O problematyce przesyłania plików za pośrednictwem sieci peer-to-peer napisano już niejedno. Rozkładano na części pierwsze pojęcie „utworu” oraz wyznaczano granice rozpowszechniania. Do tej pory jednak nie udało się wypracować jednoznacznej odpowiedzi, czy korzystając z sieci p2p narażamy się na zarzut nieuprawnionego rozpowszechniania utworu, czy też nie.

Generalnie, jak wiemy z tzw. życia ludzie, którzy decydują się  na ściąganie utworów z internetu narażeni są albo na zarzuty prokuratorskie, albo spotykają się z kancelariami uprawiającymi tzw. “copyright trolling”. Samo ściąganie też jest napiętnowane społecznie (przynajmniej oficjalnie wszyscy mówią, że nie ściągają i że jest to złe). Jednak sam problem na gruncie prawa jest niezwykle ciekawy i skomplikowany. Stąd też niezmiernie ucieszyła nas próba jego rozpatrzenia na innym gruncie, niż tym powszechnie przyjmowanym za prawdziwy i jedyny, a czego dokonała Justyna Zygmunt w artykule “Przesyłanie plików za pośrednictwem sieci peer-to-peer a rozpowszechnianie utworu w rozumieniu prawa autorskiego” (ukazał się w “Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace z Prawa Własności Intelektualnej”, Zeszyt nr 1 (135) 2017)

Zatem – wyjdźmy od stwierdzenia faktu, że korzystający z p2p użytkownik przesyła niewielkie pakiety danych. Już samo to stwierdzenie nasuwa pytania o to, czy te pakiety są utworami w rozumieniu prawa autorskiego i czy przesyłanie tak niewielkich fragmentów to rozpowszechnianie utworu? – taką właśnie tezę postawiła Justyna Zygmunt.

Czytaj: Pomysł, czy dzieło. Gdzie jest granica ochrony prawno – autorskiej?

Teza niezwykle ciekawa, a nawet rewolucyjna, biorąc pod uwagę, jak wiele artykułów analizowało ten problem z zupełnie przeciwnej strony. Musimy jednak zdać sobie sprawę z najbardziej prostego faktu na świecie. Przesyłanie fragmentu pliku nie jest tożsame z przesyłaniem fragmentu utworu.

Użytkownik przesyła ciąg zer i jedynek, a nie refren piosenki czy scenę finałową odcinka „Narcos”. W zasadzie ten ciąg bitów pozostaje bezużyteczny dla zapoznania się z utworem do czasu, aż użytkownik nie pobierze całego pliku. A może już sam ciąg bitów jest utworem? Przecież prawo autorskie chroni utwory bez względu na ich formę wyrażenia.

Nie tędy droga jednak, ponieważ aby taki kod binarny mógł podlegać ochronie prawnoautorskiej po pierwsze musiałby zostać stworzony przez człowieka, a nie automatycznie przez programy obsługujące p2p (np. BitTorrent), które dzielą pliki na niewielkie części i generują ciągi
zerojedynkowe oraz musiałby posiadać cechy oryginalności i indywidualnej twórczości.

Najczęściej jest tak, że pojedynczy użytkownik przesyła tak małe pakiety danych z losowych miejsc pliku, że zapoznanie się z fragmentem utworu nie będzie możliwe bez uzyskania danych od innych użytkowników. Czasami jednak odbiorca pliku ma możliwość zapoznania się z pewnym fragmentem utworu, mimo że jeszcze nie pobrał jego całości. Od czego zależne są takie sytuacje? Każdorazowo od:

1. wielkości i rodzaju pliku,
2. wielkości przesyłanych pakietów,
3. tego, jakie fragmenty są udostępniane przez innych użytkowników,
4. tego, ilu użytkowników udostępnia plik.

Nawet jeśli taka sytuacja zaistnieje to pozostaje do oceny jeszcze jedna z najważniejszych przesłanek – czy dany fragment nosi cechy indywidualnej twórczości?

Idąc dalej, kolejną kwestią do rozważenia jest to, czy przesyłanie danych, które same w sobie utworami nie może zostać uznane za rozpowszechnianie utworów w rozumieniu prawa autorskiego. Zważamy na początku, że utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został udostępniony publicznie, w taki sposób, że każdy może mieć do niego dostęp w miejscu i czasie przez siebie wybranym. W zakresie tego pojęcia mieści się udostępnianie treści w sieci komputerowej i w Internecie.

Wniosek z tego taki, że już samo umieszczenie pliku z utworem w katalogu na komputerze użytkownika może zostać zakwalifikowane jako działanie umożliwiające dostęp do utworu, a tym samym za rozpowszechnianie. Najsłynniejszym wyrokiem o takiej tezie jest wyrok w sprawie Napster.

Czytaj: Pięć słynnych przypadków naruszenia prawa autorskiego (i co z tego dla nas wynika?)

A zatem jeśli użytkownik pobrał cały plik i albo pozostawił go w folderze oprogramowania obsługującego p2p albo umieścił go tam celowo, by plik udostępnić dalej będzie to uznane za rozpowszechnianie utworu – to na pewno. Natomiast osoby, które blokują dostęp do swoich zasobów i ograniczają się jedynie do ściągania plików w ramach dozwolonego użytku osobistego mogą spać spokojnie (?).

Chociaż…. też nie zawsze, ponieważ w takich programach jak eMule czy eDonkey dochodzi do udostępniania dotychczas ściągniętych pakietów danych zawierających fragmenty utworu, mimo że użytkownik zablokował dostęp do własnej biblioteki. Można by wówczas powołać się na fakt, że rozpowszechniane pakiety danych są tak małe, że nie mogą nosić cech indywidualnej twórczości.

Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy użytkownik nie dysponuje całym plikiem, a ma to miejsce wówczas gdy przesyła plik w trakcie jego pobierania. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że skoro ktoś nie ma dostępu co całego utworu, to jak może go rozpowszechniać?!

Z drugiej strony jednak, z uwagi na to, że sieć p2p wyrządza autorom znaczne szkody – przyjmuje się, że takie działanie również może zostać uznane za rozpowszechnianie utworu. Co prawda można się wówczas powoływać na parametry łącza internetowego, w którym prędkość wysyłania danych z komputera jest znacznie niższa niż maksymalna prędkość pobierania danych z sieci, niemniej jednak może być to niewystarczające tłumaczenie dla sądu.

Jaki nasuwa się wniosek? Że prawo autorskie jest daleko w tyle za postępem techniki i należałoby wprowadzić wiele zmian, tak aby nadal chronić prawa twórcy, ale też dać żyć szeroko rozumianym użytkownikom Internetu.

Jednocześnie polecamy Wam do przeczytania artykuł autorstwa Justyny Zygmunt, który pojawił się Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, a który zainspirował do napisania niniejszego artykułu. Znajdziecie tam kilka interesujących spostrzeżeń na temat p2p w odniesieniu do instrumentów prawa karnego i cywilnego.

Źródła:

• J. Zygmunt „Przesyłanie plików za pośrednictwem sieci peer-to-peer a rozpowszechnianie utworu w rozumieniu prawa autorskiego, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace z Prawa Własności Intelektualnej ( Zeszyt nr 1 (135) 2017).
• J. Barta, R. Markiewicz „Prawo autorskie”, Warszawa 2016

Autor: Karolina Nowalska, adwokat z Olsztyna, zajmuje się sprawami z zakresu prawa własności intelektualnej, www.adw.olsztyn.pl., prowadzi bloga o prawie fotografii, www.prawyprofil.pl /MiP

Fot. PirateBay

One Response to Torrenty, a rozpowszechnianie utworu. Ktoś robi nas w balona

  1. Jan Tzw-Kowalski says:

    Jesteśmy niewolnikami XXI w., twórcy z tantiem mają wielkie g…, korporacje zgarniają kasę! A kto tworzy opinie prawne? Ludzie, którzy żyją z symbiozy z biznesem.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *