Raz na jakiś czas rodzi się wśród ludzi „ten, który wyprzedza swoje czasy”. Takimi ludźmi byli m.in. Marek Aureliusz, Leonardo Da Vinci, Nikola Tesla i… David Bowie.

David Bowie?! Tak, właśnie on. Ziggy Stardust był wizjonerem. Nie ma co do tego wątpliwości. Nie mówię wyłącznie o twórczości artystycznej. Jego przenikliwe spojrzenie pozwoliło mu dostrzec możliwości – oraz zagrożenia – jakie niesie ze sobą era Internetu. Jeszcze w latach `90­, gdy globalna sieć zaczynała dopiero raczkować.

W czasach, gdy większość artystów dopiero zapoznawała się ze znaczeniem „wizerunku w Internecie” i mniej niż połowa Amerykanów kiedykolwiek skorzystała z sieci – było to w roku 1998 ­- David Bowie uruchamiał już własną usługę telekomunikacyjną „BowieNet” oferującą użytkownikom 20 megabajtów pamięci wirtualnej na potrzeby osobistej strony internetowej, adres mailowy, a także możliwość czatu na żywo z Davidem.

Czytaj: David Bowie i jego wersja “Snu o Warszawie”.

BowieNet zarządzany był przez firmę UltraStar należącą do Bowiego. Głównym założeniem przyświecającym UltraStar było stworzenie wirtualnej przestrzeni łączącej celebrytów z fanami. Podjęli współpracę z New York Yankees (YankeesXtreme) oraz Baltimore Orioles (OriolesWorld).

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych firma osiągnęła wartość ponad 500 milionów dolarów amerykańskich! W tym samym okresie David stworzył swoiste „obligacje” które nazwał „Bowie Bonds.” Rzecz polegała na tym, że Bowie Bonds gwarantowało posiadaczowi udział w zyskach z twórczości artysty, lecz… tej dopiero mającej się ukazać w ciągu 10 lat. Całą ofertę wykupiła korporacja Prudential Securities. Specjaliści finansowi pewnie pomyśleli sobie: David Bowie, znany artysta, ceniony, pożądany… co może pójść nie tak? Łącznie Bowie ze sprzedaży Bowie Bonds zyskał 55 milionów dolarów .

David Bowie zaś pomyślał bardziej przyszłościowo. Przede wszystkim ziścił swój „amerykański sen” zgarniając fortunę ze sprzedaży wyłącznie obietnicy przyszłych zysków. Po drugie już wtedy świadom był zmian, w obliczu których stał wówczas przemysł muzyczny, a których obecnie jesteśmy świadkami.

„Absolutna transformacja wszystkiego co wiedzieliśmy o muzyce będzie miała miejsce w ciągu 10 lat i nic nie zdoła tego powstrzymać… Jestem całkowicie pewien, że prawa autorskie – na przykład – nie będą już dłużej istniały […]. ­ mówił w wywiadzie dla New York Timesa w 2002 roku. ­Sama muzyka stanie się na podobieństwo bieżącej wody, albo prądu”.

W 1999 roku, przychody przemysłu muzycznego w USA wynosiły 14,6 miliarda dolarów. W 2009 roku już tylko 6,3 miliarda. Z roku na rok sprzedaż fizycznych nośników muzyki spada, rośnie natomiast popularność usług streamingu.

Jest jednak pewna przepowiednia, która się nie ziściła, a konkretnie to ta dotycząca całkowitego upadku praw autorskich. W istocie jest zupełnie odwrotnie – prawa autorskie są egzekwowane skrupulatniej niż kiedykolwiek dotychczas.

Źródło: QZ

Autor: Michał Maciejewski/MiP

Fot: Thierry ehrmann/Flickr

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *