Google zawarło porozumienie z Viacom International Media Networks w procesie dotyczącym publikowania treści Viacomu, bez jego zgody, na You Tube. Strony doszły do porozumienia, podpisały ugodę, której warunki zostały niestety utajnione.

Viacom International Media Networks, do którego należy m.in. MTV, Viva i Nicklodeon, pozwał YouTube w 2007 roku żądając od niego gigantycznej kwoty – 1 mld dolarów (słownie: jednego miliarda dolarów) za to, że na YT można znaleźć setki tysięcy treści należących do Viacom, rozpowszechnianych i publikowanych bez zezwolenia koncernu.

YT bronił się, że każdy użytkownik serwisu jest odpowiedzialny za to, co wrzuca na swój kanał, a w przypadku gdy nie ma praw do tych treści, każdy inny może to zgłosić, bo YT natychmiast reaguje blokadą – zgodnie z zasadami Digital Millennium Copyright Act.

Czytaj: Twórców jest za dużo, a piraci nie są źli?

Viacom przegrał w pierwszej instancji w 2013 roku. Sedzia Stanton uznał, że YT nie ma konkretnej wiedzy o każdym przypadku naruszenia praw Viacomu, jak uważał koncern. Chodziło o tysiące kopii popularnych programów takich, jak SpongeBob SquarePants, The Daily Show Jon Stewart, czy South Park. Firma odwołała się wyżej i jej apelację przyjęto. Sąd rozpoznając ją uznał, że są podstawy do kontynuowania procesu, gdyż YouTube “mógł mieć świadomość naruszania praw na jego stronie internetowej i nie podjął odpowiednich kroków, by temu zapobiec. Brak odpowiedniej reakcji w oczekiwaniu na zgłoszenie naruszenia prawa nie oznacza, że YT jest usprawiedliwiony, jeżeli ma wiedzę o łamaniu prawa” – uznali sędziowie. Proces ruszył ponownie.

Tym razem jednak YT nie czekało końca sprawy i zawarło umowę z Viacomem, której postanowienia są tajne. Zapewne obie firmy dogadały się finansowo, jednak szczegółów umowy nie podano do wiadomości. Opinia publiczna otrzymała informację, że “firmy będą pracować dla wypracowania wspólnych podstaw na przyszłość”.

Na tym sprawa się jednak nie kończy, gdyż coraz częściej to właśnie YouTube wkazywany jest jako źródło nieustających problemów z prawem autorskim. Stąd różne pomysły na ich uregulowanie. Przykładowo – we Francji trwa dyskusja nad opodatkowaniem giganta na rzecz artystów.

Ciekawe, że w olbrzymiej dyskusji nad “nośnikiem przyszłości”, a szczególnie roli serwisów streamingowych (np. Spotify, Deezer) w rozpowszechnianiu treści i przyjęciu przez nie kontrowersyjnych modeli biznesowych, zapomina się o tym że to właśnie YouTube płaci artystom najmniej.

W opublikowanym niedawno zestawieniu wpływów Zoe Keating, kandyjskiej wiolonczelistki zauważyć można, że najwięcej odtworzeń jej piosenek miało miejsce właśnie na YouTube – aż 1,9 mln w ciągu roku, a dało jej to najmniej pieniędzy – zaledwie 1247 dolarów, tj. za jedno odtworzenie –  0,00064 dolara.

Fot. Viacom International Media Networks

Źródło: BBC

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *