Adele, Steven Tyler oraz Michael Stipe ostro wyrażają sprzeciw wobec wykorzystywaniu ich muzyki podczas kampanii Donalda Trumpa.

Artyści nie przepadają za politykami – to powszechnie znany fakt. Właściwie kto w tych czasach za nimi przepada? No właśnie. Robią co chcą; z nikim się nie liczą; zupełnie jak ci piraci:

Naobiecują, nasmarują, a potem jest „dobra zmiana.” Jednak najpierw drogą odwiecznego rytuału okazują podwładnym zainteresowanie i zstępują pomiędzy plebejuszy. Wtedy to odbywają się: tańce ludowe, całowanie dzieci i muzykowanie…

I tu pojawia się problem. Otóż takiemu politykowi – z racji tego, że jest politykiem, co w zupełności wystarczy jako argument – nie jest łatwo znaleźć artystę, który zgodziłby się na wykorzystanie jego twórczości w celach promocyjnych podczas wyborów.

Czytaj: Muniek w spocie “Twojego Ruchu”. Cytat? Parodia? Naruszenie praw twórcy? 

Co więc robi polityk w takiej sytuacji? To co potrafi najlepiej ­ – politykę. Weźmie czego potrzebuje i zobaczy, jak długo uda mu się to utrzymać. Tak się stało w przypadku kampanii Ronalda Reagana w 1984, kiedy bezprawnie podczas wieców grano “Born in the USA” Bruce’a Springsteen’a.

Tak się stało w 2000 r., kiedy George W. Bush wykorzystał “I Won’t Back Down Tom’a Picke”, oraz w 2012 roku, gdy Mitt Romney puszczał “Wavin’ Flag” w istocie napisaną w hołdzie dla Somalii przez K’naana. Za każdym razem – muzyka leciała w tle kiełbasy wyborczej do czasu otrzymania przez kandydata pisma  o bezprawnym wykorzystaniu dobra intelektualnego.

Problemem jest jednak raczej sam obyczaj, czyli absolutny brak poszanowania dla twórczości, czy apolitycznej postawy twórców.W 2016 nic się nie zmieniło. Brytyjska wokalistka Adele, która osiągnęła kolejny ogromny sukces za sprawą albumu “25”, sprzeciwiła się wykorzystaniu swojego utworu z Bonda oraz kawałka “Rolling In The Deep” z chwytliwym refrenem „We could have had it all” przez kandydata republikanów – niezwykle kontrowersyjnego polityka, nazywanego wprost “faszystą” – Donalda Trumpa.

Przedstawiciel piosenkarki powiedział w oświadczeniu dla The Independent:

Adele nie wyraziła zgody na wykorzystanie jej muzyki w jakiejkolwiek politycznej kampanii.

Steven Tyler uraczył Trumpa pismem od adwokatów, gdzie zwracają oni uwagę na pogwałcenie praw autorskich ich klienta do utworu Dream On. Następnie napisał otwarty list, w którym informuje, że sprawa nie ma charakteru politycznego, a chodzi mu wyłącznie o poszanowanie praw artystów.

Michael Stipe nie był już tak uprzejmy. Za pośrednictwem twittera basisty R.E.M. opublikował takie o oświadczenie:

stipe

Inna sprawa, że republikański kandydat korzysta z mocno lewicowego i społecznego artysty jakim jest Stipe 🙂 Takie tam, heheszki.

Z drugiej strony chyba nie ma się czemu dziwić – mocno wykręcony w prawą stronę Paweł Kukiz też nosi koszulkę z symbolem Dywizjonu 303 im. Tadeusza Kościuszki – przywódcy jednego z najbardziej rewolucyjnych w sferze społecznej i socjalnej powstań w historii Polski. Powstań, które w żaden sposób nie można skojarzyć z poziomem bzdur szerzonych obecnie przez eks – piosenkarza, obecnie zaś polityka. 

Tak to chyba w polityce bywa.

Źródła: Independent,  Huffington Post, Digital Trends

Fot. Gage Skidmore/Flickr

Autor: Michał Maciejewski/MiP

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *