Wyciekło tysiące plików z najnowszego “Wiedźmina 3”, który ma mieć premierę za dziewięć miesięcy. Prawdopodobnie “CD Project” padł ofiarą ataku hakera, jednak firma też nie podjęła raczej wszystkich możliwych środków ostrożności. Pliki wyciekły bowiem z dysku Google.

Haker odstał się do danych przez maila osoby pracującej nad projektem, która trzymała plik na “Google Drive”. Udało mu się przejąć informacje dotyczące fabuły, możliwych zakończeń gry, szczegółów postaci, a nawet plik z wersją alpha gry, który umożliwia jej przejście od początku do końca, nie licząc drobnych problemów z zawieszaniem się gry.

W ukradzionych przez hakera plikach znajdują się również informacje na temat tego, że gra będzie działała gorzej na konsolach (PS4,  oraz Xbox One), choć CD Project, wcale tego nie ukrywa.

Podobno linki do gry znajdują się już w sieci, jednak z wiadomych powodów nie będziemy ich rozpowszechniać. Odbiegając nieco od głównego wątku, ponieważ nieustająco piszemy o problemach prawnych związanych z odpowiedzialnością użytkownika końcowego za legalność linkowanego materiału (przy pomocy tzw. deep linka), przypominamy w tym miejscu, że polskie sądy stoją raczej na stanowisku, że legalność linkowania materiału należy rozpatrywać przez wywołane przez niego skutki. Kluczowy jest tutaj art. 415 Kodeksu Cywilnego.

Kto z winy swojej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia

Każdorazowo zatem zalinkowanie na swojej stronie/fanpage`u materiału, który w sposób oczywisty jest nielegalny, może prowadzić do odpowiedzialności użytkownika, który się na to zdecydował. Więcej o tej problematyce możecie przeczytać w tekście dotyczącym wyroku w sprawie “Ascetoholix”.

Kluczowe stwierdzenia Sądu Apelacyjnego w tej sprawie brzmią następująco:

Sąd Apelacyjny skłania się ku poglądowi, że dla uznania, iż doszło do eksploatacji na wskazanym w art. 50 uopapp polu udostępniania, wystarczy zamieszczenie linku, który powoduje odtworzenie utworu. Mamy bowiem do czynienia zarówno z aktem woli, ale także z transmisją. W sytuacji, w której pozwany umieścił odnośnik na swoim profilu, zgadzał się on bowiem na takie działanie użytkownika, w którym przez użycie linku użytkownik uzyskuje dostęp do utworu. W tym momencie następuje transmisja danych, które umożliwiają użytkownikowi połączenie się z odpowiednim adresem w sieci Internet. To, w jaki sposób jest fizycznie realizowana transmisja, nie ma tu znaczenia.

Użytkownicy zatem są odpowiedzialni każdorazowo za udostępnianie linków i jeżeli prowadzą one do treści niezgodnych z prawem, mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności za rozpowszechnianie takich treści.

W konsekwencji, w opinii Sądu Apelacyjnego nie można się w tej części zgodzić z rozumowaniem Trybunału, a co za tym idzie – nie można przyjąć, iż w każdym wypadku umieszczanie odwołań (linków) nie narusza monopolu autorskiego.

Swoją drogą jednak, kto trzyma tak ważne materiały na Google Drive?

Fot. CD Project RED

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *