Zawodowi muzycy zagrali koncert w Warszawie, przy jednej z restauracji przy Nowym Świecie. Muzyką zdenerwował się jeden z mieszkańców pobliskiej kamienicy, radca prawny Jakub P. i wezwał policję. Funkcjonariusze co prawda uznali na miejscu, że muzycy nie są głośniejsi od przejeżdżających obok autobusów, ale sprawa i tak trafiła do sądu. Właśnie rozpoczął się proces muzyków.

Z pięciorga zawodowych instrumentalistów, którzy przez miesiąc grali przy Nowym Świecie w ramach promocji polskiej muzyki (kampanię prowadziła pewna fundacja) obwinionych jest dwóch – Tomasz Bielski, to 60-letni saksofonista i flecista, na co dzień – muzyk Filharmonii Narodowej, a Zbigniew Kucharski to 57 – letni kontrabasista, zatrudniony przez Centralny Zespół Artystycznego Wojska Polskiego.

Obaj odpowiadają przed Sądem Rejonowym Warszawa-Śródmieście z art. 51 Kodeksu Wykroczeń, który mówi, że: “Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny, albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.

Czytaj: Polska promocja kultury w praktyce, czyli “Żarcie kotlety i kebaby”

Obrońca muzyków mec. Maciej Zaborowski jest zdumiony całą sytuacją i zachodzi w głowę, w którym miejscu zachowanie muzyków wyczerpuje przesłanki powyżej cytowanego paragrafu. Czy muzycy odgrywając popularne, przedwojenne melodie:

  • a. Krzyczeli
  • b. Hałasowali
  • c. Alarmowali
  • d. Brykali zakłócając spokój (niczym Tygrysek z Kubusia Puchatka)
  • e. Wywoływali zgorszenie

Trudno jest rozwiązać powyższy quiz, bo będzie się nad nim głowił Wysoki Sąd. – Tutaj chyba chodzi o “inny wybryk”. Ciekawe, że zarzucono go zawodowym muzykom, grającym łagodne, melodyjne dźwięki – powiedział Polskiej Agencji Prasowej, obrońca muzyków.

Sprawa jest o tyle ciekawa, że jej wynik może pokazać, jak polskie sądy mogą interpretować art. 51 KW – na korzyść muzyków, czy na ich niekorzyść. Generalnie jednak trudno jest powiedzieć, dlaczego policja kierując sprawę do sądu doszła do wniosku, że granie muzyki w tak głośnym miejscu w Warszawie może wyczerpywać przesłanki art.. 51 KW.

Radca prawny Jarosław P., którego oburzyło granie na ulicy zapewniał w sądzie, że nie jest pieniaczem i on ostatecznie sprawy przed oblicze Temidy nie kierował, ale podczas zeznań zapewniał, że muzyka grana przez kapelę była tak głośna, że przebywając w swoim mieszkaniu nie mógł w nim robić nic – ani oglądać telewizji, czytać książek, nie mówiąc o zwykłym ludzkim wypoczynku.

Muzycy zapewniali natomiast, że grali nie za głośno, bo bez wzmacniaczy, i tak naprawdę do dzisiaj kompletnie nie wiedzą “dlaczego? kto? Po co?”.

My też nie wiemy. Choć pewnie w rubrykach policyjnych statystyk odhaczono ją na plus, więc jak to ciągle bywa kraju nad Wisłą – absurd jest w wielu przypadkach podstawą postępowania tzw. organów porządku publicznego.

Fot. Hiuppo/lic. CC- BY .5

Źródło: “Rzeczpospolita”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *