Gdy rodzice w klasie umawiają się na kserowanie książki dla wszystkich uczniów, jest to zorganizowany proceder piracki – tak na łamach „DGP” skomentował kserowanie książek Piotr Marciszuk z Polskiej Izby Książki. Poza wypowiedzią, która jak zwykle w Polsce musi podnosić ciśnienie, zamiast je tonować, ma człowiek rację. Niestety. Witamy w świecie prawa autorskiego.

Rodzice moga podpierać się tylko etyką. Książki są drogie, a wyposażenie dzieciaka niezwykle kosztowne, zaś rynek wydawnictw oświatowy ma swoją wartość. W 2012 roku szacowano go na 840 mln zł. To swoją drogą chyba jedyny pewny sposób w Polsce, by zarobić na wydaniu książki. Stąd chyba radykalne stwierdzenia PiK.

Jednak rodzice w jednej z warszawskich szkół postanowili przechytrzyć wydawców. Książkę kupuje tylko jeden z nich, by następnie wykonać kopie dla wszystkich dzieci w klasie. I właśnie ten „proceder” tak podniósł ciśnienie panu Marciuszkowi z PIK.

Rodzice w jednej z warszawskich szkół postanowili przechytrzyć wydawców i obecnie, tylko jeden z nich kupuje książkę, by następnie wykonać kopie dla pozostałych w klasie. I właśnie ten „proceder” tak podniósł ciśnienie panu Marciuszkowi z PIK.

Art. 23.2 prawa autorskiego traktuje słynny dozwolony użytek niezwykle wąsko:

Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

Zauważmy, ze pada tam słowo „pojedynczych”, w związku z czym jakiekolwiek wyjście poza „pojedynczość” oznacza przekroczenie granic dozwolonego użytku. Koniec. Kropka. Nie ma innej możliwości interpretacji. Zatem rodzice popadając w wielokrotność kopiowania jednego egzemplarza – przekraczają granice dozwolonego użytku prywatnego.

Zresztą w polskim orzecznictwie znajdziemy wyrok Sąd Najwyższego z uwaga 1958 roku (!), który traktował nieco inną, choć podobną sytuację. Chodziło w niej o skopiowanie sześciu egzemplarzy dzieła na potrzeby szkoleniowe przedsiębiorstwa. SN uznał, że takie działanie oczywiści nie mieści się w ramach dozwolonego użytku prywatnego.

Dodajmy jeszcze, że każdorazowo dozwolony użytek trzeba rozpatrywać przez pryzmat art. 35, który mówi, że nie może on: „naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy”. Czy kserowanie jednego egzemplarza książki dla całej klasy narusza art. 35? Z pewnością tak, bo gdyby książka nie była skopiowana, to wówczas pozostali musieliby ją kupić, a że tego nie zrobili (bo otrzymali jej kopie) autor poniósł uszczerbek w swoich interesach.

Prawo Autorskie stoi więc w miejscu, w XIX wieku, w założeniach Konwencji Berneńskiej z 1886 roku i służy nie twórcom i użytkownikom, a tym, którzy dzięki panującemu monopolowi autorskiemu mogą dyktować wysokie ceny Dzieł /dotyczy to zarówno płyt, jak i książek/.

Słynnego światełka w tunelu nie będzie. Zaraz po zadymie z ACTA, PSL skierował projekt zmiany Prawa Autorskiego, który miał polegać na poszerzeniu granic dozwolonego użytku /chodziło o krąg osób uprawnionych/. Projekt, już bez udziału mediów /które pogoniły za innym newsem/, został poddany kilku analizom. Stwierdzono m. in., ze jest niezgodny z Konstytucją RP, Zasadami techniki prawodawczej, oraz prawem UE. Projekt wycofali sami wnioskodawcy. Stało się to 09.05.2013 r.

Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku.

Fot. sxc.hu

2 Responses to Szkolna klasa, a zorganizowany proceder piracki

  1. WHardy says:

    Jakie piractwo? Można kserować książki, które pożycza Ci znajomy. Tak było w tym przypadku.

    http://conasuwiera.pl/kserowanie/
    http://www.granice.pl/kultura,polska-izba-ksiazki–kserowanie-ksiazek-jest-legalne,4866

    Ponadto: Autor nie ponosi uszczerbku tak jak piszecie – co najwyżej nie otrzymuje przychodu. Ale i to nie jest prawdą, ponieważ podczas kserowania doliczana jest tzw. opłata reprograficzna, którą zgarniają organizacje zbiorowego zarządzania i przekazują właśnie autorom.

  2. Michał Kowalski says:

    Wybacz. Pisaliśmy kiedyś tekst na temat tej kampanii, której założenia są piękne, ale w kilku przypadkach są raczej postulatami niż rzeczywistym odzwierciedleniem przepisów pr. aut. W tym konkretnym przypadku – proszę zwrócić uwagę – nie chodzi o pojedynczy przypadek kopiowania jednej książki, a o kilkadziesiąt kopii jednego egzemplarza. W związku z czym można mówić o przekroczeniu testu zawartego w art 35 pr. aut. Co do opłaty reprograficznej pełna zgoda – widać tu daleko idącą niekonsekwencję ustawodawcy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *