Tatuaż w polskiej piosence to cierpienie, ból i strata, częściej u mężczyzny niż kobiety, choć nie ma to zbytnio znaczenia, gdyż zgodnie z naszym narodowym przekazem “Im więcej cierpienia – tym lepiej”.

Tatuaż to modyfikacja ciała polegająca na wprowadzeniu tuszu do skóry. Podobno wciąga. Uzależnia. Czasami kicz, czasami dzieło sztuki (moi ulubieńcy to Ondrash i Piotr Szot).

Etymologia słowa tatuaż wywodzi się od tahitańskiego tatau: „oznaczyć coś, naznaczyć coś”. Antropolodzy przypisują im wiele znaczeń: czasami wynosiły na piedestał, były symbolem władzy, pozycji społecznej, innym razem wiązały się z piętnem, upodleniem i degradacją, uśmierzały ból, chroniły przed urokami, zapewniały szczęście.

Czytaj: Wilk w polskiej piosence. Dziki, samotny zwierz i dzika samotna kobieta

W starożytnym Egipcie tatuaż na ciele kobiety zapewniał jej bezpieczeństwo w czasie ciąży i porodu, tatuowali się wojownicy i żołnierze, a także pielgrzymi odwiedzający święte miejsca.

Tatuaże niestety do dziś implikują arbitralne oceny i skojarzenia ze światem przestępczym, a przecież tatuowały się i rodziny królewskie i mądrzy, „porządni” obywatele (król Edward III i jego syn, matka Winstona Churchila miała tatuaż w formie bransoletki). Czasami mam zresztą wrażenie, że mniejszą uwagę w społeczeństwie zwraca osoba po plastyce twarzy czy piersi, niż wytatuowany nauczyciel czy lekarz.

Co innego artyści, im wolno

Kiedyś nie lubiłam tatuaży…Teraz chcę, lubię, rozumiem, potrzebuję. Podobno w kulturach polinezyjskich do wykonania tatuażu uprawniało zabicie wroga i zdobycie jego wytatuowanej głowy. Zmiana, jej symbol. Może właśnie potrzebuję znaków na ciele teraz, kiedy urwałam łeb czemuś w sobie, może jak do wszystkiego w życiu i do tego trzeba dojrzeć

Dzisiaj, kiedy jadę wypisać trwały ślad na swoim ciele zastanawiam się nad motywem tatuażu, tatuowania w polskiej piosence. Słucham, czytam teksty i jestem zaskoczona.

Myślałam, że znajdę metaforę odwagi, buntu, a tu zamiast niepokornych serc tęsknota, strach i wytatuowana kotwica pamięci, która nie pozwala płynąć dalej.

Tęsknota uderza z tekstu śpiewanego przez Mariana Opanię „Tatuaż”. Tekst z grupy patetyczno-ironicznych. Piosenka opowiada historię dwóch mężczyzn zakochanych w tej samej kobiecie – Wali. Jest ona adresatką utworu. Jeden z mężczyzn na piersi tatuuje jej obraz. Drugi pielęgnując w sobie wspomnienie dziewczyny, podobiznę maluje także na swoim torsie. Pamięć, niespełnienie, pragnienie. Tęsknota ubrana w tatuaż na piersi. Miłość po grób, jak u Marqeza

My nie dzieliliśmy cię między siebie wcale,
Tylko kochali i z miłości szli na dno.
Ja noszę w duszy mej twój jasny profil, Walu.
Alosza dał wytatuować sobie go.
A tego dnia na dworcu, gdyśmy się żegnali
I gdy z rozpaczy serce biło mi jak młot.
Do grobu – rzekłem – nie zapomnę ciebie, Walu,
A ja tym bardziej – Alosza dodał w lot.
I teraz powiedz, który z nas jest bardziej struty
Miłością złą, której zabrakło dawno łez.
On profil twój na swej piersi na wykłuty,
A dusza moja skłuta nim od środka jest.

Ocalić, wyryć na ciele, by pamiętać. Patos, oj patos i całe szczęście, że Pan Opania przefiltrował tekst przez sito ironii, bo byłoby niezjadliwie Nośnikiem idei jest tu zakończenie utworu, w którym mowa o duplikacie tatuażu wykonanego przez znajomego artystę. Podmiot liryczny odtąd nosi obraz kobiety na własnej piersi. Jego podobizna jest piękniejsza, bardziej udana, co wyznacza wartościującą paralelę: lepszy tatuaż – lepsza miłość (Jesteś mi teraz bliższa, droższa niźli mu. Bo mój tatuaż znacznie bardziej jest udany. Jego to kicz, a dzieło sztuki to ten tu). Dwóch mężczyzn i jedna kobieta, monolog liryczny zazdrośnika 😉

Pamiętać? Zapomnieć? Z podpowiedzią przychodzi mężczyzna, który próbuje pozbierać się po rozstaniu z kobietą – bohater piosenki Marka Kościkiewicza. Fakt – zestawienie dziwne, ale dominantą przy wyborze był motyw tatuażu, a nie preferencje muzyczne autorki, a że niewiele tego znalazłam, trzeba interpretować to, co daje polska piosenka

U Kościkiewicza tatuaż jest jak deklaracja miłości, wykonany wspólnie z partnerką wiąże jak obrączka, czy kredyt. A co, kiedy ludzie się rozstają? Jak zapomnieć “samotne plaże, spokojny sen, gorący seksem” w klubie tłum, jak wymazać uśmiech, nie wracać, kiedy znak na ciele przypomina przeszłość. Można podzielić materac, majątek, oddać przedmioty, pieniądze ; ) Tatuażu nie sposób wymazać (podmiot liryczny nie zna chyba najnowszych metod medycyny estetycznej, może gdyby usunąć, łatwiej było by zapomnieć). Znak na ciele to symbol stałości, czegoś co zostaje na zawsze. Miłość umiera, a tusz widnieje pod skórą. Jest jak blizna, bolesna pamiątka, która blaknie ale nie znika:

Pamiętać chciałbym przestać już,
A w głowie film, dokument tamtych dni.
Wymazać z siebie żebym mógł,
Zapomnieć wszystko, rozpocząć wolny znów (i dlaczego nucę tu „Tyle dałbym, by zapomnieć cię” )
Nie chcę wracać tam, bo w środku ostro rwie (no i dlaczego pomyślałam o reumatyzmie )
A tatuaż twój pojedzie ze mną, resztę zabierz ty.

Tytuł „tatuaż” jest nośnikiem dominanty znaczeniowej utworu. Jego adresatem jest była partnerka. Forma wypowiedzi ma kształt litanii do rzeczy, sytuacji, uczuć które dzieliła para. Po rozstaniu zostaje tylko tatuaż, wspomnienie, ostatnia cząstka tego, co odeszło. Mężczyzna cierpi, mężczyźni cierpią (pomyślałby kto;).

A co z kobietami i tatuażami? Kobieta mówiąca w utworze wykonywanym przez Marcelinę i Piotra Roguckiego cierpi i tęskni. To postać, której nie lubię, może dlatego, że nie chciałabym tak kochać i tak wołać. Gdzie kobieca duma wilczycy, godność i maksyma „wojownica, a nie cierpiętnica” ; ) …

Dla mnie podmiot liryczny to kobieta odczuwająca lęk przed porzuceniem. Trzyma się partnera (i trzymaj mnie za rękę gdy śpię), domaga więcej kontaktu (a gdybyś tu przy mnie dziś był), bardziej troszczy się o niego niż o siebie (i usiadłbyś na pisaku gdzieś, bo na trawie lubisz mniej), pragnie nieustannych oznak czułości, cieszy ją wylewność drugiej strony (i całą noc do rana i w dzień opowiadałbyś mi, co u ciebie, a u mnie nie).

Wybranek podmiotu lirycznego opalony i wytatuowany. Tacy pociągają (bo grzeczny pan prezes w koszulce polo nie często zdobi swój tors), tacy bywają łobuzami (żeby nie użyć kolokwialnego i niecenzuralnego określenia;)) i tacy potrafią rozdrapać do krwi. Tacy też uciekają (bo mają swoje tatuaże, brody, koty, psy, gitary, tenisa i inne gadżety;). Bo im kobieta większy czuje lęk przed odejściem, tym on bardziej boi się „pochłonięcia”. Tak zwany typ poszukujący bliskości, ale nie więzi. Forma przekazu bardziej dynamiczna i jakby okraszona jadem, bardziej niż przy cytowaniu testów wyśpiewywanych przez panów. Ciekawe dlaczego? Może zbyt wiele widziałam pań wpychających się w sidła (a kobieta ma być łanią, ma uciekać i mieć w poważaniu to, że pan nie zadzwonił, że nie przyjechał i to, że nie ma go obok, i że zamiast silnych wytatuowanych ramion tuli wiatr (a gdybyś tu przy mnie dziś był, chociaż wiatr już tuli mnie).

Oj podmiocie liryczny, weź że nie nawołuj i nie miaucz. Puść wolno. Jak wróci to wróci, a jak nie to ktoś inny namaluje twoją historię;)

Strach przed zerwaniem więzi obecny jest w przeboju Justyny Steczkowskiej „Tatuuj mnie”. Podmiot liryczny jakby tkwił w neurozie, kierowany lękiem przez odejściem partnera:

dalej dalej dalej
tatuuj mnie
wytatuuj najpierw
na mnie swe imię
wytatuuj na mnie
zaklęcia swe
ja naprawdę wierzę
że to nie minie
dalej dalej dalej
tatuuj mnie
chcę byś widział
wszystko co do mnie powiesz
wytatuuj mi to
ja tego chcę
wytatuuj wszystko
słowo po słowie
na mnie na mnie znajdziesz
siebie i mnie
na mnie znajdziesz siebie
kiedy się zgubisz
mapą twoją mapą
twoją być chcę
będę twoją mapą
kiedy się zgubisz…

Charakterystyczna jest tu warstwa brzmieniowa. Poprzez liczne powtórzenia kojarzy mi się z mantrą afirmującą rzeczywistość (dalej dalej tatuuj mnie) i ma charakter dynamiczny. Dynamika utworu różni go od pozostałych, nawet tytuł wyrażony jest za pomocą czasownika (pozostałe to rzeczowniki i przymiotnik: tatuaż, karmeloVE). Można to traktować jako nierozłączną triadę: obraz (teledysk), słowa i muzykę, całość dopełnia ruch w teledysku (poruszające się ręce i ciało artystki). Autor tekstu nadał mu formę zwrotu do konkretnego adresata, ukochanego mężczyzny, który niczym mistrz SAK YAN ma być autorem świętych symboli miłości. W tradycji Azji Południowo-Wschodniej ludzie zwracają się do mistrza, a mistyczną odpowiedzią na problemy są tatuowane obrazy otoczone mantrą. W utworze symbol tatuażu jest nośnikiem mistycznej wiary w miłość zatrzymaną przez ikonografię, zupełnie jakby symbol przenikał przez ciało i zaklinał tę miłosną diadę.

Czary mary, namalujesz i nie zniknie. Głód zjednoczenia, strach przed odejściem (Na mnie znajdziesz siebie, kiedy się zgubisz). Tatuaż ma być jak niezniszczalny znak, który pieczętuje miłość (ja naprawdę wierzę, że to nie minie). Ta piosenka kojarzy mi się zresztą z filmem Greenawaya „Pillow book” i z młodą, śliczną Japonką Nagiko, dla której kaligrafia staje się obsesją. Chce napisać książkę na ciele mężczyzny. Mistyczna miłość zapisana na ciele kobiety.

Ciało jak książka, wytatuowana miłością, słowami, obietnicami, jakby to miało być gwarantem stałości… Tatuaż to zatrzymanie, symbol, a w cytowanych tekstach pozostaje wpisany w relacje damsko-męskie (jak niemal wszystko na tym świecie). A co z dynamiką związku?:) podobno tylko ona jest gwarantem stałości i rozwoju, a jedyną stałą na świecie jest właśnie zmiana… ale co ja tam wiem.

A gdyby relacje, związki przyrównać do tatuaży. Nośna metafora… Każdy rysunek maluje kto inny, przyjaźń, miłość. I każdy zostaje. Jedne ładne, okazałe, inne kiczowate, na kolejnych widać tylko zarys kontur, bo ktoś nie zdążył, uciekł, odszedł, został odepchnięty, nie dokończył. Jedne niczym palimpsest kreślone i zamalowywane przez tę samą osobę, ciągle rozdrapywane i poprawiane. Są też tacy, którzy mają jeden na całe życie, dbają i poprawiają kolory, by nie wyblakło to, co najważniejsze. Może nie trzeba ich usuwać. Czas jest jak Łysiakowa wszystkożerna świnia, zabiera tęsknotę, zabiera tych, którzy malują naszą historię, czas goi rozdrapania… ale nie wywabia.

Może jest tak, że ważni ludzie zostają, żyją w nas pozamykani gdzieś głęboko w niewidzialnych szufladkach, a kiedy już myślimy że zniknęli, ciało znajduje klucz, żeby otworzyć na chwilę i zajrzeć do środka. Ciało pamięta. Czasami wystarczy melodia usłyszana w radiu i wracam do mężczyzny, który siedział na schodach i grał mi na gitarze popowe kiczyki (bo mam zamiłowanie do „kiczu kontrolowanego”), obrazek tandetny jak kotwica, czy naga panna z miseczkami E namalowana granatowym tuszem. Czasami zapach przechodzącego obok mężczyzny otwiera szufladkę, a wtedy na chwilę znów widzę zarys i tatuatora, który z czułością malował moje ciało. Może nie usuwać laserowo, odłożyć, zostawić, przykryć długim rękawem czasu. Przecież nikt nie chciał oszpecić To, co w nas
było, trwało było prawdziwe. Czasami trudno szanować przeszłość, szczególnie, kiedy ktoś równocześnie malował obrazy na kilku paniach albo kiedy maszynka chodziła zbyt głośno i zalewała się spirytusem. Może następnym razem zastanowić się, nim pozwolimy komuś zostawić ślad, może po to, żeby użyć innych farb. Nie wiem.

Czytaj: Poszukaj męża, czy daj chłopaka. Polscy tekściarze o tańcach godowych

Wiem, co wytatuuję dziś na swoim ciele. I na pewno nie będzie to imię żadnego mężczyzny;) Imion ważnych dla mnie ludzi nie potrzebuję tatuować, one są, mimo że czasem ktoś porzucił rysunek w trakcie tworzenia. Przerwany proces. Nikt nie obiecał, że każdy tatuaż będzie miał formę dokończoną, a mimo to chcę więcej i więcej Ale spokojnie, z przemyślanym wzorem, z zaufaniem do tatuatora, bez „wyjeżdżania” za linie. Obraz, w którym będzie harmonia i do którego uśmiechnę się rano.

Ps. Świadomie pominęłam „Tatuaż” Edyty Bartosiewicz. Nie czuję się na siłach brać za bary z tym tekstem. Nie przytoczyłam też tekstów polskich hip hopowców, bo po analizie Dohotra Mioda czuję przesyt. Jeśli kogoś uraziłam, za płytko, za prosto, po łebkach, proszę wybaczyć. Uczę się, a pisanie o tekstach jest dla mnie nowe. Po to jest piosenka, poezja, żeby dawać przestrzeń, miejsce niedokreślone do własnej interpretacji, podobnie jak rysunek na ciele (jest kreseczka;)).

Fot. Piotr Szot.

Marcysia Autorką tekstu jest Marzena Machoś – dr nauk humanistycznych z zakresu językoznawstwa kognitywnego, filolog slawista, logopeda, oligofrenopedagog, instruktor Shantali, wykłada przedmioty związane z komunikacją na UMCS w Lublinie, Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, ATH w Bielsku-Białej. Autorka książek oraz licznych publikacji z zakresu komunikacji.

One Response to Tatuaż w polskiej piosence to cierpienie, ból i strata

  1. Muzyka` Kamil says:

    “Od kiedy pamiętam, zawsze chciałem szybko żyć
    Mieć tatuaże i sobą być
    Życie na ulicy nauczyło mnie
    Że oprócz bólu i walki coś jeszcze jest

    Tatuaże, muzyka, kobieta i seks
    Zimna wódka, obłęd w oczach, wojna i śpiew
    Tatuaże, muzyka, kobieta i seks
    Zimna wódka, obłęd w oczach, wojna i śpiew

    Pamiętam dokładnie ten pierwszy raz
    Bardzo tego chciałem, chociaż trochę bałem się
    Poczułem wtedy wspaniały zapach tuszy i krwi
    I już wiedziałem jak będę żyć

    Tatuaże, muzyka, kobieta i seks
    Zimna wódka, obłęd w oczach, wojna i śpiew
    Tatuaże, muzyka, kobieta i seks
    Zimna wódka, obłęd w oczach, wojna i śpiew”
    Obłęd – Tatuaże

    Brakuje mi analizy piosenek punkowych, oiowych, gotyckich, hip-hopowych czy metalowych. Może nie są tak romantyczne i dla uszu zwykłych ludzi, jednak dawałyby większy przekrój.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *