza tym, zdaniem Albiniego, streaming to tylko przystanek na drodze do innego, nowocześniejszego i jeszcze łatwiejszego rozwiązania, które pojawi się w przyszłości.

Najbardziej kontrowersyjna wydaje się opinia Albiniego na temat umów i kontraktów. Ich formalne zawieranie jest dla niego niepotrzebną biurokracją i stratą czasu. Argumentuje, że całe swoje życie zawodowe obywał się bez umów i nie widzi żadnego powodu, żeby spisywać kontrakt z kimś, z kim już wcześniej dobrze mu się pracowało.

Albini, jak wiadomo, raczej nie uznaje kompromisów,.

Źródło: Music Business WorldWide

Fot. Richard P J Lambert/Flickr lic. CC – BY SA

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *